To rosyjski agent miał zabić w centrum Berlina. Co robił w Warszawie?

Świat
To rosyjski agent miał zabić w centrum Berlina. Co robił w Warszawie?
Flickr/_dChris
Zabójstwo miało zostać zaplanowane i zorganizowane przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa

Były czeczeński rebeliant Zelichman Changoszwili został w sierpniu ub. roku zamordowany w centrum Berlina. Niemiecka policja zdołała zatrzymać zabójcę. Jak wynika z dochodzenia prowadzonego przez grupę dziennikarzy śledczych, zabójstwo zostało zaplanowane i zorganizowane przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa, a sprawca na kilka dni przez dokonaniem zbrodni przyjechał do Warszawy.

Czeczen posiadający obywatelstwo Gruzji Zelichman Changoszwili uczestniczył w drugiej wojnie czeczeńskiej (1999-2009) po stronie separatystów. W latach 2001-2005 był jednym z dowódców polowych. Według "Deutsche Welle" dowodził ok. 60-osobowym oddziałem. Początkowo walczył po stronie Szamila Basajewa i Abu Walida, następnie - Asłana Maschadowa. W Rosji został on oskarżony o terroryzm w 2002 roku i wysłano za nim międzynarodowy list gończy.

 

W 2008 roku mężczyzna miał zebrać ok. 200 ochotników do walk po stronie Gruzji przeciwko Rosji na terytorium Osetii Południowej, jednak sam jakoby nie uczestniczył w bojach - pisało "DW". W roku 2012 Changoszwili był pośrednikiem między władzami gruzińskimi a czeczeńskimi ekstremistami, którzy wzięli zakładników w wąwozie Łopota w Kachetii.

 

ZOBACZ: Nowe sankcje na Rosję za atak na Skripala

 

Według relacji niemieckich mediów, Czeczena parokrotnie próbowano zabić. Po jednym z nieudanych zamachów wyjechał on wraz z rodziną do Niemiec i żył w ukryciu, używając fałszywych danych.

 

Fałszywe dane

 

Udany zamach na życie Changoszwilego miał miejsce 23 sierpnia 2019 roku. Czeczen został zaatakowany, kiedy szedł do meczetu parkiem Tiergarten w samym sercu stolicy. Do mężczyzny podjechała osoba na rowerze i strzeliła z pistoletu Glock. Świadkowie twierdzą, że najpierw napastnik strzelił w plecy, a później oddał strzał w głowę ofiary.

 

Zabójca Changoszwilego został zatrzymany przez policję, gdy uciekając, usiłował się wmieszać w tłum turystów. Wcześniej wrzucił do Sprewy rower, którym poruszał się podczas i tuż po dokonaniu zabójstwa oraz reklamówkę z Glockiem. Obserwowała go grupa nastolatków, która zawiadomiła policję.

 

49-letni zatrzymany posługiwał się rosyjskim paszportem wystawionym na nazwisko Wadim Sokołow. Okazało się jednak, że było ono fałszywe. Śledztwo dziennikarzy Bellingcat, rosyjskiego serwisu "The Insider" i niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" wykazało, że mężczyzna nazywa się Wadim Krasikow.

 

Jego paszport miał zostać wydany w sposób identyczny jak dokumenty tożsamości dla agentów GRU zamieszanych m.in. w sprawę zamachu na Siergieja Skripala w Wielkiej Brytanii. 

Jak ustalono, wielokrotnie stawiał się on w biurach i ośrodku treningowym FSB w Moskwie, a także kontaktował się przed atakiem w Niemczech z wysokiej rangą przedstawicielami rosyjskich służb.

 

Łazienki, Starówka, Wilanów

 

Przed zabójstwem Krasikow był w Paryżu i Warszawie. Dziennikarze śledczy odtworzyli szczegółowe ruchy Rosjanina na podstawie lokalizacji jego telefonu. W raporcie podkreślono jednak, że niektóre ze śladów zostały zatarte. 

 

Krasikow wylądował na warszawskim lotnisku 20 sierpnia około godz. 15. Z terminalu Okęcie pojechał do swojego hotelu, który zarezerwował na tydzień. O godz. 17:30 wziął taksówkę do Łazienek, w których spędził około 45 minut. Później przeniósł się na Starówkę, a około godz. 20 wrócił do hotelu.

 

Wieczorem odwiedził jedną z restauracji, w której przebywał do godz. 22:30. Później wrócił do hotelu.

 

Następnego dnia Krasikow miał rozmawiać z rosyjskojęzycznym przewodnikiem turystycznym. Około godz. 16 udał się samochodem w kierunku pałacu w Wilanowie, w którym został do czasu jego zamknięcia, a do hotelu wrócił około godz. 20.

Kolejnego dnia, wczesnym rankiem, zarejestrowano ostatni ruch telefonu, po czym pozostał on niewykorzystywany przez kilka następnych dni, podczas których wykazywał tylko okresową aktywność GPRS, zgodną z synchronizacją tła nieużywanego telefonu - brzmi analiza dziennikarzy śledczych.

 

Najprawdopodobniej mężczyzna zostawił telefon w hotelowym pokoju spodziewając się, że po dokonaniu egzekucji na Changoszwilim do niego wróci. Według dziennikarzy śledczych Rosjanin przedostał się do Berlina samochodem lub pociągiem. Nie ma bowiem żadnych zapisów dotyczących ewentualnego lotu.

 

ZOBACZ: "Rosyjska armia trolli forsuje narrację, która jest nie do obrony"

 

"Ktoś musiał mu pomagać"

 

Według autorów opracowania strona rosyjska okłamywała władze niemieckie i przekonywała, że Wadim Sokołow to nie jest fałszywa tożsamość. W grudniu ub.r. Niemcy wydaliły z kraju dwóch pracowników rosyjskiej ambasady w Berlinie uzasadniając tę decyzję tym, że Rosja "w niewystarczającym stopniu angażuje się w wyjaśnienie morderstwa Changoszwiliego", a śledztwo w tej sprawie przejęła Prokuratura Federalna badająca możliwy udział państwa trzeciego.

 

Niemiecka Federalna Prokuratura Generalna zakłada, że Krasikow nie działał sam. Musiał mieć bowiem wspólnika lub wspólników, którzy wcześniej rozpracowali ukrywającego się Changoszwilego i dostarczyli Rosjaninowi broń. 

 

- Zabójca przyjechał do Berlina w przeddzień zabójstwa. To świadczy o tym, że ktoś za niego przeprowadził zwiad i dostarczył mu informacji o przyzwyczajeniach i zwyczajach ofiary. Najprawdopodobniej byli to mieszkający w Berlinie Czeczeni sympatyzujący z Kadyrowem - mówił po śmierci Changoszwilego Ekkehard Maass, prezes Niemiecko-Kaukaskiego Towarzystwa w Berlinie.

 

ZOBACZ: Rosjanie w mundurach ze swastyką. Historia pewnej kolaboracji

 

W sprawę wyjaśnienia sprawy zaangażowały się także polskie służby. Jak przekazał polsatnews.pl rzecznik koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn, ABW jest w kontakcie z Niemcami i pomaga w badaniu polskiego wątku, który pojawił się w śledztwie.

 

Jak informował pod koniec grudnia ub.r. portal tvp.info, kiedy polscy funkcjonariusze weszli do pokoju hotelowego Rosjanina, okazało się, że mężczyzna zostawił tam swoje rzeczy osobiste, w tym telefon komórkowy. Badania kryminalistyczne wykazały, że w pokoju nie była przechowywana broń ani amunicja. 

zdr/ "Deutsche Welle", Bellingcat, tvp.info, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze