Obsługa samotności. Jak być singlem w walentynki?

Kultura
Obsługa samotności. Jak być singlem w walentynki?
Pixabay/StockSnap
Walentynki nie muszą być dniem celebrowania wyłącznie romantycznych relacji

Odpowiadając na pytanie postawione w tytule: oczywiście, że tak. Walentynki to święto miłości, a miłość jest uczuciem, które ma różne oblicza i towarzyszy nam w wielu relacjach, nie tylko partnerskich. Jak wykorzystać potencjał towarzyski, którym już dysponujemy, unikając przy tym "pozoru dialogu"?

Z tegorocznych badań CBOS-u dotyczących naszego zadowolenia z życia wynika, że 90 proc. Polaków ocenia pozytywnie swoje małżeństwo lub stały związek - jest to rekordowy odsetek, który utrzymał się na tym poziomie od zeszłego roku. W tym samym badaniu 22 proc. pytanych wskazało, że nie pozostaje w stałej relacji. Rok wcześniej w analogicznym badaniu single stanowili 26 proc. respondentów.

 

Walentynki nie muszą być lukrowanym obrazkiem

 

Jak więc poradzić sobie z wszechobecnym i agresywnym walentynkowym marketingiem, kiedy właściwie nie sposób nie natknąć się na komunikaty przypominające singlom o ich samotności? Szczególnie ze świadomością, że jest ich w społeczeństwie coraz mniej.

 

- Przede wszystkim bez paniki - mówi dr hab. Katarzyna Popiołek, prof. Uniwersytetu SWPS, psycholożka społeczna specjalizująca się w problematyce relacji międzyludzkich. - To ma być święto miłości, dlatego spędźmy ten dzień w myśl wiwatu "niech żyje miłość!". Walentynkowe uczucia możemy rozszerzyć na przyjaciół, znajomych. To nie musi być dzień celebrowania wyłącznie romantycznych relacji. Jeśli jesteśmy partnerami, to mamy bardzo dużo momentów, kiedy możemy sobie okazywać, że się kochamy. Promieniujmy więc ciepłymi uczuciami na wszystkich - podkreśliła profesor.

 

ZOBACZ: Nazwij karalucha imieniem ex. W Walentynki zjedzą go mieszkańcy zoo

 

Jak stwierdziła nasza rozmówczyni, życie jest bardzo bogate i bardzo wiele możemy otrzymać od innych ludzi, ale co ważne - sami też musimy włożyć w relacje coś od siebie. Często oczekujemy, że coś samoistnie przyjdzie do nas z zewnątrz, wydarzy się nagle jakiś cud jak z telenoweli albo komedii romantycznej. Ktoś się pojawi, ktoś nas zaprosi, trafi nas nagle jakiś piorun.

 

- Tymczasem wygląda to inaczej. Nic się w życiu nie odbędzie bez naszego wysiłku, nie zrobi się samo. Warto wyjść z inicjatywą ku ludziom wokół nas, włożyć w to pewien wysiłek, postarać się wyjść z bezpiecznego kokonu - zauważyła Katarzyna Popiołek.

 

Relacje, które już mamy

 

Można zadzwonić do kogoś z naszego grona, kto też spędza ten dzień samotnie. Możemy spotkać się w grupie przyjaciół. Możemy też odezwać się do znajomej pary, o której wiemy, że nie obchodzi walentynek we dwoje i chętnie nas przyjmie do wspólnego świętowania.

 

- Jest mnóstwo możliwości wspólnego spędzenia czasu z naszymi przyjaciółmi. Wyjdźmy do kina, teatru, może coś ciekawego dzieje się w mieście - wykład, wystawa, koncert. A może spotkajmy się w domu przy grze planszowej czy kieliszku wina. Odkryjmy jakąś dziwną knajpkę na obrzeżach, zaproponujmy po prostu wspólne spędzenie czasu. Nie wszyscy przecież zagospodarowali ten wieczór. To nie musi być partner czy partnerka, nie tylko w takiej relacji będziemy się czuli wolni od samotności - powiedziała psycholog.

 

Warto zauważyć, że mamy niekiedy w stosunku do innych ludzi wygórowane oczekiwania, czy wręcz - wymagania. Liczymy na to, że druga osoba dostarczy nam fajerwerków, doświadczy z nami czegoś niesamowitego, będzie nas zabawiać szalonymi historiami, których nie usłyszymy od nikogo innego. - To błąd - uważa prof. Popiołek.

 

- Nie oczekujmy od relacji z innymi zbyt wiele. Spotykajmy się po to, żeby okazać sobie ciepło i cieszyć się, że jesteśmy razem. Że możemy razem coś dobrego zjeść albo czegoś ciekawego, pięknego, posłuchać. Jest mnóstwo sposobów na pogłębianie naszych przyjacielskich relacji, tylko nie zawsze po nie sięgamy - stwierdziła psycholog.

 

Zaznaczyła przy tym, że warto, abyśmy sami przed sobą odpowiedzieli na pytanie, czy naprawdę jesteśmy zainteresowani innymi ludźmi, czy obchodzi nas tylko to, aby oni interesowali się nami. - Bo jeśli jest tak, że to my jedynie chcemy zaistnieć na ich tle, to klops. Jesteśmy wtedy mało uważni wobec tych osób, nie mamy ochoty prawdziwie ich słuchać, nie poświęcamy im odpowiedniej ilości czasu. W taki sposób sami sobie bardzo wiele utrudniamy na drodze do innych ludzi - powiedziała Katarzyna Popiołek.

 

Wychodząc światu naprzeciw

 

Jak podpowiada nam profesor, ujmując temat w szerszej perspektywie, szukając partnerów czy przyjaciół warto wyjść poza własną, wąską nieraz orbitę i poszukać szczęścia wśród szerszego spektrum możliwości towarzyskich, jakie oferuje nam świat.

 

- Szukając dobrych relacji najlepiej pójść tam, gdzie ludzie robią coś razem: na przykład na kurs językowy, taneczny, jazdę konną, warsztaty rozwijające zainteresowania i określone umiejętności, zaangażować się w wolontariat. Trzeba znaleźć się gdzieś, gdzie ludzie działają w grupie, wyjść ku nim i połączyć się we wspólnej aktywności. Takie działanie w sposób naturalny umożliwią nawiązanie bliższych relacji. Tylko to oczywiście wymaga wysiłku, ruszenia się z kanapy i interesowania się innymi, nie tylko sobą - zaznaczyła nasza rozmówczyni.

 

Dodała także, by nie spodziewać się natychmiastowych efektów ("byłem raz i nic nie wyszło"), ale wierzyć, że takie postępowanie w dłuższej perspektywie z pewnością pomoże nam w budowaniu głębokich i wartościowych relacji. Może w walentynki uda się właśnie zaplanować coś, co zaowocuje w przyszłym roku?

 

A może w kontekście otwierania się na świat warto rozważyć spontaniczną "randkę z Tindera"?

 

- Oczywiście przypadkiem można trafić na kogoś interesującego i wartościowego, ale nadal kluczowe są tu nasze własne intencje: czy umawiam się, bo ta osoba wydaje mi się w jakiś sposób interesująca, czy tylko dlatego, że mamy ją pod ręką. Musimy jednak być przygotowani na ryzyko, że takie spotkanie się nie uda i przyniesie nam zawód. To bardzo przelotny kontakt - zauważyła Katarzyna Popiołek.

 

Lęk przed samotnością jak dzikie zwierzę

 

Profesor nawiązała do metafory, jakiej w jednej ze swoich publikacji użyła Karen Horney, przedstawicielka neopsychoanalizy, charakteryzując typy neurotycznej osobowości naszych czasów.

 

Opisuje osoby, które ratunek przed lękiem i poczuciem własnej słabości widzą w nieustannym dążeniu do tego, by być kochanym, najlepiej zawsze i przez wszystkich, a także nigdy nie przeżywać tortury samotności. Osoba wykazująca taką postawę odczuwa na każdym kroku przymus posiadania partnera, który spełni wszelkie jej oczekiwania i uwolni od odpowiedzialności za dobre i złe czyny, da wszystko bez proszenia. Ma być on "jak z bajki", a życie z nim istnym rajem. Mamy w tym względzie pewne wzorce kulturowe.   

 

Tak więc, o ile na ogół człowiek w miłości szuka przyjemności i pozytywnych przeżyć, a jednocześnie chce dawać komuś coś od siebie, to niektórzy z nas uciekają w "miłość" ze strachu przed otoczeniem i własnym lękiem.

 

ZOBACZ: Walentynki. Według badań 79 proc. Polaków wierzy w miłość na całe życie

 

- Ktoś, kto szuka w miłości ulgi i czuje taki właśnie stały przymus posiadania partnera, zachowuje się jak człowiek, który uciekając przed dzikim zwierzęciem wskakuje na pierwsze napotkane drzewo, by się na nim schronić. Nie wybiera go, bo ratunek jest mu potrzebny natychmiast. Tak też człowiek uciekający przed "niebezpiecznym światem" w miłość nie wybiera partnera. Obiekt jego miłości jest zupełnie przypadkowy - tłumaczy prof. Popiołek.

 

Taka osoba dąży do tego, aby przede wszystkim przeglądać się w oczach innych ludzi. Szuka w nich podziwu, zainteresowania, potwierdzenia własnej wartości. I najczęściej nie bardzo potrafi miłość odwzajemnić, dlatego że odczuwa lęk przed uległością, przed dawaniem czegoś partnerowi.

 

- Chce bowiem, by miłość, którą otrzymuje, była bezwarunkowa. Partner ma kochać bez żadnych korzyści, w myśl zasady, że "dopiero wtedy będę czuć, że jestem prawdziwie kochana, gdy będę dla partnera niedobra i niemiła, a on dalej będzie mnie kochał". To dopiero daje takiej osobie poczucie bezpieczeństwa - podkreśliła profesor. Strzeżmy się takiego traktowania miłości.

 

Nasze relacje zależą od tego, ile damy w nich od siebie

 

- Jeśli traktujemy ludzi powierzchownie, jak przypadkowo mijane przedmioty, to oni odpłacają nam tym samym i przez to wydają się nam nudni - zauważyła psycholog. A dzieje się tak dlatego, że nie potrafimy ludzi uważnie słuchać.

 

- Chcemy, żeby nas zabawiali, żeby nam dostarczali fajerwerków, ale nie mamy ochoty się nimi zajmować, bo tak naprawdę to oni nas wcale nie obchodzą - zaznaczyła Katarzyna Popiołek. Często nie umiemy nawet powtórzyć tego, co ktoś nam opowiedział wczoraj, bo myśleliśmy w tym czasie o czymś zupełnie innym i niewiele nas to obchodziło. A przecież wszyscy pragniemy, żeby znalazł się ktoś, kto nas zrozumie, dla kogo będziemy naprawdę ważni.

 

ZOBACZ: Składany smartfon z klapką od Samsunga pojawi się już na Walentynki

 

- W naszych kontaktach często zamiast prawdziwego dialogu jest jego pozór, który polega na tym, że dwie osoby niby rozmawiają, ale każda mówi o sobie. Jedna o swoim mężu, druga o szefie. Jak jedna bierze oddech, to druga wchodzi jej w słowo, czyli są to dwa zsynchronizowane czasowo monologi - powiedziała prof. Popiołek.

 

A dopiero dialog daje nam prawdziwą satysfakcję. - Jeśli coś mówię i ktoś na to odpowiednio reaguje, potem on coś mówi, a ja go wysłuchuję i daję odpowiedź, to wtedy się wzbogacamy. Natomiast jak każdy mówi tylko o sobie, to jest tak, jakbyśmy przyszli  do tawerny hiszpańskiej z własnymi kanapkami i zjadłszy je, niczego oczywiście nie dowiedzieli się o miejscowej kuchni - zauważyła nasza rozmówczyni.

 

- Myśląc o obecnych walentynkach spróbujmy poszukać towarzystwa wśród "swoich", tych, którzy w jakiś sposób znajdują się w naszym otoczeniu. Patrząc zaś w dalszej perspektywie wiedzmy, że musimy wychodzić ku światu, nie czekać, aż on przyjdzie do nas. Trzeba nawiązywać kontakty, trenować potrzebne do tego umiejętności, próbować i nie zrażać się niepowodzeniem - zachęca psycholog.

 

I zaznacza, że to trening czyni mistrza. Wycofując się w bezpieczną skorupkę nie nauczymy się niczego. - Nie ma nic bez ryzyka. Życie nie jest ubezpieczalnią społeczną. Do życia trzeba odwagi. A jeśli chcemy mieć koło siebie bliskich ludzi, to wiedzmy, że muszą oni czuć zainteresowanie z naszej strony, bez tego niczego nie zdziałamy. Bliskie relacje wymagają czasu i zaufania, tworzymy je krok po kroku, trzeba mieć cierpliwość - tłumaczy Katarzyna Popiołek.  

 

Przyjrzeć się samemu sobie bliżej

 

Celebrowanie miłości możemy rozszerzyć także na samych siebie. Warto przyjrzeć się własnym potrzebom i odpowiedzieć sobie na pytanie, z czym wiąże się dla nas samotność.

 

- W nawiązywaniu kontaktów często przeszkodą jest brak poczucia własnej wartości. "Jestem beznadziejny, do niczego, nieciekawy, nikt się mną nie zainteresuje". Przysłużyli nam się tu często nadmiernie krytyczni nauczyciele, niedoceniający nas rodzice. Takie myślenie o sobie dokucza wielu osobom, często tym, które podziwiamy i sądzimy, że nie mają tych problemów - zwróciła uwagę prof. Popiołek.

 

- Nikt nie jest doskonały, a my często za wysoko ustawiamy sobie poprzeczkę. Warto się zastanowić, co jest naszą mocną stroną. Wszyscy mamy jakieś zalety, tylko trzeba spróbować je dostrzec. Może nam w tym pomóc rozmowa z kimś życzliwym, nierywalizującym, takim, który nas zna. Nasze własne opinie na swój temat warto zweryfikować, mogą być zbyt okrutne. A budowanie wiary w siebie to nasze zadanie w drodze ku innym - podkreśliła nasza rozmówczyni.

 

Nie ulegajmy zatem presji lukrowanych walentynkowych obrazków. Być może nie spędzimy tego wieczoru w takim gronie, w jakim byśmy chcieli, ale potraktujmy go jako okazję do przemyśleń o tym, jak wiele mogą nam dać różni ludzie, a my im. Tylko trzeba chcieć coś w tym kierunku zrobić. I jak bohaterowie "Traviaty" Verdiego "wypijmy za zdrowie miłości" i na jej chwałę!

 

ZOBACZ: Ile wydajemy na walentynki? "Doskonała informacja dla handlu"

 

Dr. hab. Katarzyna Popiołek, prof. Uniwersytetu SWPS - psycholożka społeczna, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS w Katowicach. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się wokół problematyki relacji międzyludzkich, sposobów udzielania pomocy i wsparcia, uwarunkowań funkcjonowania w bliskich związkach - jak zmienia je czas, model kariery, odczuwany konflikt roli zawodowej i rodzinnej, specyficzne charakterystyki i doświadczenia partnerów.

bia/luq/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze