"Wóz Drzymały" bez zezwolenia. Prokuratura wszczęła śledztwo po tragedii w Bukowinie Tatrzańskiej

Polska
"Wóz Drzymały" bez zezwolenia. Prokuratura wszczęła śledztwo po tragedii w Bukowinie Tatrzańskiej
Polsat News
Zerwany dach uderzył cztery osoby

Po poniedziałkowym tragicznym wypadku w Bukowinie Tatrzańskiej, Prokuratura Rejonowa w Zakopanem wszczęła śledztwo, które dotyczy nieumyślnego spowodowania śmierci trzech osób, uszkodzenia ciała i postawienia budowli bez stosownego zezwolenia. - Nie jest wykluczone, że jeszcze dziś ktoś usłyszy zarzuty - poinformowała prokurator.

- Zostało wszczęte śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci trzech osób, to jest o czyn z artykułu 155 kodeksu karnego, jak również w sprawie uszkodzenia ciała jednej osoby z art. 157 k.k. - chodzi tu o 16-latka, który doznał u lżejszych obrażeń. Śledztwo dotyczy również art. 90 prawa budowlanego, czyli prowadzenia robót budowlanych bez wymaganej zgody lub zgłoszenia. Będziemy również analizowali, czy doszło do narażenia na utratę życia lub zdrowia większej ilości osób. Wszystko będzie kompleksowo wyjaśnione i brane pod uwagę - powiedziała szefowa zakopiańskiej prokuratury Barbara Bogdanowicz.

 

Jak dodała, prokurator zabezpieczył ciała trzech ofiar wypadku do sekcji zwłok, która będzie przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej.

 

ZOBACZ: Wstrząsająca relacja turystów. W Bukowinie Tatrzańskiej wiatr zerwał dach, który zabił trzy osoby

 

Śledczy przesłuchują świadków poniedziałkowego zdarzenia i zbierają dokumentację związaną z obiektem budowlanym, z którego został zerwany dach na Rusińskim Wierchu. - W charakterze świadków zostało przesłuchanych dwóch pracowników stacji oraz pokrzywdzony w osobie męża i ojca ofiar. W tej chwili trwają czynności przesłuchania dalszych świadków, którzy byli na miejscu zdarzenia i niewykluczone, że też byli narażeni, ponieważ znajdowali się w najbliższym sąsiedztwie zerwanego dachu - podkreśliła prokurator.

 

- Pracownicy stacji widzieli moment oderwania się dachu. Wczoraj ten obiekt był nieużywany, ale wszystko wskazuje na to, że był używany wcześniej - poinformowała prokurator.

 

Jak dodała, "z umowy dzierżawy nie wynika, kto był inwestorem". - Wiemy, kto był właścicielem terenu i kto był dzierżawcą obiektu. Ustalamy, kto był inwestorem - tłumaczyła prokurator Bogdanowicz.

 

"Powinien być rozebrany albo przeniesiony"

 

- Przede wszystkim inwestor jest odpowiedzialny za to, co się stało. Jeszcze nikomu nie przedstawiono zarzutów, ale na ten obiekt trzeba było co najmniej zgłoszenia w odpowiednim organie administracji w starostwie. Organ mógł wstrzymać te roboty, tak się nie stało, bo nie był o niczym powiadomiony - mówiła prokurator.

 

WIDEO: zobacz materiał "Wydarzeń'

  

 

- Jeśli miał to być tymczasowy obiekt budowlany, to powinien być rozebrany już albo przeniesiony w inne miejsce i to w terminie 180 dni. Nie powinien być tam ani dwa ani trzy lata. Czynimy ustalenia jak długo stał, ale wszystko wskazuje na to, że musiał tam stać ok. 3 lat - powiedziała.

 

Jak podkreśliła, przyjęta obecnie przez prokuraturę kwalifikacja prawna czynu może ulec modyfikacji. 

 

ZOBACZ: Drewniana brama runęła na siedmiolatka i jego babcię. Oboje zginęli. Zapadł wyrok

 

Prokurator przeprowadził już oględziny miejsca zdarzenia z udziałem policji oraz Inspektora Nadzoru Budowlanego, który przybył na miejsce tego zdarzenia.

 

Został także zabezpieczony monitoring z miejsca zdarzenia. Najprawdopodobniej dzisiaj dojdzie do przesłuchania właściciela obiektu i właściciela gruntu, na którym została postawiona wypożyczalnia sprzętu narciarskiego.

 

Za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.

 

"Było dużo zastrzeżeń"

 

- Obiekt ten został wybudowany bez wymaganego pozwolenia - powiedział we wtorek Jan Kęsek z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Zakopanem podczas konferencji prasowej. Dopytywany, przyznał, że można to nazwać "samowolą budowlaną". Wyjaśnił, że doszło tu do obejścia prawa, ponieważ jest to naczepa, która ma numer rejestracyjny, ale jest jednocześnie niemobilna i funkcjonowała jako wypożyczalnia sprzętu narciarskiego.

 

- Mamy tu do czynienia z tzw. obiektem tymczasowym, na którego budowę, postawienie, montaż, też wymagane są pewne zgody budowlane lub zgłoszenie, lub pozwolenie, w zależności od formy - wyjaśnił. Dopytywany przez dziennikarzy, czy takie zgłoszenie było, Kęsek powiedział: "z informacji, którą mam na dzień dzisiejszy, nie było".

 

- Zresztą, jak ustaliliśmy, jest to teren do tego nieprzeznaczony - dodał. Jak zaznaczył, według planów zagospodarowania przestrzennego, w tym miejscu są tereny zielone i grunty rolne.

 

ZOBACZ: "Czarny kot" prawdopodobnie zostanie rozebrany. "Hotel powstał bez pozwolenia na budowę"

 

Kęsek został także zapytany o konstrukcję budowli, w której była wypożyczalnia sprzętu narciarskiego. - Z tego, co mi przekazali pracownicy, wynika, że było dużo zastrzeżeń, co do sposobu wykonania obłożenia tej naczepy elementami budowlanymi - powiedział. - Czyli one były wykonane niestarannie i bardzo prowizorycznie - dodał.

 

Ponadto inspektor stwierdził, że do montażu dachu zostały zastosowane niewłaściwe śruby, które pod wpływem wiatru zostały wyrwane z konstrukcji. Wyjaśnił on, że każda gmina w planie zagospodarowania ma określone kąty nachylenia dachów. Na Podhalu są to nakrycia dachowe o stromych nachyleniach od 40 do 50-kilku stopni. W przypadku nielegalnie postawionej wypożyczalni, przykrycie dachowe było płaskie.

 

Budowa na szlakach turystycznych

 

- Co do zasady, kwestie wznoszenia budowli i budynków regulują przepisy ustawy - Prawo budowlane. Przy czym planowane zamierzenie budowlane nie może naruszać przepisów odrębnych m.in. ustaleń miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego - powiedziała Joanna Niedźwiecka, rzecznik Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego.

 

Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego nie ocenia za właściwe miejscowo organy, czyli organy administracji architektoniczno-budowlanej i nadzoru budowlanego, konkretnego stanu faktycznego, "niemniej jednak niezależnie od wymienionej sytuacji (wypadek w Bukowinie Tatrzańskiej), wskazać trzeba że, zgodnie z art. 28 ust. 1 ustawy - Prawo budowlane roboty budowlane można rozpocząć jedynie na podstawie decyzji o pozwoleniu na budowę, z zastrzeżeniem art. 29–31." - poinformował urząd.

 

Dodano, że przewidziane w art. 29-31 wyjątki stanowią zamknięty katalog budów i robót budowlanych, których wykonywanie nie wymaga uzyskania pozwolenia na budowę, wymagają natomiast zgłoszenia, bądź są zwolnione z obu tych obowiązków.

Tym samym, jeśli jakaś budowa lub roboty budowlane nie zostały wymienione w art. 29-31 ustawy, wymagają uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę.

 

ZOBACZ: Stracił oko na szkolnej strzelnicy. Powstała bez pozwoleń

 

- Jak również wynika z art. 29 ust. 3 ustawy - Prawo budowlane pozwolenia na budowę są konieczne w przypadku przedsięwzięć, które wymagają przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko, oraz przedsięwzięcia wymagające przeprowadzenia oceny oddziaływania na obszar Natura 2000, zgodnie z art. 59 ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko - stwierdziła Niedźwiecka.

 

Urząd poinformował, że wstępnej kwalifikacji zamierzonych robót dokonuje inwestor, ale ostateczna ocena, czy planowane do wykonania roboty wymagają pozwolenia na budowę, czy zgłoszenia, bądź też są zwolnione z tych obowiązków, należy do właściwego miejscowo organu administracji architektoniczno-budowlanej, albo nadzoru budowlanego, jeśli ocena ma być dokonana po wykonaniu robót lub w ich trakcie, który w oparciu o przepisy prawa oraz ocenę konkretnego stanu faktycznego władny jest do zajęcia w sprawie wiążącego stanowiska.

 

- Ponadto, organ administracji architektoniczno-budowlanej ocenia nie tylko planowaną inwestycję pod kątem przepisów prawa budowlanego, ale także uwzględnia inne przepisy np. przepisy prawa miejscowego, które mogą uniemożliwiać zabudowę - poinformował rzecznik.

 

Naczepa tira obudowana szalunkiem

 

Wcześniej prokurator Jacek Dyga poinformował, że śledczy będą sprawdzać "kto tę konstrukcję postawił, kto był inwestorem, kto był dzierżawcą".

 

- Mamy do czynienia z potencjalnie czterema osobami narażonymi, to tylko te, które zostały faktycznie narażone. Z wyciągu korzystał szereg osób, jeśli z nagrania i zeznać świadków będzie wynikało, że to było 20-30 osób więcej, wszystkie osoby będą równocześnie uznane za osoby pokrzywdzone - mówił prokurator tuż po wypadku.

 

ZOBACZ: Dach zerwany przez wiatr spadł na ludzi w Bukowinie Tatrzańskiej. Nie żyją matka i dwie córki

 

- To jest wóz Drzymały – powiedział o budynku prokurator. - Prowizorycznie zrobione krwokwie, maksymalne mocowania to były na poziomie gwoździ lub 5-centymetrowych wkrętów. Nie chcę żartować, ale to nie była solidna konstrukcja - podkreślił Dyga.

 

- Ten budynek to naczepa tira obudowana szalunkiem, ocieplona watą szklaną. To funkcjonowało byleby funkcjonować - dodał.

 

- Ja bym tego nie nazwał konstrukcją, tak konstrukcje dachu nie wyglądają. To były po prostu zespolone blachy, stworzono pozór pokrycia dachowego - mówił Polsat News Artur Szafaryn z Grupy Dekarskiej Łomianki.

 

WIDEO: zobacz rozmowę z dekarzem, który tłumaczy, dlaczego konstrukcja dachu w Bukowinie Tatrzańskiej była prowizoryczna

  


"Z uwagi na liczne zapytania informujemy, że wypożyczalnia, z której został zerwany przez wiatr dach nie należy do naszej stacji narciarskiej. Została ona wzniesiona na prywatnym gruncie poza administrowanym przez stację narciarską terenie" - napisano w komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych.

 

Budynek postawiony bez zgłoszenia


W komunikacie poinformowano również, że z uwagi na warunki pogodowe w momencie wypadku sześcioosobowa kolej krzesełkowa była nieczynna.


Według informacji Starostwa Powiatowego w Zakopanem, budynek wypożyczalni sprzętu narciarskiego był postawiony bez stosownego zgłoszenia.


Od września 2015 r. działka, na której stoi wypożyczalnia sprzętu narciarskiego w Bukowinie Tatrzańskiej, jest dzierżawiona. Od tego czasu żaden wniosek o postawienie na niej obiektu nie wpłynął do wydziału Budownictwa i Architektury w przeciągu ostatnich lat.

 

ZOBACZ: Dom obudowany blokiem. Architektoniczna "perełka" w Krakowie

 

Do tragicznego wypadku doszło na parkingu przy górnej stacji wyciągu narciarskiego Rusiń-Ski w Bukowinie Tatrzańskiej w poniedziałek przed godz. 11. Podmuch wiatru zerwał dach z wypożyczalni sprzętu narciarskiego. Dach spadł wprost na cztery osoby. Mimo reanimacji nie udało się uratować 52-latki i jej 15-letniej córki. 21-latka – druga córka zmarłej kobiety - w bardzo ciężkim stanie została przetransportowana do szpitala w Nowym Targu, gdzie zmarła wieczorem tego samego dnia.

 

Kolejny poszkodowany to 16-latek, który z urazami głowy i stłuczeniem barku trafił do szpitala w Zakopanem. Chłopak jest spokrewniony z ofiarami wypadku. Piątym poszkodowanym jest mąż i ojciec ofiar wypadku, który po urazie psychicznym trafił do szpitala. Został wypuszczony w poniedziałek po południu.

prz/ PAP, Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze