Myśliwy nie znał elementów pakietu bioasekuracyjnego. "Skandaliści" o wojnie z ASF

Polska
Myśliwy nie znał elementów pakietu bioasekuracyjnego. "Skandaliści" o wojnie z ASF
Polsat News
W "Skandalistach" głos myśliwych, ekologów i rolników na temat wojny z ASF

Politycy przyjęli właśnie nowe prawo, które znacznie ułatwia życie myśliwym, za to utrudnia każdemu, kto myśliwym nie jest i chce korzystać z lasu. W programie Agnieszka Gozdyra pokazała szokujące sceny z polowań. Swoje argumenty przedstawiły wszystkie strony konfliktu - myśliwi, aktywiści antyłowieccy oraz rolnicy.

Pakiet bioasekuracyjny zawiera elementy niezbędne do przeprowadzenia dezynfekcji w terenie. Został opracowany z myślą o myśliwych, leśnikach oraz wszystkich osobach, które przebywają na terenach bytowania dzików i mogą być przez to narażone na kontakt z wirusem ASF.

 

Myśliwy vs. pakiet bioasekuracyjny

 

- Do czego służy ta mata? - zapytała Gozdyra Arkadiusza Płotkę, myśliwego i lekarza weterynarii, pokazując mu folię ochronną z pakietu bioasekuracyjnego.

 

- Nie wiem, do czego służy ta mata - odparł zmieszany gość.

 

- No jak to, przecież to jest ten pakiet dla myśliwych? - kontynuowała prowadząca.

 

- Mamy kilka stref. W strefie żółtej myśliwi do niedawna mogli patroszyć dzika bez używania tej folii. W strefach czerwonych, jeśli lekarz weterynarii na to zezwolił, mogli patroszyć na tego typu matach - tłumaczył Płotka.

 

Wideo: Zobacz konfrontację myśliwego z elementami pakietu

  

 

- Myśliwi bioasekurację mają za nic - powiedziała Ludwika Włodek, aktywistka z Warszawskiego Ruchu Antyłowieckiego. - Jedna z największych imprez łowieckich, która ściąga myśliwych z całej Polski, odbywa się w Węgrowie, na granicy strefy czerwonej i żółtej. Czyli strefy, gdzie są obostrzenia i która jest zagrożona występowaniem epidemii - wyjaśniła.

 

- Myśliwi przyjeżdżają tam z całej Polski i później roznoszą tę chorobę - przekonywała Włodek.

 

"To jest tak naprawdę rozmowa o pieniądzach"

 

- Prawo musi być mocne, restrykcyjne - stwierdził Michał Kołodziejczak, rolnik i założyciel AGROunii. - Do momentu, kiedy nie było w ustawie napisane, że nie wolno robić rzeczy, o których wiadomo, że przyczyniają się do rozprzestrzeniania ASF, ale nie było na to dokumentu i ustawy, to myśliwi robili sobie w lesie wszystko, co chcieli - dodał.

 

- To jest dramat, bo rolnicy, żeby bronić się przed ASF, wydają na bioasekurację dziesiątki tysięcy złotych każdego roku - zauważył Kołodziejczak.

 

- Dlaczego taka grupa społeczna jak rolnicy jest ofiarą w tym konflikcie? Rynek trzody chlewnej w Polsce to jest 20 mld zł każdego roku dla Polski. To jest ogromny dział gospodarki - mówił założyciel AGROunii. - Nie zastanawiamy się dzisiaj jak tego wszystkiego bronić, bo Polski Związek Łowiecki bardzo dobrze sobie radzi. Za polowania dewizowe, które sprzedajecie, macie na rok 70 mln zł. Za sprzedaż dziczyzny macie 150 mln zł na rok, więc to jest tak naprawdę rozmowa o pieniądzach i o realizowaniu hobby w lesie - stwierdził Kołodzizejczak.

 

"To nie jest myśliwy, tylko prosty człowiek ze wsi"

 

Agnieszka Gozdyra wyświetliła swoim gościom kilka nagrań, które aktywiści z ruchów antyłowieckich publikują na bieżąco w mediach społecznościowych. Na filmach widać agresję, wyzwiska i szarpaniny, których prowodyrami są często myśliwi. Nagrania ukazują też rażące lekceważenie przez nich zasad bezpieczeństwa, ponieważ krew odstrzelanych dzików bywa roznoszona na dużym obszarze i nie jest w żaden sposób zabezpieczana.

 

- Ja nie miałem takiej sytuacji, chociaż ostatnio mieli ją moi koledzy. Przyjechali aktywiści i próbowali przerwać polowanie - skomentował jedno z nagrań Arkadiusz Płotka. - Moi koledzy zachowali się bardzo profesjonalnie, bo stwierdzili, że nie chcą w ten sposób polować, bo chcą przyjemnie spędzić czas i nie będą się wdawać w dyskusję, zakończyli polowanie - oznajmił myśliwy.

 

- Chciałem odnieść się do tego, co widzimy - dodał Płotka. - Polowanie, nastrojową muzykę, która ma stworzyć pewne tło, myśliwych, agresywnego "ekoterrorystę". Widzimy nerwową rozmowę z naganiaczem. Przypominam, to nie jest myśliwy, tylko naganiacz. To jest rozmowa z naganiaczem, to jest prosty człowiek ze wsi - przekonywał.

 

"Na każdym polowaniu jakiś przepis jest nieprzestrzegany"

 

Ludwika Włodek podkreślała natomiast, że celem ruchów antyłowieckich nie jest "zakłócanie" polowań, ale ujawnianie związanych z nimi nieprawidłowości.

 

- Zależy nam na naświetlaniu patologii związanych z myślistwem i pokazywaniu momentów, kiedy prawo nie jest przestrzegane. Patrzymy myśliwym na ręce i często ich to denerwuje - mówiła aktywistka. - To trzeci sezon jak jeżdżę na monitorowanie polowań i właściwie prawie na każdym polowaniu jakiś przepis jest nieprzestrzegany - stwierdziła.

 

- W każdej grupie na pewno znajdują się osoby niegodne, żeby polować. Chodzi o proporcje - przekonywał Arkadiusz Płotka. - My musimy dwa lata się szkolić, są restrykcyjne przepisy dotyczące posiadania broni, musimy się badać psychologicznie. Nie każdej osobie, która zwróci się do policji, broń jest przyznawana - zauważył myśliwy.

 

Michał Kołodziejczak dowodził natomiast, że nad Polskim Związkiem Łowieckim nie jest sprawowana odpowiednia kontrola.

 

- Jest jeszcze takie coś, jak regularny odstrzał, który powinien być prowadzony. Może dlatego właśnie mamy problem z ASF, bo myśliwi przez długi czas nie prowadzili odpowiedniej gospodarki łowieckiej i nikt ich z tego nie rozliczał. Koła łowieckie niejednokrotnie na kolanie piszą sobie takie raporty - stwierdził Kołodziejczak.

 

Dotychczasowe odcinki programu można obejrzeć tutaj.

bia/prz/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze