Wynajęli mieszkanie mecenasowi. Od ponad roku nie płaci

Polska
Wynajęli mieszkanie mecenasowi. Od ponad roku nie płaci
Interwencja

Edyta i Karol Brulińscy wynajęli mieszkanie w Warszawie mecenasowi Markowi S. Mężczyzna miał w nim mieszkać z żoną i dziećmi, a wprowadził do niego tajemniczą lokatorkę i przestał płacić za lokal. Dziś ma ok. 22 tys. zł długu. Materiał "Interwencji".

Edyta i Karol Brulińscy są właścicielami mieszkania na warszawskiej Woli. Lokal postanowili wynająć. Gdy na ogłoszenie odpowiedział mecenas Marek S., byli pewni, że znaleźli solidnego najemcę.

 

- Wynajęliśmy mu mieszkanie w lipcu 2017 roku i od listopada 2018 roku mamy duże problemy, żeby odzyskać od niego pieniądze i się z nim skontaktować. W tej chwili należność to około 22 tysiące złotych – mówi Edyta Brulińska.

 

Wideo: właściciele w końcu weszli do swojego mieszkania, które okazało się puste. Nie było ani lokatorek, ani ich rzeczy.

 

  

 

- Człowiek jest adwokatem. W głównej mierze zdecydowaliśmy się, bo się przedstawił jako człowiek prawa, osoba zaufania publicznego, pokazywał nam legitymację – opowiada Karol Bruliński.

 

ZOBACZ: 4 lata okupowali obce mieszkanie. Po eksmisji wynajęli dom

 

"Nie wiemy, kim jest ta lokatorka"

 

Okazało się, że w mieszkaniu przebywała kobieta z dwiema córkami. Ale od kilku miesięcy ani mecenas S., ani lokatorki nie płacą czynszu.

- On powiedział, że będzie tam mieszkał z żoną i córkami. Podczas całej tej batalii dowiedzieliśmy się od jego matki, że on nigdy nie miał ani żony, ani dzieci. Nie wiemy, kim jest ta lokatorka, jaka relacja ich łączy – tłumaczy Edyta Brulińska.

 

- Nie wydarzyło się nic takiego, co by usprawiedliwiało tego rodzaju niepłacenie czynszu, czy też uchylanie się od opuszczenia lokalu - uważa dr Jarosław Świeczkowski, prawnik z Uniwersytetu Gdańskiego.


To fragment rozmowy właścicieli z lokatorką mieszkania:

 

Lokatorka: On oszukuje i nas, i panią. Mam od niego smsy, że jest z panią w ciągłym kontakcie telefonicznym.
Pani Edyta: Nie jestem z nim w żadnym kontakcie telefonicznym, ja pisze smsy, na które nie ma odpowiedzi, albo odpowiedź brzmi: wyprowadzę się za tydzień. Wie pani ile to już trwa? Od lipca. Proszę sobie to przeliczyć na czynsze, na opłaty, na niedopłaty z tytułu ogrzewania i wody. Myśli pani, że kto za to płaci?

 

ZOBACZ: Wieliczka: wynajmujący zabił najemcę. Zwłoki ukrył w taczkach

 

"Wprowadziliśmy pana Darka"

 

- Zdecydowaliśmy się wprowadzić lokatora, żeby trochę uprzykrzyć im życie i wymusić wyprowadzkę. Wprowadziliśmy pana Darka. Jest generalnie osobą bezdomną, spokojną, nie stwarza problemów. Chcieliśmy jemu trochę pójść na rękę i sobie pomóc – mówi Karol Bruliński.
Mecenas S. nie odpowiedział na nasze prośby o kontakt. Szukaliśmy go pod adresem kancelarii, jaki widnieje w internecie. Okazało się, że to mieszkanie prywatne. Drzwi otworzyła matka mecenasa. Zaprosiła nas do środka i zadzwoniła do syna.

 

Pani Edyta zaproponowała spotkanie wieczorem w jej mieszkaniu. Zjawił się tam mecenas S. Obiecał wyprowadzić lokatorki oraz spłacić 20 tysięcy zadłużenia.

 

Pani Edyta: Ale dlaczego pan nie odbierał ode mnie telefonów?
Mecenas S.: No, po prostu stres. Taka moja konstrukcja, ciężar tej całej sytuacji z uwagi na zatory finansowe. Przywiozę pani resztę tej gotówki. Jeżeli coś będzie brakować, to będą jakieś drobiazgi.


"W tej sprawie zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne. O końcowych decyzjach w tej sprawie poinformujemy, jak zapadną" – przekazała Okręgowa Rada Adwokacka w Warszawie w oświadczeniu.

 

Policja nie przyjechała

 

Dwa tygodnie później mecenas S. miał oddać klucze do mieszkania i zwrócić dług. Niestety nie pojawił się w mieszkaniu. Pani Edyta zadzwoniła na policję, ale dyżurny odmówił wysłania patrolu.

 

- Jak się umawialiście na wynajem tego mieszkania, to nie potrzebowaliście policji, a teraz pani potrzebuje. To jest umowa cywilno-prawna miedzy panią a osobą, która wynajmowała, ma pani klucze, z tego co odsłuchałem, proszę wejść do tego mieszkania i tyle. To jest pani własność – przekazał policjant.

 

Właściciele w końcu weszli do swojego mieszkania, które okazało się puste. Nie było ani lokatorek, ani ich rzeczy.

 

- Jestem przekonana, że po tych kłamstwach, po tym wszystkim jestem przekonana, że on porzucił to mieszkanie i nigdy więcej go nie zobaczę – podsumowuje pani Edyta.

msl/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze