Były zomowiec skazany za akcję w kopalni "Wujek"

Polska
Były zomowiec skazany za akcję w kopalni "Wujek"
PAP/Andrzej Grygiel
Były zomowiec skazany za akcję w kopalni "Wujek"

Karę 3 i pół roku więzienia wymierzył w piątek Sąd Okręgowy w Katowicach b. członkowi plutonu specjalnego ZOMO Romanowi S., oskarżonemu o strzelanie do górników z kopalni Wujek w grudniu 1981 r. Od milicyjnych kul zginęło wtedy dziewięciu protestujących górników, a 21 zostało rannych.

Pacyfikacja Wujka była największą tragedią stanu wojennego. W piątkowym wyroku sąd wymierzył S. karę 7 lat więzienia. Złagodził ją o połowę na mocy amnestii.

 

ZOBACZ: Były zomowiec bez łaski ministra. Szef MSWiA odbiera mu emeryturę

 

Sędzia Maciej Dutkowski podkreślił w uzasadnieniu, że działania milicji w Wujku były akcją zaczepną - nie było podstaw do podjęcia interwencji, w szczególności do użycia broni palnej. Użyto jej żeby zabić - były to strzały mierzone, w newralgiczne części ciała; strzelano nawet do górników, którzy próbowali udzielić pomocy kolegom - wskazał.

 

video: wyrok dla byłego zomowca

 

  

 

"Udział w pobiciu", a nie "zabójstwo"

 

Sędzia przypomniał, że oskarżonym przypisano udział w pobiciu, a nie zabójstwo, bo nie można było ustalić kto z członków plutonu specjalnego strzelał i zabił konkretnych górników. Wydając wyrok sąd nie podzielił stanowiska prokuratora, że czyn zarzucany b. zomowcowi stanowi nie tylko zbrodnię komunistyczną (ta przedawni się 31 lipca przyszłego roku i do tego czasu powinien zapaść prawomocny wyrok), ale też zbrodnię przeciwko ludzkości (która się nie przedawnia).

 

Jak uzasadniał sędzia, S. nie strzelał do strajkujących dlatego, że byli górnikami czy członkami "Solidarności", ale dlatego, że w ramach plutonu specjalnego został skierowany do pacyfikacji. Dutkowski przypomniał, że sądy skazujące pozostałych członków plutonu także nie uznały, była to zbrodnia przeciwko ludzkości.

 

Odnosząc się do wymierzonej S. kary, sędzia podkreślił, że wydarzenia w Wujku to "okropna zbrodnia", ale sąd musiał wziąć pod uwagę upływ czasu od tamtych wydarzeń, fakt, że oskarżony nie był wcześniej karany, a także kary wymierzone pozostałym oskarżonym - są podobne do wyroku wobec S.

 

- Trudno zgodzić się w całości z argumentacją sądu, na pewno będzie wywiedziona apelacja -  powiedział dziennikarzom obrońca oskarżonego Tomasz Piróg. W jego ocenie, kara wymierzona jego klientowi jest zbyt wysoka. Na początku procesu adwokat złożył wniosek o umorzenie postępowania - argumentując, że kwestia odpowiedzialności jego klienta była już badana przez prokuraturę w Niemczech. Sąd się na to nie zgodził. - Nadal nie zgadzam się z argumentacją sądu w tym zakresie i będzie to jedna z podstaw apelacji - wskazał adwokat.

 

- Na chwilę obecną satysfakcjonujące jest to, że uzyskaliśmy wyrok skazujący, natomiast czy będziemy się zgadzać w kwestii kwalifikacji prawnej i kary - to na ten temat będą przeprowadzone analizy i będzie podjęta decyzja - powiedział prokurator Dariusz Psiuk z IPN, który domagał się dla S. 10 lat więzienia.

 

Przywódca strajku w Wujku Stanisław Płatek uznał, że wyrok jest sprawiedliwy. Przypomniał, że uczestnicy krwawo stłumionego protestu musieli czekać na to orzeczenie 38 lat. Płatek zauważył, że S. wyraził skruchę i przeprosił. - To jedyny, który przeprosił, chociaż nie przyznaje się do tego, że strzelał. To jest ważne - podkreślił Płatek.

 

Przez lata był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania

 

Większość członków uczestniczącego w tej akcji plutonu specjalnego ZOMO została już wcześniej prawomocnie osądzona. Roman S. miał osobny proces, ponieważ przez lata był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania. Został zatrzymany 17 maja w Chorwacji. Władze tego kraju wydały go polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Jego proces - w którym zeznawali m.in. niektórzy pokrzywdzeni i dwaj inni członkowie plutonu specjalnego - rozpoczął się we wrześniu.

 

Prokurator IPN domagał się dla S. 10 lat więzienia. Obrona chciała uniewinnienia, sam oskarżony w ostatnim słowie powiedział, że nigdy w życiu nie wystrzelił żadnego pocisku w stronę człowieka ani nie strzelił w powietrze. Zadeklarował, że łączy się w bólu z rodzinami ofiar tej tragedii. 62-letni dziś Roman S. podczas pacyfikacji kopalni miał 24 lata.

 

Roman S. został oskarżony o to, że "16 grudnia 1981 r. w Katowicach, będąc funkcjonariuszem państwa komunistycznego, (...) członkiem plutonu specjalnego Pułku Manewrowego KW MO w Katowicach, działając wspólnie z innymi członkami tego plutonu, dopuścił się zbrodni komunistycznej stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na stosowaniu represji i naruszaniu praw człowieka".

 

Chodzi o udział oskarżonego "w pobiciu strajkujących górników kopalni Wujek". Roman S. - jak czytamy w akcie oskarżenia - "użył niebezpiecznego narzędzia w postaci broni palnej, oddając strzały w kierunku wyżej wymienionej grupy osób, narażając je na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia".

las/emi/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze