Policja szukała autora napadu na bank. Pomogło Google, namierzając jego telefon

Świat
Policja  szukała autora napadu na bank. Pomogło Google, namierzając jego telefon
Chesterfield Country Police
Napastnik groził bronią pracownikom banku w Midlothian

Napastnik z bronią sterroryzował klientów banku w Midlothian w Virginii (USA), zmusił pracownika do otworzenia sejfu i uciekł z prawie 200 tys. dolarów. Po bezskutecznych poszukiwaniach policja zwróciła się do Google... z nakazem udostępnienia historii lokalizacji. Dzięki temu udało się namierzyć podejrzanego. Zatrzymany twierdzi jednak, że działanie policji było niezgodne z konstytucją.

Do napadu na bank Call Federal Credit Union doszło 20 maja, tuż przed godziną 17. Po opróżnieniu sejfu, sprawca oddalił się w nieznanym kierunku. Poszukiwany przez policję gubił trop przez kilka następnych tygodni.

 

Wszystko zmieniło się, gdy funkcjonariusze dokładnie przeanalizowali nagrania monitoringu sprzed banku. Widać na nich, jak podejrzany przed napadem rozmawia przez telefon. Policjanci postanowili wystąpić do Google o udostępnienie im lokalizacji wszystkich urządzeń, które 20 maja o konkretnej godzinie korzystały z sieci w pobliżu banku.

 

Nie przyznał się do winy

 

Na podstawie uzyskanych danych, funkcjonariusze dotarli do 19 osób, które mogły mieć związek z napadem. Ostatecznie jednak podejrzenia padły na 24-latka z Richmond o imieniu Okello Chartie. Po zatrzymaniu i przesłuchaniu mężczyzna został oskarżony o napad z bronią w ręku.


ZOBACZ: Broń prezentowana jako dowód wystrzeliła w sądzie w RPA. Nie żyje adwokat

 

Chartie nie przyznał się do winy, jednocześnie oskarżając policjantów o to, że bezprawnie weszli w posiadanie historii lokalizacji jego telefonu. Prawnicy, których wynajął powołują się m.in. na 4. poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, mówiącą o tym, że "nie wolno naruszać praw osobistych przez nieuzasadnione rewizje i przeszukania".

 

Prokuratura: wszystko zgodnie z prawem

 

"To cyfrowy odpowiednik przeszukiwania każdego domu po włamaniu w sąsiedztwie alba przeszukiwania torby każdej osoby, która przeszła obok teatru na Brodway'u, bo ktoś okradł kogoś na Times Square" - piszą prawnicy mężczyzny w piśmie do sądu. Do dokumentów dotarła stacja NBC News.

 

ZOBACZ: Otworzył ogień do swoich kolegów, ranił też siebie. Zmarł sprawca strzelaniny w Kalifornii

 

Prokuratorzy twierdzą z kolei, że wszystkie procedury odbyły się zgodnie z prawem. Tłumaczą, że Chartie wiedział, że jego telefon jest śledzony przez Google, ponieważ wcześniej musiał zaakceptować regulamin. Policja z kolei zapewnia, że nie doszło do naruszenia prywatności osób niezwiązanych ze sprawą.

 

Strony czekają na pierwszą rozprawę.

bas/ml/ NBC News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze