Była żona Kazimierza Marcinkiewicza w programie "Skandaliści"

Polska
Była żona Kazimierza Marcinkiewicza w programie "Skandaliści"
Polsat News
Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz opowiedziała Agnieszce Gozdyrze o swojej przeszłości.

- Nagrałam to ze strachu o siebie. To nagranie jest dość agresywne. Chciałam, żeby ta osoba, wiedząc, że jest nagrywana, przestała wypowiadać te słowa - mówiła w programie "Skandaliści" Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz, była żona Kazimierza Marcinkiewicza. Skomentowała w ten sposób wideo, na którym były premier mówi do niej: "idź do pracy, zajmij się czymkolwiek".

- Muszę ważyć słowa. Dostałam sądowny zakaz wypowiadania się na temat prywatnego życia mojego byłego małżonka powiedziała w Polsat News Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz, blogerka i pisarka.

 

"Nie widzę powodu, żeby osobiste problemy rozważać publicznie. Nie wpisywałem się do żadnego serialu ani big brothera" - napisał były premier Kazimierz Marcinkiewicz w odpowiedzi na prośbę o skomentowanie obecnej sytuacji dotyczącej jego żony i jego samego.

 

W programie pokazano film, w którym były polityk namawia swoją byłą żonę, aby "wzięła się do pracy".

 

Nagrywała "ze strachu o siebie"


Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz stwierdziła, że nagrała jak Marcinkiewicz namawia ja, aby znalazła jakieś płatne zajęcie lub zgłosiła się po zasiłek dla bezrobotnych "ze strachu o siebie". - Moim celem było to, żeby ta osoba, wiedząc, że jest nagrywana, przestała wypowiadać te słowa - powiedziała Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz.

 

Jak stwierdziła nie zarobiła na tym nagraniu. - Filmik był przekazany do sprawy rozwodowej, miał pokazywac zachowanie byłego małżonka, był przekazany pełnomocnikowi i sądowi. Wiadomo, że media mają swoje "wtyki", a pan Marcinkiewicz bądź nasz związek jest tematem chwytliwym - powiedziała Olchowicz-Marcinkiewicz.

 

Jak stwierdziła "medialny" charakter jej związku nie przeszkadzał jej dopóki mieszkała w Londynie. Po przeprowadzce do Polski pod koniec 2012 roku zainteresowanie mediów zaczęło ją przytłaczać.

 

Wspomniała o problemach z asymilacją w kraju po przeprowadzce i "braku wsparcia". - Polacy są trochę inni niż Brytyjczycy i ja przywykłam do tamtej mentalności - powiedziała, dodając, że nie żałuje powrotu do Polski.

 

Przyznała, że była szczęśliwa. - Nie wiem, czy to nie był taki owczy pęd. Wszystko się toczyło szybko - powiedziała.

 

- Odnalazłabym się w polskiej rzeczywistości, gdyby miała wsparcie - ja już nie mówię, że byłego małżonka - kogokolwiek, a generalnie czułam się tutaj bardzo samotna - powiedziała Olchowicz.

 

Adopcja w wieku trzech lat


- Mając około trzech lat zostałam adoptowana. Ale przybrani rodzice zdobyli prawa rodzicielskie, gdy miałam sześć lat. Mogę powiedzieć, że dzieciństwo wspominam dobrze, jednak rzeczywiście mogę powiedzieć, że tej miłości i takiej bliskości, tak naprawdę nie zaznałam - powiedziała.

 

- Być może później już jako osoba dorosła poszukiwałam tego i mój były mąż, po innych mężczyznach, z którymi wcześniej byłam, wydawał mi się dojrzały. A mogłabym powiedzieć humorystycznie, że ta dojrzałość była tylko w metryce - powiedziała Olchowicz-Marcinkiewicz.

 

- Ja już sobie to przepracowałam na wieloletniej terapii i jestem już totalnie świadoma i otrzeźwiona - dodała.

 

- Popełniłam okropny błąd. Teraz mamy facebooki, instagramy, możemy sprawdzić każdego. Żyjąc tam (w Londynie - red.) nie miałam wglądu w to, co pisały gazety i nie zrobiłam tego - powiedziała.

 

Olchowicz-Marcinkiewicz wspomniała, że jej mąż dowiedział się o jej adopcji, gdy jedna z gazet opublikowała artykuł na ten temat.

 

- Poprosiłam, aby zadzwonił do redaktora naczelnego i ten artykuł usunął - wyznała, dodając, że z nikim nie dzieliła się informacją o adoptowaniu, nawet w szkole.

 

- Nie czułam potrzeby mówienia tego. To mnie nie kształtuje - dodała.

 

Straciłam czujność i poznałam Kazimierza


- Straciłam czujność. Ja wcześniej ją miałam, nawet przy zawieraniu znajomości, taki dystans. W Londynie już po pewnym czasie tę czujność zatraciłam. I w tym momencie poznałam byłego męża - powiedziała Olchowicz.

 

Zgodziła się, że w Londynie była "kimś". W Polsce stała się "żoną przy mężu". - Nigdy nie byłam przyzwyczajona do bycia czymś cieniem - wyznała.

 

- W tej relacji chodziło cały czas, gdzieś o zadowalanie tej drugiej strony - powiedziała mówiąc, że były mąż nie rozumiał jej skomplikowanej sytuacji osobistej.

 

Znów przypomniała, że "chęć służenia" rodzicom adopcyjnym z obawy o odrzucenie mogła ukształtować późniejszą postawę wobec mężczyzny.

 

- Chodzi o chęć bycia dobrym, żeby zabezpieczyć swoje miejsce w tych czterech ścianach - powiedziała Olchowicz.

 

- Objęłam rolę takiej osoby, która służy, myśli w pierwszej kolejności o tej drugiej osobie w pierwszej kolejności, a nie o sobie - powiedziała.

 

Zapytana o życie przy boku sławnego męża przypomniała, że, gdy go poznała nie pełnił już funkcji szefa Rady Ministrów.

 

- Kiedy się poznaliśmy mój mąż był już byłym premierem - stwierdziła. Marcinkiewicz był premierem polskiego rządu w latach 2005–2006.

 

Media weszły do domu


Według Olchowicz-Marcinkiewicz do jej życia zostały wpuszczone media.

 

- Mój były mąż wpuścił media do swojego mieszkania jeszcze za swojego premierowania.

 

Zapytana o to, dlaczego były premier obecnie unika mediów odpowiedziała, że "teraz ma niewygodny temat".

 

- Gdyby to był nowy temat, może nowa kobieta, osiągnięcia sportowe, cokolwiek, to na pewno byłby z tego zadowolony - powiedziała Olchowicz-Marcinkiewicz.

 

- Dopiero z biegiem czasu sama na własnej skórze poznałam jak to wygląda. Kiedy ukazywały się artykuły na mój temat, nigdy nie zostałam obroniona przez mojego byłego męża - dodała.

 

Według niej jednak nagłośnienie sprawy należnych jej alimentów wpłynęło na ich uzyskanie.

 

- Mówiłam jedynie, że dług rośnie, a ja jestem w trudnej sytuacji. Zostało to odwrócone, że to jest forma zemsty. Ja, mając prawomocny wyrok sądowy mogę dochodzić swoich praw - zaznaczyła. Dodała także, że w sprawie niepłacenia alimentów prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Prokurator oskarża byłego premiera o uchylanie się od płacenia alimentów. Zdaniem śledczych Marcinkiewicz naraził pokrzywdzoną Izabelę Olchowicz-Marcinkiewicz na "niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych".

 

ZOBACZ: Jest akt oskarżenia ws. byłego premiera

 

- Od polityków oczekujemy takiej przejrzystości. Jeśli ktoś wypowiada się na temat prawa i mówi, że partia rządząca go nie przestrzega, a sam go nie przestrzega, bojkotuje wyrok sądu, to nie ma mojej akceptacji na to - powiedziała Olchowicz-Marcinkiewicz w rozmowie z Agnieszką Gozdyrą.

 

WIDEO: Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz opowiada o relacji z byłym premierem

 

  

 

Jednym z rozwiązań amputacja ręki


Przyznała, że cierpi na niedowład ręki dominującej. Zaznaczyła, że jest leworęczna.

 

- Rokowania są kiepskie. Prawdopodobnie przyjdzie mi z tym żyć - zaznaczyła.

 

Według niej może być unieruchomiona. Zapowiedziała także, że jednym z rozwiązań jest amputacja ręki.

 

- Trudno było mi przełknąć to, że muszę polegać na pomocy innych, bo zawsze sobie radziłam sama - powiedziała.

 

Odniosła się także, do swoich problemów finansowych i procesu o alimenty.

 

- To jest takie niesamowite, ale my w Polsce mieszkaliśmy razem trzy miesiące - powiedziała Olchowicz-Marcinkiewicz.

 

Miałam własne oszczędności i mogłam sobie pozwolić na niepracowanie przez jakiś czas.

 

- Chciałabym mieć pieniądze na opiekę, bo potrzebuję pomocy, na przykład przy ubraniu się - powiedziała. - Pracować muszę, bo byłabym już pod mostem. Ale nie powiem co robię. jakiekolwiek działania zawodowe zachowam dla siebie. Nie jestem osobą, która chciałaby żyć na czyjś koszt. I nigdy nie widziałam, mimo, że dryga strona tak mówiła.

 

- Toczy się sprawa o zniesławienie - powiedziała odnosząc się do nazwania jej przez byłego męża stalkerką. - Ten komentarz się pojawił przy złożeniu sprawy do prokuratury. Uważam, że za swoje czyny trzeba ponosić odpowiedzialność. Nie pozwolę się obrażać. Jestem jednostką ludzką, kobietą, osobą niepełnosprawną i jak każdy zasługuję na szacunek - powiedziała Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz.

 

Matka biologiczna powiedziała "przepraszam"


- Od matki biologicznej dowiedziałam się, że ona zawsze miała nadzieję i zawsze sobie mówiła, że na pewno trafiłam do dobrej rodziny - powiedziała Izabela Olchowicz.

 

Matka miała sądzić, że jej córka wyjechała za granicę. - To się sprawdziło - powiedziała Olchowicz. Wyznała, że czuła się niepełna i chciała znaleźć prawdę, to dlatego zaczęła szukać matki.

 

Matkę znalazła dzięki dawnej koleżance, która także była adoptowana. Podpowiedziała jak szukać. - Ja za tym tropem poszłam - powiedziała.

 

- Spotkanie było u mnie. Bardzo wzruszające. Mama zapukała i była bardzo zdenerwowana. A ja chciałam wysłuchać, co ma mi do powiedzenia. Pierwsze słowa to było "przepraszam" - wyznała.

 

- Ja bym tak nie zrobiła jak ona, jednak wybaczyłam i cieszę się, że jest w moim życiu teraz - powiedziała o swojej matce pisarka i blogerka.

 

- Widujemy się, spotykamy się, jesteśmy w kontakcie i bardzo się z tego cieszę - powiedziała była żona Kazimierza Marcinkiewicza.

 

Za pięć lat Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz chce być z nowszym modelem ortezy noszonej na ręce.

 

- To będzie mój znak rozpoznawczy. Ale na pewno chcę wieść spokojne życie - powiedziała.

 

Zapytana, czy pozbędzie się nazwiska Marcinkiewicz, powiedziała, że jeszcze tego nie wie.

 

Dotychczasowe odcinki programu "Skandaliści" dostępne są w zakładce Programy.

 

hlk/prz/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze