Policjant miał ratować potrąconego pieszego. Okazało się, że było inaczej

Polska
Policjant miał ratować potrąconego pieszego. Okazało się, że było inaczej
Archiwum prywatne
Pani Aneta ułożyła rannego mężczyznę w pozycji bocznej ustalonej i zatamowała krwotok z głowy.

Skuter potrącił pieszego w Muszynie (woj. małopolskie). Mimo tłumu gapiów, jedyną osobą, która pomogła poszkodowanemu, był policjant, który jechał do pracy - tak wynikało z oficjalnej relacji policji. - To nieprawda - powiedziała polsatnews.pl Aneta Kaczmarek, która, jak się okazało, była na miejscu jako pierwsza i pomogła rannemu. Kiedy o sprawie zrobiło się głośno, policja zmieniła komunikat.

"Przejeżdżając ulicą Kity w Muszynie, policjant zauważył leżącego na jezdni mężczyznę oraz przewrócony skuter i jego kierowcę. Policjant bez wahania zatrzymał się, by sprawdzić, co się stało i pomóc poszkodowanym. Dzięki zdecydowanej i błyskawicznej reakcji st. sierż. mężczyzna odzyskał przytomność jeszcze przed przyjazdem karetki pogotowia ratunkowego, która przetransportowała go do krynickiego szpitala" - brzmiała relacja na stronie komendy miejskiej policji w Nowym Sączu, którą po wypadku - doszło do niego 29 czerwca -przytoczył portal krynica.tv.

 

ZOBACZ: Konin: policjant śmiertelnie postrzelił 21-letniego mężczyznę


"Jak wynika z relacji świadków tego zdarzenia, wokół zebrała się spora grupa osób, ale nikt nie udzielał pomocy. Poszkodowany pieszy, który leżał na jezdni był nieprzytomny, dlatego policjant niezwłocznie zaczął udzielać mu pierwszej pomocy oraz wezwał służby ratunkowe i zabezpieczył miejsce zdarzenia do czasu ich przybycia" - informował zespół prasowy nowosądeckiej komendy.

 

"Cały czas był przytomny"

 

Inaczej to zdarzenie pamięta pani Aneta Kaczmarek. Według niej, to ona jako pierwsza udzieliła pomocy rannemu, ułożyła go w pozycji bezpiecznej, zatamowała krwawienie i wezwała pomoc. Jej córka zajęła się w tym czasie 14-letnim kierowcą skutera, który był w szoku.


Jak opowiadała, funkcjonariusz, o którym była mowa w policyjnym komunikacie, przyjechał kilka minut po wypadku.


- Zobaczył, co się dzieje i zadzwonił do służb ratunkowych i ostro kazał przysłać jednostki, choć mówiłam mu, że służby są już powiadomione. Podszedł, sprawdził puls i w zasadzie to wszystko. Powiedziałam, że sytuacja jest opanowana - mówiła kobieta. Dodała, że "nawet ruchem kierowała ochrona, która akurat przejeżdżała obok".

 

ZOBACZ: Z samochodu wyrzucili człowieka w worku. Wszystko nagrali i opublikowali w internecie


Jak podkreśliła, nieprawdą jest, że ranny mężczyzna był nieprzytomny. - Cały czas byłam na linii z dyspozytorem pogotowia. Poszkodowany charczał, przymykał oczy, ale cały czas był przytomny. Czułam od niego alkohol, więc to mogło być przyczyną. Jak się później okazało, miał go w organizmie dość dużo - relacjonowała pani Aneta.


- To nieprawda, że wokół nie było nikogo i nikt nie pomagał. Mnóstwo osób podchodziło, pytało czy pomóc, była młoda para, grupa motocyklistów, inny pan podszedł i wyłączył mój samochód, bo w emocjach tego nie zrobiłam. Jestem tym ludziom bardzo wdzięczna - powiedziała polsatnews.pl pani Aneta.


To pani Aneta w dokumentacji medycznej jest wpisana, jako osoba, która udzielała poszkodowanemu pierwszej pomocy. Wraz z córką czekały także aż na miejsce przyjadą rodzice 14-latka kierującego skuterem.


Jak mówi, informowała policję o tym, że komunikat umieszczony na stronie jest nieprawdziwy, ale "funkcjonariusze to zbagatelizowali".

 

"Wiodącą osobą - kobieta"


Po tym, jak sprawę opisał portal krynica.tv, policja zmieniła treść komunikatu na stronie.


"Poszkodowany pieszy, który leżał na jezdni był nieprzytomny. Funkcjonariusz natychmiast poprosił - sprawdziwszy wcześniej funkcje życiowe mężczyzny - aby znajdująca się w pobliżu kobieta zadzwoniła na numer alarmowy 112 i wezwała pomoc medyczną. Policjant zadzwonił również do dyżurnego Komisariatu Policji w Krynicy-Zdroju, by ponowić zgłoszenie, ponieważ do zdarzenia doszło na niebezpiecznym odcinku drogi" - podaje teraz policja w Nowym Sączu.

 

ZOBACZ: Cysterna spadła z wiaduktu. Kierowca zginął na miejscu [WIDEO]


W komunikacie dodano, że "funkcjonariusz cały czas monitorował stan poszkodowanego, aż do przybycia patrolu z Komisariatu Policji w Muszynie. Ponadto wskazał funkcjonariuszom kobietę, która była bezpośrednim świadkiem tego zdarzenia i również pomagała uczestnikom wypadku. Dziękujemy jej za postawę i okazaną pomoc, jak również policjantowi będącemu w czasie wolnym od służby, który także tej pomocy udzielał".


Do redakcji portalu wystosowano także oświadczenie, w którym stwierdzono, że "opierając się na całości materiałów zgromadzonych przez Komendę Miejską Policji w Nowym Sączu w toku przeprowadzonych czynności wyjaśniających, jako wiodącą osobę, która udzielała wówczas pomocy poszkodowanemu należy wskazać kobietę, która była świadkiem tego zdarzenia".

 

Zapytaliśmy policję w Nowym Sączu, z czego wynikają rozbieżności i czy policjant, który był na miejscu zdarzenia, potwierdził wersję wydarzeń opisywaną w pierwszym komunikacie. Czekamy na odpowiedź.

 

"Mam z tyłu głowy pytanie"


- To oświadczenie nic nie wnosi. Ja nawet nie usłyszałam słowa przepraszam, nie mówiąc o dziękuję - powiedziała polsatnews.pl pani Aneta.

 

ZOBACZ: Polski policjant uratował w Egipcie topiącą się 5-latkę


- Jestem pełna podziwu dla policjantów ratujących życie, ale teraz, kiedy czytam takie informacje, mam z tyłu głowy pytanie, czy opisywane przez policję sytuacje rzeczywiście wyglądały tak, jak podają, czy może podobnie jak w tym przypadku - dodała.


Ranny mężczyzna został uznany winnym spowodowania kolizji. Będąc pod wpływem alkoholu wtargnął tuż przed nadjeżdżający skuter. Odmówił przyjęcia mandatu, a sprawa została skierowana do sądu.

prz/grz/ polsatnews.pl, krynica.tv

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze