Miasto tonie. Ewakuowano kilkanaście tys. ludzi, niektórzy ruszą do Europy. Byliśmy na miejscu

Świat
Miasto tonie. Ewakuowano kilkanaście tys. ludzi, niektórzy ruszą do Europy. Byliśmy na miejscu
Jakub Mejer

Saint Louis, była stolica Senegalu, została uznana przez ONZ za najbardziej zagrożone przez podnoszący się poziom wody miasto w Afryce. Przybrzeżne domy, szkołę i meczet zniszczyły fale, przenieść trzeba było 10 tys. osób. Ocean pochłania też wioski rybackie. Część z tych klimatycznych uchodźców będzie próbować wyjść na prostą w wioskach i osiedlach w głębi lądu. Inni wyruszą do Europy.

Ameth Sene Diagne od dawna nie wodował swojej dużej pirogi - stoi na palach przy niewielkiej przystani we wsi Doun Baba Dieye II, której Diagne jest szefem. Powoli zarasta nadbrzeżną roślinnością. Podobnymi łodziami senegalscy rybacy potrafią wypływać w kilkunastu, całymi rodzinami, na wielodniowe wyprawy rybackie, płynąc setki kilometrów, docierają nawet w okolicę Maroka lub Gwinei.

 

Jego łódź od lat stoi nieużywana.

 

Synowie szefa wioski w jego małych pirogachJakub Mejer
Synowie szefa wioski w jego małych pirogach

Ratunek zakończył się katastrofą budowlaną i ekologiczną

 

Powodem są zmiany klimatyczne. Saint Louis, dawna stolica Senegalu na północnym zachodzie kraju, została uznana przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Osiedli Ludzkich, jedną z agend ONZ, za najbardziej narażone na zmiany klimatyczne miejsce w kraju.

 

Rzeka Senegal, przez którą przechodzi zaprojektowany przez Gustave’a Eiffela (najbardziej znanego z wieży w Paryżu i Statuy Wolności w Nowym Jorku) most Faidherbe prowadzący do Saint Louis, u swojego ujścia wygląda jakby miała zaraz zalać postkolonialną dzielnicę miasta i okolicę - a to dla niej naturalny poziom wody.

 

Chociaż wygląda, jakby stan wody był wysoki, to normalny stan rzeczy w Saint LouisJakub Mejer
Chociaż wygląda, jakby stan wody był wysoki, to normalny stan rzeczy w Saint Louis

W 2003 roku, po bardzo obfitych deszczach, samorząd wpadł na pomysł wykonania przekopu przez półwysep Langue de Barbarie (fr. Język Barbarzyńców), który oddziela deltę Senegalu od Atlantyku. - Przy normalnym poziomie wody niektóre niżej położone tereny były zalewane, dlatego postanowiono wykonać przekop - mówi polsatnews.pl Mangone Diagne, zastępca geografa miasta Saint Louis.

 

ZOBACZ: Polsko-belgijskie konsorcjum wykonawcą przekopu Mierzei Wiślanej. Ma być gotowy do 2022 roku

 

"Zrobiliśmy to w jedną noc, na szybkości, bez badań" - przyznawał później na łamach "Le Monde" dr Amadou Abou Sy, geograf z uniwersytetu Gastona-Bergera w Saint Louis. Według planów, przekop miał mieć cztery metry szerokości i 100 metrów długości. Bardzo szybko zaczął się jednak samoistnie powiększać i osiągnął szerokość 800 metrów, tworząc z części półwyspu wyspę.

 

Bardzo szybko przekop zaczął się samoistnie powiększaćJakub Mejer
Bardzo szybko przekop zaczął się samoistnie powiększać

 

Obecnie "przekop" ma ponad 3 km szerokości. Jak szacują naukowcy, co roku w okolicy znika kolejne 17-18 metrów linii brzegowej. - Zalane zostały wszystkie niżej położone tereny - przyznaje Diagne.

 

Wioska metr pod wodą

 

Ameth Sene Diagne i prawie 900 pozostałych mieszkańców Doun Baba Dieye mieszkali na terenie, który zabrał ocean. Szacuje się, że od 2003 roku woda zabrała już trzy kilometry kwadratowe lądu. Stamtąd nie miał problemu z wyruszeniem dużą pirogą w morze.

 

Ameth Sene Diagne na brzegu pozostałości półwyspu Langue de BarbarieJakub Mejer
Ameth Sene Diagne na brzegu pozostałości półwyspu Langue de Barbarie

Teraz mieszka po drugiej stronie rzeki, na osiedlu nazwanym Doun Baba Dieye II. Przeniosła się tutaj, bez pomocy rządu lub samorządu, większość mieszkańców wyspy (ok. 100 osób postanowiło szukać szczęścia gdzie indziej). - Jesteśmy rybakami, znamy morze. Wiedzieliśmy wcześniej, że musimy uciekać - mówi polsatnews.pl Diagne.

 

W miejscu, gdzie była jego wioska, pozostał tylko jeden, opuszczony dom. Resztę już zmyło morze. Z toalet na tyłach szkoły została jedna ściana. Pozostałości samej szkoły ledwo wystają znad wody. Większość wioski jest ponad metr pod wodą.

 

Synowie szefa wioski Diagne bawią się przy ruinach dawnej szkołyJakub Mejer
Synowie szefa wioski Diagne bawią się przy ruinach dawnej szkoły

Przenosiny z półwyspu spowodowały, że teraz, aby dopłynąć do morza, Diagne musiałby najpierw opłynąć półwysep, a następnie przepłynąć przez niebezpieczne miejsce dawnego przekopu, gdzie łączą się wody oceanu i rzeki (od 2003 roku zginęło w tym miejscu ponad 400 rybaków). Dlatego woli pływać tylko po rzece, używając mniejszych piróg.

 

WIDEO: u wybrzeży Senegalu podnosi się poziom Atlantyku. I ocean po kawałku połyka piękne miasto

 

   

 

Życie toczy się dalej

 

Kilkanaście kilometrów dalej na północ, w okolicach lotniska Saint Louis, znajduje się prowizoryczny obóz dla 10 tys. osób ewakuowanych z samego miasta.

 

Na plaży w dzielnicy rybackiej widać zniszczone przez erozję domy, meczet, szkołę. Starsi rybacy pamiętają, jak plaża, która obecnie ma zaledwie kilka metrów, była o kilkadziesiąt metrów szersza.

 

Zniszczone przez podwyższający się poziom oceanu domy w dzielnicy rybackiej Saint LouisJakub Mejer
Zniszczone przez podwyższający się poziom oceanu domy w dzielnicy rybackiej Saint Louis

Obok nich dalej toczy się życie - pozostałe budynki są zamieszkane, obok rybacy przygotowują się do ruszenia w morze, a ich rodziny patroszą ryby lub piorą ubrania. 

 

- Pracuję tutaj 10 lat, na własne oczy widzę wpływ zmian klimatycznych na miasto. Jest ono otoczone przez wodę, a przez to mocno narażone - mówi Mangone Diagne. Żadne miejsce w mieście nie wystaje wyżej niż cztery metry nad wodę.

 

- Wpływ na to miała budowa tamy Diam, która miała pomóc w irygacji i zapobiec zalewaniu miasta. Miasto jest w delcie rzeki, co powoduje wypłukiwanie brzegów. Saint Louis walczy z erozją od 1924 roku, od czasów kolonialnych, ale od 10 lat widzimy, że to zjawisko mocno narasta na sile. Urbanizacja regionu powoduje, że potrzebny jest piasek do budowy domów, który zabierany jest z plaż, a drzewa, które trzymały ziemię, wycinane. Port, budowany w Mauretanii, zaledwie 10 km od Saint Louis, również ograniczy ilość osadzającego się na brzegach piasku - wylicza Diagne.

 

Przy zniszczonych przez erozję domach normalnie trwa życieJakub Mejer
Przy zniszczonych przez erozję domach normalnie trwa życie

Bank Światowy zapowiedział, że na walkę ze zmianami klimatycznymi w Saint Louis przeznaczy 30 mln dolarów. Wcześniej prezydent Francji Emmanuel Macron zadeklarował kolejne 15 mln euro. Niektórzy z 300 tys. mieszkańców miasta i 150 tys. mieszkańców pobliskiego półwyspu nie zobaczą pewnie jednak ich efektów.

 

Uchodźcy klimatyczni

 

Jak wynika z danych Wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców, Senegalczycy są 6. najczęściej spotykaną nacją, która migruje z Afryki do Europy "drogą zachodnią" (czyli z Maroka i Algierii do Hiszpanii). I podczas gdy w innych krajach liczba migrantów spada, to w Senegalu ten wskaźnik rośnie - od stycznia do sierpnia 2019 roku dotarło tak do Unii ponad 1,5 tys. migrantów z tego kraju (co stanowiło 8 proc. wszystkich migrantów). Rok wcześniej, w tym samym czasie, przybyło 1,4 tys. Senegalczyków (co stanowiło dwa razy mniejszy odsetek wszystkich migrantów - 4 proc.).

 

ZOBACZ: Tusk: jest szansa na zamknięcie szlaku migracyjnego do Włoch

 

Do połowu ryb Senegalczycy wykorzystują pelikanyJakub Mejer
Do połowu ryb Senegalczycy wykorzystują pelikany

 

I to mimo tego, że Senegal ma opinię jednego z najbezpieczniejszych i najstabilniejszych krajów w regionie - tu nigdy nie było wojskowego puczu, w stolicy siedziby ma wiele międzynarodowych korporacji i organizacji, w odróżnieniu od innych krajów, z których ludzie często migrują (jak np. Mali) nie ma poważnego konfliktu zbrojnego.

 

Oczywiście wśród tych migrantów znajdują się też ludzie ze środowisk dotkniętych zmianami klimatycznymi w Saint Louis i okolicach. 

 

- Rybacy są jak ryby, dużo się poruszają. Migracja w tych środowiskach zawsze jest duża - zauważa prof. Papa Demba FALL, geograf z uniwersytetu Cheikh Anta Diop w Dakarze. - Wielu z nich migruje do Mauretanii, gdzie znajdują się lepsze łowiska. To nie jest to łatwe. Ale gdy był kryzys i m.in. nie było ryb, popularna wśród nich była nielegalna migracja do Hiszpanii - dodaje.

Jakub Mejer/prz/luq/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze