Nagranie z wypadku na Bielanach. Kierowca bmw wjechał w rodzinę na pasach

Moto
Nagranie z wypadku na Bielanach. Kierowca bmw wjechał w rodzinę na pasach
Facebook/Grześ Ratownik

Grześ Ratownik, użytkownik Facebooka, udostępnił wideo, na którym widać moment tragicznego wypadku na warszawskich Bielanach. Według świadków, mężczyzna tuż przed uderzeniem zdołał odepchnąć żonę i wózek. Resuscytację mężczyzny jako pierwszy podjął kierowca miejskiego autobusu, który przerwał kurs, by pomóc rannym. 3-letnie dziecko w stanie ciężkim trafiło do szpitala.

- 31-letni Krystian O. dzisiaj zostanie doprowadzony do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz, gdzie usłyszy zarzuty. Postępowanie zostało wszczęte w kierunku spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, za co grozi do 8 lat pozbawienia wolności - przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński.

 

Po godzinie 14 w niedzielę, samochód potrącił mężczyznę, który z żoną i dzieckiem w wózku przechodził na Wawrzyszewie przez przejście dla pieszych.

 

ZOBACZ: "Zmiany w Warszawie potrzebne tu i teraz". Trzaskowski po wypadku na Bielanach

 

33-latek w ostatniej chwili odepchnął wózek z dzieckiem i żonę

 

Świadkowie mówili Polsat News, że 33-letni mężczyzna, w ostatniej chwili pchnął wózek z dzieckiem oraz żonę w stronę chodnika. Bmw jednak jechało ze zbyt dużą prędkością, by uniknąć zderzenia. Ale dzięki działaniu ojca auto zahaczyło jedynie  wózek. 3-latek wypadł w prawdzie na jezdnię, ale przeżył. W ciężkim stanie trafił do szpitala. 

 

Mężczyzna, mimo bardzo długo prowadzonej reanimacji, zmarł. 

 

Jeden ze świadków powiedział, że auto uderzyło w pieszych z "ogromną siłą". - Nie mieli szans. Po potrąceniu auto obróciło i zatrzymało się jakieś 50 metrów dalej - powiedział w rozmowie z polsatnews.pl.

 

WIDEO: Na nagraniu Ratownika Grzesia widać chwilę, w którem bmw wjeżdża w przechodniów

  

 

ZOBACZ: Wypadek na Bielanach. "Na moich oczach został zamordowany mój przyjaciel"

 

- On po prostu pędził tym samochodem, nie patrzył na nic, na nikogo. Na moich oczach został zamordowany mój najlepszy przyjaciel, bo ciężko to nazwać wypadkiem - powiedział Witold Peszczyński, świadek wypadku i przyjaciel ofiary.

 

Rannemu mężczyźnie pierwszy pomógł kierowca miejskiego autobusu. Gdy zobaczył wypadek, przerwał kurs linii C40 i rozpoczął resuscytację rannego. 

 

Progi zwalniające miały być w 2018 r.

 

Według świadków, na ul. Sokratesa kierowcy bardzo często przekraczają prędkość.

 

- Co chwilę mieszkańcy tego osiedla zgłaszali do odpowiednich władz, żeby ktoś tutaj światła postawił, albo chociaż progi zwalniające - powiedział Peszczyński.

 

WIDEO: Relacja przyjaciela ofiary, świadka wypadku

  

ZOBACZ: Potrącił ciężarówką 56-letnią rowerzystkę i odjechał

 

Mieszkańcy zwracali uwagę, że za wzrostem liczby zabudowań nie poszedł rozwój infrastruktury. Od 2016 r. korzystając ze środków budżetu partycypacyjnego dzielnicy podejmowali działania, by zwiększyć bezpieczeństwo pieszych.

 

Zwracali też uwagę na zbyt małą liczbę przejść dla pieszych, brak sygnalizacji świetlnych i progów zwalniających. O tym, jak zakończyły się ich starania można przeczytać tutaj.

 

Protest "przeciwko zabijaniu pieszych na drogach"

 

W poniedziałek na godz. 18:00 przy ulicy Sokratesa zaplanowany jest protest "przeciwko zabijaniu pieszych na drogach".


"Musimy pokazać władzom samorządowym i krajowym, że domagamy się zmian w infrastrukturze i w prawie. Warszawa jest jedną z najniebezpieczniejszych stolic europejskich, jeśli chodzi o pieszych" - napisali organizatorzy.

 

ZOBACZ: Małżeństwo potrącone na pasach. Para w ciężkim stanie w szpitalu

 

"Po znane i sprawdzone rozwiązania, które sprawdzają się w innych miejscach na świecie, nie chcą sięgnąć ani władze lokalne, ani krajowe. (…) Pospacerujmy po przejściu dla pieszych i pokażmy, że nie zgadzamy się spychanie bezpieczeństwa pieszych na dalszy plan" - zaapelowali.

grz/wka/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze