Miał zabić ciężarną partnerkę, teraz wychodzi na wolność. Od niego zaczęły się protesty w Hongkongu

Świat
Miał zabić ciężarną partnerkę, teraz wychodzi na wolność. Od niego zaczęły się protesty w Hongkongu
PAP/EPA/Lynn Bo Bo

Chan Tong-kai pochodzący z Hongkongu został oskarżony o zabicie swojej ciężarnej dziewczyny podczas wakacji na Tajwanie. Przez brak umowy ekstradycyjnej Chan nie mógł być sądzony poza Hongkongiem. Reagując na sytuację, władze rozpoczęły próby wprowadzenia nowego prawa, co dało początek masowym protestom. Teraz 20-latek sam chce się oddać w ręce władz, jednak Tajwan... nie chce go przyjąć.

Do morderstwa Poon Hiu-wing doszło w lutym tego roku. Według śledczych z Tajwanu zbrodni miał na kobiecie dokonać 20-letni Chan Tong-kai, który przebywał z nią na wakacjach.

 

Podejrzany uciekł do ojczyzny

 

Chan wymknął się jednak lokalnej policji na wyspie i wrócił do swojego kraju, unikając odpowiedzialności.

 

Tajwan domagał się ekstradycji podejrzanego o zabójstwo. Jednak nie było to możliwe, bo oba kraje nie mają podpisanych umów o ekstradycji.

 

20-latek ostatecznie został zatrzymany przez hongkońską policję, a następnie skazany przez sąd za... używanie karty kredytowej zamordowanej partnerki. Mężczyzna ma zakończyć odsiadywanie wyroku w środę.

 

 

Zobacz też: Dziennikarka trafiona kulą podczas protestów w Hongkongu. Nie będzie widzieć na jedno oko

 

Setki tysięcy uczestników protestów

 

W związku z zabójstwem i wnioskami Tajwanu o wydanie mężczyzny administracja Hongkongu na czele z jej szefową Carrie Lam sporządziła kontrowersyjny projekt nowelizacji prawa dotyczącego ekstradycji. Według jego zapisów możliwe byłoby przekazywanie podejrzanych o przestępstwa do krajów i regionów, z którymi Hongkong nie ma obecnie podpisanych umów ekstradycyjnych - w tym także do Chin kontynentalnych.

 

Zapowiedź wprowadzenia nowego prawa z uwzględnieniem wydawania obywateli Chińskiej Republice Ludowej spotkała się z masowymi protestami. Według przeciwników ustawy zagraża ona wolności mieszkańców Hongkongu, a Pekin może łatwo wykorzystać ją w celu ścigania krytyków absolutnej władzy Komunistycznej Partii Chin (KPCh) , sądzenia ich w procesach politycznych i wtrącania ich do więzień za prezentowane poglądy.

 

Od początku czerwca w demonstracjach uczestniczą regularnie setki tysięcy osób. Aby rozpędzać tłum policja używa armatek wodnych, gumowych kul i gazu łzawiącego. Odnotowano również przypadek postrzelenia 18-letniego protestującego z ostrej amunicji. Siły bezpieczeństwa atakowały także dziennikarzy.


Czytaj więcej: W Hongkongu kolejne protesty po postrzeleniu nastolatka przez policję

 

Carrie Lam w reakcji na masowe protesty oświadczyła, że kontrowersyjny projekt wycofa. Protestujący zaczęli jednak domagać się rozpoczęcia niezależnego śledztwa ws. działań rządu i policji oraz demokratycznych wyborów lokalnych władz.

 

"Nie chce żyć dłużej w poczuciu winy"

 

Chan Tong-kai - 20-latek "odpowiedzialny" za protesty nadal przebywa w więzieniu. Mężczyzna zadeklarował jednak, że po zakończeniu wyroku, który odbywał w Hongkongu, sam uda się na Tajwan i odda się w ręce tamtejszych władz. List, w którym opisuje swoje plany trafił bezpośrednio do Carrie Lam.

 

- Odwiedzam go już od ponad pół roku. Najpierw bał się przyznać do zbrodni, ale po rozmowie z prawnikami z Tajwanu i swoją rodziną zdecydował się na ten krok już w zeszłym miesiącu - powiedział anglikański ksiądz Peter Koon Ho-ming w rozmowie "South China Morning Post". Duchowny przekazał, że oskarżony chce uspokoić sytuację w rodzinnym mieście i "nie chce żyć dłużej w poczuciu winy".

 

Tajwan jednak już maju informował, że nie będzie domagał się ekstradycji Chana, jeżeli nowe prawo narazi innych obywateli Republiki Chińskiej na możliwe represje ze strony Chin kontynentalnych. Jedną z propozycji tajwańskiego ministerstwa sprawiedliwości było zatrzymanie Chana na dłużej w hongkońskim więzieniu. Pomysł ten został jednak odrzucony w Hong Kongu, a źródło w tamtejszej administracji nazwało go "absurdalnym".

 

Zobacz też: Chiny po cichu podwoiły ilość żołnierzy w Hongkongu

 

Jak informuje ukazujący się w Hongkongu dziennik "The Standard" w niedzielę odrzucono wniosek Chana o wydanie wizy. Władze Republiki Chińskiej nieuznawanego przez większość społeczności międzynarodowej państwa obejmującego wyspę Tajwan wyjaśniły, że nie zgodzą się na jej wydanie dopóki ze strony hongkońskich odpowiedników nie uzyskają zapewnienia o pełnej współpracy sądowej i przekazaniu niezbędnych materiałów dowodowych ws. Chana.

 

WIDEO: - To patowa sytuacja. Tajwan chcąc go wcześniej sądzić już tego nie chce, a Hongkong nalega na to, żeby tego młodego człowieka spotkała kara tam, gdzie popełnił tę zbrodnię - mówił w programie "Dzień na Świecie" Rafał Tomański, były korespondent w Pekinie.

 

  

 

Region specjalny, zbuntowana prowincja

 

Hongkong to inaczej Specjalny Region Administracyjny Hongkong - specjalny region administracyjny Chińskiej Republiki Ludowej. Do 1997 roku była to posiadłość brytyjska, jednak na mocy międzynarodowej umowy zakończyła się jego dzierżawa i wrócił on w obręb ChRL, z zachowaniem do 2047 roku znacznej niezależności, która jednak nie objęła polityki zagranicznej i wojska.

 

Tajwan, znany dawniej jako Formoza, to wyspa u wybrzeży Chin kontynentalnych administrowana przez Republikę Chińską, której władze utrzymują, że są jedyną prawowitą władzą państwa chińskiego o znacznie większym niż obecnie, historycznym zasięgu. Z kolei przywództwo Chińskiej Republiki Ludowej uznało Tajwan za zbuntowaną prowincję. 

bas/hlk/ polsatnews.pl, Fox News, The Standard, Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze