"Spiker jako siła blokująca dla zwolenników brexitu". Izba Gmin nie zadecyduje dziś ws. umowy z UE

Świat
"Spiker jako siła blokująca dla zwolenników brexitu". Izba Gmin nie zadecyduje dziś ws. umowy z UE
PAP/EPA/JESSICA TAYLOR/UK PARLIAMENT/HANDOUT
Premier Boris Johnson w Izbie Gmin

Izba Gmin nie będzie w poniedziałek głosować nad poparciem dla porozumienia z Unią Europejską ws. warunków brexitu. Spiker izby nie zgodził się na poddanie rządowego wniosku pod głosowanie. - Ta decyzja może sprawić, że John Bercow będzie widziany jako bohater przez osoby, które chcą pozostać w Unii Europejskiej - powiedział polsatnews.pl Michael Dembiński z Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.

Zgodnie z regulaminem podczas jednej sesji ta sama ustawa nie może być głosowana dwa razy, o ile nie zmieniły się zasadniczo okoliczności, a jak wskazał Bercow, w jego opinii nic takiego nie zaszło. Rzecznik premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona oświadczył, że jest on rozczarowany decyzją spikera, który "odebrał szansę na spełnienie woli Brytyjczyków".

 

- Osoby, które chcą jak najszybciej opuścić Wspólnotę, widzą spikera jako siłę blokującą. Z pewnością parlament musi mieć szansę, żeby przeczytać cały dokument. Mieli zdecydowanie więcej czasu na zapoznanie się z porozumieniem, z którym z Brukseli wróciła Theresa May. Próba przeforsowania nowego porozumienia, które znacznie różni się od wynegocjowanego przez poprzednią premier, nie jest dobrym pomysłem - wskazał Dembiński. 

 

ZOBACZ WIĘCEJ: Tusk po rozmowie z Johnsonem. Czeka na list w sprawie przedłużenia brexitu

 

Przedwczesne wybory czy referendum?

 

Ekspert przyznał, że kolejne przedłużenie terminu opuszczenia Wspólnoty jest bardzo prawdopodobne. - Czasu jest niewiele. Szczerze mówiąc, nie widzę szans, by zakończyć sprawę do końca października. Uważam, że termin zostanie przesunięty na styczeń i zobaczymy wtedy co się stanie, czy będą przedwczesne wybory, czy drugie referendum - powiedział polsatnews.pl.

 

- Trzeba brać pod uwagę demografię - mówił Dembiński, odnosząc się do kwestii słuszności przeprowadzenia kolejnego referendum.

 

- Osoba, która dzisiaj skończyła 18 lat, w czasie pierwszego referendum miała tylko 14 lat, a jednak tutaj waży się los całego życia tej młodej osoby. Z drugiej strony, liczba starszych osób, które głosowały za brexitem, a obecnie nie żyje, zwiększyła się do 980 tys., a liczba osób, które zmarły, a wcześniej głosowały za pozostaniem w Unii Europejskiej to niecałe 600 tys. Z jednej i z drugiej strony demografia się zmienia i jest prawdopodobne, że wynik drugiego referendum nie będzie taki sam - dodał. 


ZOBACZ WIĘCEJ:
Johnson poprosił o ponowne opóźnienie brexitu. Jednak wysłał też drugi list

 

"Wniosek taki sam jak w sobotę"

 

- Dzisiejszy wniosek jest w istocie taki sam jak wniosek z soboty i Izba podjęła decyzję w tej sprawie - dzisiejsze okoliczności są w istocie takie same jak okoliczności z soboty - mówił Bercow.

 

Spiker przywołał podręcznik praktyki parlamentarnej Erskine'a Maya z 1604 r., który mówi, że w trakcie jednej sesji parlamentarnej - zwyczajowo trwającej rok - nie można ponownie poddać pod głosowanie projektu już raz odrzuconego przez posłów. Według Bercowa przeprowadzenie ponownego głosowania byłoby "powtarzaniem się i zakłócaniem porządku".

 

Jak wyjaśniał Bercow, przyjęta w sobotę poprawka Olivera Letwina "wyraźnie mówi, że ustawy powinny zostać zatwierdzone najpierw", w związku z tym debatowanie po zaledwie dwóch dniach nad tą samą sprawą, gdy ustawy nie zostały zatwierdzone, "wyglądałoby na bardzo niezwykłe".

 

Zapewnił, że nic nie stoi na przeszkodzie, by porozumienie zostało zaaprobowane przed końcem października, czyli przed planowanym przez rząd terminem brexitu. - Nic, co powiedziałem, w żaden sposób nie wpływa na możliwość uzyskania przez rząd poparcia dla porozumienia i przyjęcia odpowiedniego ustawodawstwa do końca miesiąca. Jeśli rząd ma wystarczającą liczę mandatów, może to zrobić - mówił.

 

Nie przekonało to posłów rządzącej Partii Konserwatywnej, którzy argumentowali, że wniosek nie był poddany pod głosowanie w sobotę. Podczas debaty jeden z twardych zwolenników brexitu otwarcie zarzucił Bercowowi stronniczość i dopuszczanie do głosowania tylko tych wniosków, które są zgodne z jego przekonaniami.

 

"Kolej na ruch brytyjskiego parlamentu"

 

 

"Grupa sterująca ds. brexitu spotkała się w poniedziałek po południu, aby omówić najnowsze wydarzenia w Wielkiej Brytanii. Uzgodniliśmy, że doradzimy Konferencji Przewodniczących, aby poczekała na pełną ratyfikację ze strony Wielkiej Brytanii, zanim Parlament Europejski zagłosuje nad umową. Teraz wybór należy do parlamentu brytyjskiego" – napisał na Twitterze Verhofstadt, który jest głównym negocjatorem brexitu z ramienia PE i należy do grupy politycznej Odnowić Europę.

 

Konferencja Przewodniczących PE składa się z szefa europarlamentu i liderów grup politycznych. Jej spotkanie w sprawie brexitu rozpocznie się w środę, o godz. 18.

 

Sprawa sobotniej poprawki

 

Brytyjski premier Boris Johnson jeszcze raz próbował w poniedziałek poddać pod głosowanie w Izbie Gmin uzgodnione porozumienie z Unią Europejską o warunkach brexitu. Planowane w sobotę głosowanie nie odbyło się z powodu przyjętej przez posłów poprawki.

 

Zgodnie z nią decyzja posłów o poparciu porozumienia z UE została wstrzymana do czasu przyjęcia i wejścia w życie niezbędnych ustaw związanych z brexitem.

 

W efekcie Johnson zobligowany ustawą parlamentu musiał w sobotę wysłać do Brukseli wniosek o przesuniecie daty wyjścia z UE do 31 stycznia 2020 roku, choć się pod nim nie podpisał i dołączył do niego list, w którym wyjaśnia, że to decyzja posłów, a nie jego, a on sam uważa ją za błędną.

 

- Nie możemy pozwolić, by list parlamentu doprowadził do opóźnienia (brexitu) przez parlament - mówił Johnson, wyjaśniając, że chce, aby posłowie w jasny sposób się wypowiedzieli w poniedziałek, czy popierają porozumienie, czy też nie.


ZOBACZ WIĘCEJ: Morawiecki: unikanie chaotycznego, bezrozumnego brexitu powinno być priorytetem

 

Spiker Bercow podejmie decyzję

 

W niedzielę minister spraw zagranicznych Dominic Raab przekonywał, że w parlamencie jest wystarczające poparcie dla porozumienia i zapewnił, że Wielka Brytania opuści UE w obecnie obowiązującym terminie, 31 października. Przypuszczenie, że posłowie poprą umowę, wyraził też poseł niezależny Oliver Letwin, którego poprawka spowodowała odłożenie głosowania.

 

"Opóźniająca poprawka Letwina spowodowała, że sobotnie głosowanie byłoby pozbawione sensu i odebrała posłom oraz opinii publicznej szansę na zakończenie niepewności. Parlament musi w prosty sposób zagłosować w sprawie umowy: czy posłowie chcą respektować wynik referendum (z 2016 roku), jak twierdzą, czy też chcą całkowicie opóźnić i anulować brexit" - oświadczyło Downing Street.

 

Zapowiedziano również, że podczas poniedziałkowego posiedzenia rząd przedstawi ustawy niezbędne do implementacji porozumienia z UE.

dc/msl/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze