Od roku starają się o 500+. Urzędnicy: trzeba czekać

Polska
Od roku starają się o 500+. Urzędnicy: trzeba czekać
Polsat News

Rodzina walczy o przetrwanie. Pani Paulina i pan Łukasz wychowują dzieci, ale nie mają mieszkania. Mieszkają kątem u babci. Opłaty pochłaniają około 2 000 zł, a na życie pozostaje im niewiele. Kobieta rok temu złożyła wniosek o 500+. W lipcu tego roku złożyła kolejny, na drugie dziecko. Pieniędzy nie dostała do dziś - przez zaległości w urzędzie. Zobacz materiał "Interwencji".

Pani Paulina ma 29 lat. Mieszka w Nowej Rudzie na Dolnym Śląsku z mężem i dwojgiem dzieci:  pięcioletnim Tymoteuszem i prawie dwuletnią Leną.

 

- Najgorzej jest, jak się idzie do sklepu i mały o coś prosi, a nie można tego kupić, bo nie ma pieniędzy - mówi kobieta.

 

"Nie miałam nawet kiedy marzyć"

 

Pani Paulina nie miała łatwego życia. Kiedy miała czternaście lat, zmarł jej tata. Trzy lata później - mama. Panią Pauliną i jej rodzeństwem opiekowała się najstarsza siostra.

 

- Nie raz, nie dwa było tak, że nie było obiadu, były same kanapki brane do szkoły, ale wyszliśmy na ludzi. Nie miałam nawet kiedy marzyć. Jedynym marzeniem wtedy było, że chcę mieć kiedyś swoją rodzinę i żeby moja rodzina nie cierpiała biedy - mówi.

 

Pani Paulina pracowała, od kiedy skończyła 18 lat. Poznała pana Łukasza i spełniło się jej największe marzenie: założyła rodzinę. Kobieta jest teraz na bezpłatnym urlopie wychowawczym. Trudno jej pogodzić wychowanie dzieci i dojazd do pracy, który zajmuje kobiecie ponad dwie godziny.

 

- Nie ma co zrobić z małą, bo nie ma u nas żłobków. Najbliższy jest 5 km. Nie mam jak to połączyć z pracą. Po 12 godzin tam się najczęściej pracuje - tłumaczy.

 

WIDEO: Od roku starają się o 500+

  

 

"3300 złotych za sześć dni w tygodniu"

 

Pan Łukasz pracuje w oddalonej o ponad sto kilometrów od Nowej Rudy fabryce w Czechach. Rodzina nie ma mieszkania. Od grudnia ubiegłego roku mieszka kątem u babci pana Łukasza. Opłaty pochłaniają około dwóch tysięcy złotych. Na życie pozostaje już niewiele.

 

- Z tej wypłaty tak naprawdę nic nie zostaje. Mieszkanie z urzędu nam się nie należy, bo przekraczają nam zarobki, śmieszne zarobki. Zarabia tylko mąż - żeby zarobić 3300 zł, musi pracować od poniedziałku do soboty. Nie mamy czasu dla siebie - mówi pani Paulina.

 

- Jest mi przykro. Staram się jak mogę, a tak myślę sobie, że to jest mało, brakuje. Co bym nie robił, to jest mało - twierdzi pan Łukasz.


Zobacz też: Trzy spółki nie zapłaciły za ich zwierzęta. Stracili blisko 2 mln zł

 

"Słyszę tylko: trzeba czekać"

 

Pani Paulina liczyła na wsparcie  finansowe dla dzieci z programu 500+. Rok temu  złożyła wniosek. W lipcu tego roku złożyła kolejny - na drugie dziecko. Pieniędzy do dziś nie dostała.

 

- Na dzień dzisiejszy musimy się prosić o coś, co nie jest nasze, to jest naszych dzieci. Od połowy maja dzwonię średnio dwa razy w tygodniu do Wrocławia i słyszę jedno i to samo: trzeba czekać, są bardzo duże kolejki, trzeba czekać - mówi pani Paulina.

 

- Myślę, że taka sytuacja jest spowodowana zaszłościami w związku z tym, że kiedyś organem wydającym decyzję w tych  sprawach był marszałek województwa, później wszystkie niezałatwione sprawy zostały przekazane do wojewody - twierdzi Barbara Sobczak z MOPS w Nowej Rudzie.

 

- To była decyzja ministerstwa o przekazaniu spraw koordynacji świadczeń do wojewodów, w związku z tym zdecydowano, że wojewodowie przejmą obowiązki. Przyjęliśmy sprawy na bieżąco, ale też zaległości tutaj na Dolnym Śląsku było na poziomie 16 tysięcy, czyli takich spraw, które nie były otwarte. Tutaj w przypadku pani trwa postępowanie - tłumaczy Sylwia Jurgiel z Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu. - Nie mam już siły. Ja już nie wiem, gdzie iść, do kogo i jak prosić - mówi pani Paulina.

 

Zobacz też: Wojewoda mazowiecki o kontroli w sprawie 500 plus: nie będzie pobieżna, trzeba ją pogłębić

bas/ "Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze