Emeryt zjadł w sklepie śliwkę w czekoladzie, został skazany na prace społeczne. "Bareja i Kafka"

Polska
Emeryt zjadł w sklepie śliwkę w czekoladzie, został skazany na prace społeczne. "Bareja i Kafka"
Polsat News

Roman Wawrzyniak zjadł w sklepie cukierek o wartości 40 groszy. Sklep zgłosił sprawę na policję, a ta do sądu. Sędzia wydał zaocznie wyrok nakazowy, skazujący emeryta ze Szczecina na miesiąc ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania 20 godzin prac społecznych. - Przypomina mi to Bareję i Kafkę - skomentował mężczyzna w rozmowie z reporterem Polsat News.

Sytuacja miała miejsce 4 lipca w sklepie Biedronka w Kołobrzegu. - Po włożeniu zakupów do koszyka, przechodząc między półkami odruchowo wziąłem jednego cukierka i poszedłem kilka metrów dalej, włożyłem cukierka do ust i rzuciłem papierek między kartony - opowiadał mężczyzna.

 

Wezwano policję


Wtedy do pana Romana podszedł pracownik sklepu, który oskarżył go o kradzież. Mężczyzna zaprzeczył i przeszedł do kasy zapłacić za zakupy. Kiedy wychodził ze sklepu, zatrzymał go pracownik ochrony, który zaprosił go na zaplecze.

 

ZOBACZ: Nawet 5 tys. zł za spacer z dzieckiem po chodniku. Sąd wypunktował nieścisły przepis


Tam sprawdził zgodność wynoszonych przez emeryta zakupów z paragonem oraz kieszenie mężczyzny i zarzucił mu kradzież cukierka. Kiedy pan Roman zaprzeczył, ochroniarz wezwał policję.


- Przyjechała policja, spisała moje dane, nie pamiętam, czy zaproponowała mi mandat czy nie, bo byłem w emocjach. Później doręczono mi wezwanie na komendę - powiedział pan Roman.

 

Łączna wartość: 40 groszy


Ze względu na konsultację w szpitalu, mężczyzna nie mógł stawić się na komendzie w wyznaczonym terminie, o czym poinformował policjantów telefonicznie.

 

- Zostawiłem swoje wszystkie dane i powiedziałem, że po powrocie jestem gotowy zgłosić się na komendę. Nie otrzymałem ani telefonu, ani powtórnego wezwania. Uważałem, że sprawa jest zakończona - mówił emeryt.

 

ZOBACZ: Urzędnicy przez 8 lat wypłacali dwa takie same zasiłki. Teraz obciążają 83-latkę


11 października pan Roman otrzymał z sądu wyrok nakazowy, w którym zarzuca mu się kradzież 1 sztuki cukierka "śliwka w czekoladzie" o łącznej wartości 40 groszy.


"Za powyższy czyn, [sąd - red.] skazuje go na karę 1 miesiąca ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin" - głosi wyrok.

 

  

 

Najwyższy wymiar kary


Pan Roman zauważa, że za zarzucany mu czyn grozi nagana, grzywna lub ograniczenie wolności. - Nie uwzględniono, że jestem osobą niekaraną i zastosowano najwyższy wymiar kary. Nie dano mi prawa do obrony, wyrok został wydany zaocznie - mówi mężczyzna.


Jego zdaniem to, co zrobił "to nie jest kradzież, bo tego jednego cukierka nie chciałem wynieść poza obręb sklepu, ale skonsumowałem go na miejscu".


- Jestem osobą, która podróżowała dużo po świecie z tytułu wykonywanej pracy, byłem w wielu krajach o bardzo rozwiniętej demokracji i nie słyszałem przypadku, żeby coś takiego miało miejsce w krajach o ugruntowanej demokracji, żeby konsument nie mógł wcześniej spróbować cukierka, żeby mógł zdecydować, czy chciałby kupić więcej - stwierdził mężczyzna.

 

ZOBACZ: Polak uciekł z restauracji bez płacenia. Pół roku później wrócił, by przeprosić

 

"Jestem zaskoczony"


Według niego, "sprawa konsumpcji, to nie jest sprawa kradzieży. Jeśli popełniłem błąd, to można było podejść do mnie w inny sposób - jakaś kara w zawieszeniu, grzywna czy coś w tym rodzaju".

 

Dla rzecznika praw konsumenta sprawa jest jasna - nie można podjadać cukierków w sklepach.

 

- Jeśli sprzedawca wystawia towar na widok publiczny w miejscu sprzedaży, z oznaczeniem ceny, to traktujemy takie wystawienie towaru jako ofertę sprzedaży - wytłumaczyła Polsat News Elżbieta Jaźwińska, Rzecznik Praw Konsumenta w Policach.

 

  


Mężczyzna ma zamiar odwołać się od wyroku. Jak podkreślił, "sprawę traktuję bardzo poważnie, uważam, że muszę bronić swojego imienia, godności, którą próbuje mi się zdeptać". - Sprawę kieruję do kancelarii prawnej, która będzie ją w moim imieniu prowadziła - dodał.


- Jestem zaskoczony tak wysoką karą - podkreślił. 

 

- Jeżeli skazany tym wyrokiem złoży sprzeciw, ten wyrok przestanie istnieć, wówczas sprawa będzie się toczyła od początku, w normalnym trybie, w pełnym postępowaniu dowodowym i każdy będzie mógł przedstawić swoje racje - powiedział Polsat News Sławomir Przykucki z Sądu Okręgowego w Koszalinie.

prz/hlk/dk/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze