Debata Demokratów. "Wszyscy na tej scenie są bardziej uczciwi niż ten kryminalista w Białym Domu"

Świat
Debata Demokratów. "Wszyscy na tej scenie są bardziej uczciwi niż ten kryminalista w Białym Domu"
PAP/EPA/MICHAEL REYNOLDS
Jeden z kandydatów nazwał Donalda Trumpa "kryminalistą w Białym Domu".

Dwanaścioro pretendentów do otrzymania nominacji Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. starło się we wtorek wieczorem podczas telewizyjnej debaty zorganizowanej w stanie Ohio przez dziennik "New York Times" i stację CNN.

Czwarta telewizyjna debata nie spowodowała zasadniczych przetasowań wśród Demokratów - największą popularnością nadal cieszą się były wiceprezydent USA 76-letni Joe Biden, 70-letnia senator ze stanu Massachusetts Elizabeth Warren oraz 78-letni senator ze stanu Vermont Bernie Sanders. Tylko tych troje kandydatów może pochwalić się dwucyfrowym poparciem w ostatnich sondażach.

 

Trzygodzinna debata w Westerville w Ohio, w dawnym bastionie Partii Demokratycznej, w którym Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w 2016 r., zgromadziła najwięcej kandydatów z dotychczasowych dyskusji. Wzbudziła wyjątkowe zainteresowanie mediów i społeczeństwa, ponieważ była pierwszym telewizyjnym pojedynkiem Demokratów, odkąd 24 września Izba Reprezentantów rozpoczęła formalne śledztwo zmierzające do ustalenia, czy istnieją podstawy, aby postawić Trumpowi zarzuty uzasadniające rozpoczęcie impeachmentu. W Izbie Reprezentantów Demokraci mają przewagę.

 

ZOBACZ: "Rozliczymy prezydenta". Demokraci domagają się impeachmentu Trumpa

 

Pierwsza godzina debaty była poświęcona odpowiedzi na pytanie, czy Demokraci zamiast rozpoczynać dochodzenie w sprawie impeachmentu nie mogli poczekać do przyszłorocznych wyborów prezydenckich i tym samym pozostawić wyborcom rozstrzygnięcie, czy Trump ma pozostać w Białym Domu.

Przez kolejne dwie godziny kandydaci dyskutowali o zagadnieniach dotyczących polityki zagranicznej, głównie o sytuacji w Syrii, a następnie o kwestiach polityki wewnętrznej, w tym reformy systemu opieki medycznej, sytuacji klasy średniej, kontroli broni palnej i legalności aborcji.

 

"Czasami są ważniejsze decyzje niż polityka"


Prawie wszyscy kandydaci uznali, że rozpoczęcie dochodzenia w sprawie impeachmentu było dla ich partii jedynym wyjściem.

 

- Wszyscy kandydaci stojący na tej scenie są bardziej uczciwi, bardziej zrównoważeni, bardziej patriotyczni niż ten kryminalista w Białym Domu – powiedział o Trumpie szef funduszu inwestycyjnego miliarder Tom Steyer. - Czasami są ważniejsze decyzje niż polityka - wtórowała mu Warren, która w ostatnich sondażach prowadzi w granicach błędu statystycznego nad dotychczasowym faworytem, Bidenem.

 

ZOBACZ: Trump: Impeachment? Z jakiego powodu? To żart


Jako jedyna z chóru potępienia Trumpa wyłamała się Tulsi Gabbard, kongresmenka z Hawajów. Argumentowała, że "nawet jeśli prowadzone obecnie dochodzenie doprowadzi do (formalnego) oskarżenia prezydenta, to Republikanie mają większość głosów w Senacie, więc Trump zostanie uniewinniony i tym samym będzie czuł się oczyszczony z zarzutów".

 

Gabbard nie przyłączyła się też do innych uczestników dyskusji, którzy potępili - jak to ujął Biden - "haniebną decyzję" Trumpa o wycofaniu wojsk amerykańskich z północnej Syrii. Według senator ze stanu Minnesota Amy Klobuchar decyzja ta była "zdradą kurdyjskich sojuszników i wydaniem ich na rzeź".

 

"Nie tylko Trump ma na rękach krew Kurdów"

 

Gabbard, krytykowana za spotkanie w 2017 r. z prezydentem Syrii Baszarem el-Asadem, przekonywała, że "nie tylko Donald Trump ma krew Kurdów na swoich rękach (...), ale także inni politycy z obu partii, którzy wspólnie z mediami głównego nurtu popierają trwającą od 2011 r. wojnę zmierzającą do zmiany reżimu (w Syrii)".

 

ZOBACZ: Trump: Kurdowie wypuszczają bojowników IS, by wciągnąć USA w wojnę


W reakcji na słowa Gabbard 37-letni Pete Buttigieg, najmłodszy z uczestników dyskusji i weteran wojny w Afganistanie, powiedział, że "rzeź, jaka obecnie ma miejsce w Syrii, nie jest wynikiem amerykańskiej obecności (wojskowej - red.), ale konsekwencją wycofania się (stamtąd sił amerykańskich) i zdrady, jakiej dopuścił się obecny prezydent USA wobec sojuszników Ameryki i amerykańskich wartości".

Buttigieg - absolwent Uniwersytetu Harvarda, poliglota, obecnie burmistrz miasteczka South Bend w stanie Indiana - zdaniem większości komentatorów był zwycięzcą wtorkowej debaty.

 

Biden pod lupą

Oficjalne dochodzenie Izby Reprezentantów w sprawie impeachmentu sprawiło, że uwaga mediów skupiła się także na byłym wiceprezydencie Bidenie.

 

Trump i jego otoczenie utrzymuje, że kiedy Biden z ramienia administracji poprzedniego prezydenta USA Demokraty Baracka Obamy (2009-2017) był koordynatorem amerykańskiej polityki wobec Ukrainy, jego syn Hunter został członkiem zarządu ukraińskiej firmy gazowej Burisma Holdings z pensją ponad 50 tys. USD miesięcznie.

 

ZOBACZ: Trump chce śledztwa w sprawie Bidenów

 

Joe Biden twierdzi, że nie miał wpływu na poczynania swojego syna w zarządzie Burisma Holdings i nigdy nie rozmawiał o jego roli w tej firmie, pozostało jednak wrażenie, że Hunter Biden otrzymał lukratywną posadę w zarządzie ukraińskiej firmy dzięki wpływom ojca.

Sam Hunter Biden w wywiadzie dla telewizji ABC, wyemitowanym na kilkanaście godzin przed wtorkową debatą, przyznał, że jego "decyzja o wejściu do zarządu ukraińskiej firmy być może nie była przemyślana". Zastrzegł, że "decyzja ta nie była ani nieetyczna, ani niezgodna z prawem".

 

Problemy ze zdrowiem Bernie'go Sandersa

 

Mimo tych wyjaśnień oskarżenia o korupcję i nepotyzm, powtarzane przez Trumpa i jego otocznie wobec byłego wiceprezydenta i jego syna, spowodowały, że Joe Biden w ostatnich tygodniach częściej musiał odpierać zarzuty obecnego szefa państwa niż prowadzić kampanię wyborczą. Zdaniem komentatorów z tego powodu nie wywarł dobrego wrażenia podczas wtorkowej debaty.

Oprócz niego komentatorzy skupiali swoją uwagę na najstarszym uczestniku spotkania, Bernie'm Sandersie. Polityk, określający się mianem "demokratycznego socjalisty", na początku października miał zawał serca i jego udział w trzygodzinnej debacie na stojąco był dla niego poważnym testem fizycznym.

 

ZOBACZ: Bernie Sanders trafił do szpitala. Przerwał starania o nominację Demokratów w wyborach prezydenckich

 

Zapytany o samopoczucie odparł, że jest "w świetnej formie", a kiedy jeden z młodszych kandydatów zapytał go o stanowisko w sprawie legalizacji marihuany do celów medycznych, zażartował, że "dzisiejszej nocy nie miał z nią kontaktu".

prz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze