Nie można dotrzeć do ciał saperów. Zagrożenie wybuchem

Polska
Nie można dotrzeć do ciał saperów. Zagrożenie wybuchem
PAP/Hanna Bardo
Eksplozja nastąpiła w kompleksie leśnym między Kuźnią Raciborską a Rudą Kozielską

Ze względów bezpieczeństwa na razie nie można dotrzeć do ciał dwóch saperów, którzy zginęli w wyniku eksplozji niewybuchu w kompleksie leśnym w pobliżu Kuźni Raciborskiej (Śląskie), ani przeprowadzić oględzin; teren musi wcześniej zostać oczyszczony z pocisków - przekazała w środę katowicka prokuratura.

Warszawska prokuratura okręgowa wszczęła w środę śledztwo w sprawie sprowadzenia zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób w związku z eksplozją niewybuchu w Kuźni Raciborskiej.

 

Jak przekazał w środę rzecznik warszawskiej prokuratury prok. Łukasz Łapczyński, prokuratorzy prowadzą czynności na miejscu zdarzenia w koordynacji z czynnościami saperskimi. Z uwagi na wagę śledztwa, sprawa została przekazana we wtorek z Prokuratury Rejonowej Katowice-Południe do Wydziału ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

 

Prok. Łapczyński podkreślił, że postępowanie prokuratorskie prowadzone jest w sprawie sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób mającego postać eksplozji materiałów wybuchowych – niewybuchów amunicji artyleryjskiej i innych pochodzących z okresu II Wojny Światowej, w wyniku czego śmierć poniosło dwóch, zaś obrażeń ciała, w tym o cechach ciężkiego uszczerbku na zdrowiu doznało czterech innych.

 

Dwie osoby zginęły, cztery są ranne

 

Do wypadku doszło we wtorek około godz. 13:40 podczas wykonywania zadania usuwania przedmiotów wybuchowych i niebezpiecznych, które realizowali żołnierze 29. patrolu rozminowania 6. Batalionu Powietrznodesantowego z Gliwic. Dwaj saperzy zginęli na miejscu, czterech zostało przewiezionych do szpitali. Dwaj z nich zostali poważnie ranni.

 

Szefowa Prokuratury Rejonowej Katowice-Południe Bogusława Szczepanek-Siejka powiedziała w środę, że wciąż nie zapadła formalna decyzja o wszczęciu śledztwa. Katowicka prokuratura, w której kilka miesięcy temu został utworzony dział ds. wojskowych, wykonuje czynności w tzw. niezbędnym zakresie. Chodzi o działania konieczne dla zabezpieczenia śladów i dowodów.

 

Nie wiadomo, kiedy zostanie przeprowadzona sekcja zwłok

 

- Jest zabezpieczana dokumentacja z jednostki wojskowej, z której pochodzili żołnierze, którzy ulegli wypadkowi. W dniu dzisiejszym będą przesłuchiwani świadkowie, na miejscu pracują prokuratorzy z działu wojskowego naszej prokuratury oraz z wydziału wojskowego z Prokuratury Okręgowej w Warszawie i docelowo to śledztwo będzie prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie - powiedziała prokurator. Jak wyjaśniła, sprawa zostanie przekazana do tej jednostki z uwagi na jej wagę i charakter postępowania.

 

Prok. Szczepanek-Siejka zaznaczyła, że nie wiadomo, kiedy zostanie przeprowadzona sekcja zwłok zmarłych żołnierzy - na razie nie można do nich dotrzeć. Z tego samego powodu na razie nie jest też możliwe przeprowadzenie oględzin miejsca wypadku.

 

Zobacz: Dwóch saperów zginęło w eksplozji w Kuźni Raciborskiej. "Las jest jeszcze pełen niewybuchów"

 

- Cały ten teren, na którym doszło do zdarzenia jest usłany pociskami z okresu drugiej wojny światowej. Musi tam wejść grupa saperska, która rozminuje teren - tak, by mógł wejść na miejsce prokurator i żandarmeria, która będzie wykonywać czynności - wyjaśniła.

 

Eksplozja nastąpiła w kompleksie leśnym między Kuźnią Raciborską a Rudą Kozielską, około kilometra od najbliższych dróg - ulic Pańskiej i Leśnej. Żołnierze mieli rozbroić niewybuchy znalezione trzy dni wcześniej i zabezpieczone do przyjazdu saperów. Prawdopodobnie były to pociski artyleryjskie z czasów II wojny światowej. Specjaliści mieli je unieszkodliwić.

 

"Stan skrajnie ciężki"

 

- W naszej ocenie stan zdrowia jednego z rannych mężczyzn jest skrajnie ciężki - to znaczy, że jest w stanie bezpośredniego zagrożenia życia - powiedziała podczas środowego briefingu prasowego w Sosnowcu dyrektor Szpitala im. św. Barbary dr Alicja Cegłowska.

 

Neurochirurg Wojciech Kaspera sprecyzował, że mężczyzna ten doznał ciężkich obrażeń w zakresie twarzoczaszki oraz ciężkiego urazu czaszkowomózgowego. We wtorek zaopatrzono rany i przeprowadzono badania, w tym tomografię komputerową głowy. - Badanie wskazało, że stan obrażeń w zakresie mózgowia i złamań podstawy czaszki jest stabilny. Pacjent jest leczony na oddziale intensywnej opieki medycznej. Rokowania są niepewne, stan bardzo ciężki, możliwy jest każdy scenariusz - powiedział lekarz.

 

Drugi ciężko ranny saper przebywa obecnie w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Przewieziono go tam we wtorek z Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Katowiccy lekarze informowali we wtorek, że jego stan jest ciężki.

 

We wtorkowym wybuchu dwaj inni saperzy zostali lżej ranni, trafili we wtorek do szpitala w Rybniku. Jak poinformował w środę jego rzecznik Michał Sieroń, jeden z nich jeszcze we wtorek po opatrzeniu obrażeń opuścił szpital o własnych siłach. Drugi pacjent trafił do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

 

Błaszczak odwiedził rannych

 

- Przed chwilą spotkałem się z lekarzami, którzy otoczyli najlepszą opieką dwóch rannych żołnierzy, którzy przebywają tu w tym w szpitalu w Siemianowicach Śląskich. Chcę podkreślić, że jest to szpital najlepszy w Polsce jeżeli chodzi o schorzenia związane z oparzeniami - powiedział szef MON Mariusz Błaszczak.

 

Dodał, że rozmawiał z rannym chorążym i podziękował mu za jego służbę oraz ofiarność.

 

- Dzięki patrolom saperów Polska jest bezpieczna. Chociażby w ubiegłym roku saperzy przyjęli ponad 7 tys. zgłoszeń. Usunęli ponad 318 tysięcy różnego rodzaju niewybuchów. Ich służba stanowi gwarancję bezpieczeństwa dla ludności cywilnej. Są to żołnierze świetnie wyszkoleni, bardzo doświadczeni, wysokiej rangi specjaliści w swoich dziedzinach - powiedział podczas konferencji Mariusz Błaszczak.

 

Zaznaczył, że ich służba polega na ratowaniu życia innych, a sami ryzykują swoje zdrowie i życie.

 

- To nie są ludzie przypadkowi, żołnierze wojska polskiego. Również ci dwaj żołnierze, którzy wczoraj stracili życie byli doświadczonymi żołnierzami. Jeden z nich miał 10 lat służby, a drugi 12 lat służby. Doświadczenia i umiejętności najwyższej rangi - mówił Błaszczak.

 

"Saperzy pracują w tym terenie"

 

Szef MON podkreślił, że przebieg wydarzeń będzie ustalany i sprawdzany poprzez dochodzenie prokuratorskie.

 

- Właśnie teraz saperzy pracują w tym terenie, oznaczają te wszystkie niewybuchy, które tam się znajdują. Następnie wejdą tam prokuratorzy i będzie prowadzone śledztwo. Mam nadzieję, że szybko zakończone stwierdzeniami takimi, które dadzą odpowiedź na pytanie, jakie były przyczyny wczorajszego tragicznego zdarzenia - zaznaczył Błaszczak.

 

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, Prokuratura Okręgowa w Warszawie przejęła śledztwo w sprawie wtorkowej eksplozji niewybuchu.

dc/prz/pgo/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze