Sąd skazał księdza za molestowanie ministranta. Ofiara ma otrzymać 400 tys. złotych

Polska
Sąd skazał księdza za molestowanie ministranta. Ofiara ma otrzymać 400 tys. złotych
Kadr z filmu "Tylko nie mów nikomu" Tomasza i Marka Sekielskich

Nakaz przeprosin oraz zapłatę solidarnie 400 tys. zł zadośćuczynienia przez księdza, parafię w Kartuzach (woj. pomorskie) oraz diecezję pelplińską na rzecz byłego ministranta Marka Mielewczyka za molestowanie seksualne w latach 80. - orzekł we wtorek Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Dodał, że "wykorzystywanie seksualne dzieci niczym nie różni się od tortur". Wyrok jest prawomocny.

Na ogłoszeniu wyroku nie było nikogo z pozwanych, stawił się natomiast powód Marek Mielewczyk.

 

Sąd uznał, że przeprosiny dla Mielewczyka, poza skazanym duchownym, muszą skierować także kartuska parafia i diecezja pelplińska za "brak reakcji na zachowania wobec niego księdza Andrzeja S., które stanowiły naruszenie dóbr osobistych Marka Mielewczyka w postaci godności oraz nietykalności cielesnej".

 

"Nieludzkie wykorzystywanie małoletniego dziecka"

 

Sąd zasądził ponadto od pozwanych Andrzeja S., parafii i diecezji solidarnie na rzecz powoda kwotę 400 tys. zł tytułem zadośćuczynienia.

 

- Było to nieludzkie wykorzystywanie małoletniego dziecka (pierwszy czyn miał miejsce, gdy Mielewczyk miał 13 lat - red.); dziecka nieświadomego tego, co się w stosunku do niego dzieje; dziecka nie mającego pełnego, normalnego oparcia w rodzinie. Jaka kara spotkała pana S.? Rekolekcje i przeniesienie do innej parafii. Przeniesienie ze stanowiska wikarego na stanowisko proboszcza. Kara bardzo adekwatna, zdaniem Kościoła, w stosunku do sprawcy takich czynów - mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Dorota Gierczak.

 

Wyjaśniła, że choć czyny seksualne wobec byłego ministranta miały miejsce w latach 1982-87, to nie można zastosować wobec nich przedawnienia, o co wnosili pozwani.

 

- Nigdy nie doszło do przeprosin; nigdy nie doszło do przyznania się przez któregokolwiek z pozwanych przed sądem, że czyny były dokonywane, że nie było nadzoru nad księdzem - stwierdził sąd.

 

Sąd cytował papieża Franciszka i arcybiskupa Jędraszewskiego

 

Zdaniem sądu, "wykorzystywanie seksualne małoletnich dzieci - nieświadomych przestępczego charakteru czynności przeciwko nim podejmowanych - jest poniżającym, nieludzkim traktowaniem drugiego człowieka, niczym nie różniącym się od stosowania tortur".

 

Sąd przywołał wypowiedź papieża Franciszka z 22 lutego 2019 r. w Watykanie podczas spotkania hierarchów, poświęconego pedofilii w Kościele.

 

"Papież stwierdził: »Lud Boży na nas patrzy i oczekuje konkretnych i skutecznych działań, a nie kolejnych słów pełnych oburzenia, łatwych i oczywistych«" - cytowała sędzia.

 

Te słowa Franciszka zestawił m.in. z wypowiedzią metropolity krakowskiego, arcybiskupa Marka Jędraszewskiego z marca 2019 r.

 

"Arcybiskup mówił: »nie można bronić instytucji Kościoła jako takiej, trzeba bronić pokrzywdzonych i to oni mają pierwszeństwo«, ale mówił dalej: »hasło zero tolerancji nie jest zgodne z duchem Ewangelii (…) język Kościoła jest inny, to język miłosierdzia, także dla sprawców nieszczęść, krzywd i przemocy, bo Kościół głosi miłosierdzie i okazuje to miłosierdzie Boże wobec każdego, kto żałuje, kto chce się nawrócić i pokutować«" - cytowała sędzia.

 

Ofiara o swojej tragedii w Polsat News

 

W maju Marek Mielewczyk pokrzywdzony przez księdza opowiedział o swoich przeżyciach w programie "Skandaliści" Agnieszki Gozdyry. Zobacz WIDEO: "Na końcu winny wszystkiego jest diabeł". Bracia Sekielscy w programie "Skandaliści":

 

  

 

Natomiast zaraz po zakończeniu rozprawy Mielewczyk uznał, że "zapadł sprawiedliwy wyrok, który w sposób jasny i bardzo przejrzysty wykazał winę pozwanego".

 

- Jestem zaskoczony kwotą zasądzonego dla mnie zadośćuczynienia. W pełni mnie satysfakcjonuje za to, co się wydarzyło w moim życiu. To przełomowy wyrok, pokazujący, że odpowiedzialność Kościoła jednak mimo wszystko istnieje. To jest ważne dla innych ofiar księży - powiedział dziennikarzom.

 

Wcześniej były ksiądz Andrzej S. odwołał się od wyroku

 

W lipcu 2017 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku nakazał byłemu księdzu Andrzejowi S. przeprosić pisemnie byłego ministranta Marka Mielewczyka za "naruszenie jego dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej".

 

Powód domagał się też zapłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia, ale sąd tego żądania nie uwzględnił. Mielewczyk, oprócz byłego kapłana pozwał też do sądu parafię św. Kazimierza w Kartuzach oraz Diecezję Pelplińską.

 

Od wyroku sądu niższej instancji odwołał się zarówno powód, jak i pełnomocnik Andrzeja S.

wka/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze