Tyszka: posłowie nie są przedstawicielami wyborców, tylko szefa partii

Polska
Tyszka: posłowie nie są przedstawicielami wyborców, tylko szefa partii
Polsat News

- Gdybyśmy wybierali posłów w okręgach jednomandatowych, to wtedy mogliby więcej zarabiać. Teraz nie są przedstawicielami wyborców, tylko szefa partii. W tej sytuacji nie widzę potrzeby, by więcej zarabiali - mówi wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz'15) w wywiadzie Piotra Witwickiego dla "Rzeczpospolitej".

- Na pewno pełnienie funkcji wicemarszałka było zaszczytem. Chciałbym ją pełnić w państwie, w którym Sejm odgrywa taką rolę, jaką powinien pełnić konstytucyjnie, czyli stanowić prawo i kontrolować rząd - ocenił w wywiadzie opublikowanym w sobotnim dodatku "Plus Minus" w "Rzeczpospolitej".

 

Jak ocenił, okazało się, że Sejm "jest maszynką do głosowania, a marszałek nie jest drugą osobą w państwie, tylko wykonawcą decyzji politycznych, które zapadają na Nowogrodzkiej". - Uchwalono przynajmniej kilkadziesiąt projektów, które trzeba było naprawiać już po miesiącu. Tak się nie tworzy dobrego prawa - dodał. 

 

Piotr Witwicki pytał co zostanie po tej kadencji z realnej polityki.

 

- Szereg idei, z którymi partia rządząca musiała się liczyć. Podnosiliśmy regularnie kwestię wyższej kwoty wolnej od podatku czy ZUS, a oni musieli zacząć przynajmniej markować jakieś ruchy. Wprowadzili tzw. mały ZUS, który dotyczy bardzo niewielkiej liczby podmiotów. PiS wystraszył się naszych postulatów obniżki podatków - przypomniał w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". 

 

- Zasadnicza różnica polega na tym, że PiS myśli, że lepiej wyda pieniądze ludzi, a my z PSL uważamy, że lepiej umieją to zrobić sami ludzie - powiedział Tyszka w "Rzeczpospolitej". 

 

"Wielka tragedia, jaką jest emigracja"

 

- Nie zauważamy wszyscy wystarczająco wielkiej tragedii, jaką jest emigracja milionów Polaków. Ludzie masowo studiowali, choćby „królową nauk”, europeistykę, a potem okazywało się, że nie ma dla nich pracy. Co im zostawało? Emigracja. Gdyby te 2,5 mln osób pozostało w Polsce, to już dawno mielibyśmy zmianę pokoleniową w polityce. Może jak odejdzie obecne pokolenie partyjnych liderów, to pojawi się jakaś szansa i wejdą młodzi - wskazał.

 

Tyszka stwierdził, że czekamy na zmianę, ale ona się odsuwa. - Liczę na to, że jednak przyjdzie. Musi. Obecnie polityka jest, niestety, najmniej profesjonalnym obszarem funkcjonowania naszego społeczeństwa. Nie da się tego porównać do firm prywatnych czy organizacji pozarządowych - mówił w "Plusie Minusie".

 

Witwicki pytał jak może być inaczej, skoro posłowie obniżyli sobie pensje. - Wstrzymałem się od głosu w sprawie posłów, ale rzeczywiście sam doprowadziłem do tego, że prezydent obniżył pensje wicemarszałkom Sejmu. Gdybyśmy wybierali posłów w okręgach jednomandatowych, to wtedy mogliby więcej zarabiać. Teraz nie są przedstawicielami wyborców, tylko szefa partii. W tej sytuacji nie widzę potrzeby, by więcej zarabiali - wyjaśnił Tyszka. 

 

"Liderzy dobierają sobie miernych ludzi"


- Nie pensje są powodem, tylko to, że liderzy dobierają sobie miernych ludzi. To jest chore. Byłem chwilę przewodniczącym zespołu do spraw pomocy socjalnej dla posłów. Marszałek Marek Kuchciński mnie odwołał, bo sprzeciwiłem się, by Sejm sponsorował politykom stroje piłkarskie. Jeden z polityków PiS tłumaczył mi, że to dobra inwestycja, bo się posłowie wyszaleją i będzie spokój. Czy to są przedstawiciele narodu? - pytał. 


- Niech robią to za swoje i nie nazywajmy tego dyplomacją parlamentarną, bo nigdy w życiu nic tam nie załatwili - dodał. 


- To jest też przejaw degrengolady systemu stanowienia prawa - mówił Tyszka. - To jest jeden z elementów tego antyobywatelskiego systemu. Głównym jego problemem jest to, że Sejm jest maszynką do głosowania. Posłowie podnoszą rękę na rozkaz, bo inaczej nie zostaną wpisani na listę wyborczą - wskazał wicemarszałek. 

 

Tyszka zwrócił uwagę, że na kolejnych posiedzeniach Sejmu były przyjmowane "kolejne absurdalne ustawy, które nakładały kolejne absurdalne obowiązki na obywateli, w szczególności przedsiębiorców. PiS nie rozumie, jak funkcjonuje gospodarka". - Trzeba redukować biurokrację - zaznaczył.

 

"Nie ma zrównoważonego budżetu"

 

Piotr Witwicki wskazał, że mamy rekordowo niskie bezrobocie, dobry wzrost PKB i, powiedzmy, zrównoważony budżet. - Nie ma zrównoważonego budżetu. To tylko kiełbasa wyborcza. Mieli szczęście i trafili na dobry okres - mówił.

 

- Mój zarzut polega na tym, że nie wykorzystali tego czasu, by naprawiać państwo. Mądrzy rządzący szykowaliby się na gorsze czasy. Nikt nie myśli o chudych latach, a one nadejdą. PiS postanowił wykorzystać ten czas dla własnego interesu partyjnego. Jedynym wyjątkiem jest 500+, które z pewnością pomogło uboższym, choć mogło być zrobione lepiej. Przez obniżenie podatków - wskazał w rozmowie z Witwickim. 

 

Na uwagę, że ludzie słyszeli w telewizji o rosnącym PKB, ale nie widzieli go w swoich kieszeniach, jednak po 2015 r. nie byli w stanie już tego znosić, wicemarszałek zgodził się, ale dodał, że nie wszyscy skorzystali. 


- Ludzie widzą 500+, ale widzą też rosnące ceny, które jeszcze bardziej nakręci pomysł podwyższenia pensji minimalnej zamiast podniesienia kwoty wolnej od podatku. To ostatnie rozwiązanie jest dobre dla wszystkich, a pensja minimalna jest eksperymentem na milionach rodzin - ocenił w rozmowie z Piotrem Witwickim. 

 

"Ewenement na skalę europejską"

 

- Chodzi o zwiększenie wpływów do budżetu. To, co zapowiedział PiS, jest ewenementem na skalę europejską i skończy się katastrofą. Będzie jeszcze większa inflacja, a kobiety wykonujące najprostsze prace będą mieć problem ze znalezieniem zatrudnienia. Już słyszę od przedsiębiorców, że będą zwalniać choćby ochroniarzy - mówił. 

 

Dodał, że nie twierdzi, iż to budżet sobie nie poradzi, bo "rząd się wyżywi, tylko że pensja minimalna jest dobra dla rządu, a nie dla pracowników". - Dla nich dobra jest wyższa kwota wolna od podatku. PiS miało tego świadomość parę lat temu, ale potem zaczęli uczyć się od Tuska i poszli w kierunku populizmu - dodał. 


Piotr Witwicki zwrócił uwagę, że Po czterech latach obecności Kukiz'15 w Sejmie jednomandatowych okręgów wyborczych jest mniej niż było wcześniej.

 

- Ale udało się nam powstrzymać PiS przed ich całkowitym zlikwidowaniem. Stało to się tylko dzięki dobrej relacji z prezydentem. Ostatnio natomiast udało się nam przekonać najstarszą polską partię, PSL, by wpisała ten postulat do naszego wspólnego programu - podkreślił.  

 

"Ordynację mieszaną można wprowadzić bez większych problemów"

 

- Większość konstytucjonalistów uważa, że – aby wprowadzić wyłącznie okręgi jednomandatowe do Sejmu – trzeba zmienić konstytucję. Ordynację mieszaną można wprowadzić bez większych problemów. Zresztą PiS składał taką ustawę w 2006 r. - przypomniał. 

 

- Potem sami się z tego wycofali. Przypomnę też, że kwota wolna była sztandarowym pomysłem PiS i prezydenta. Do Andrzeja Dudy mam mniejszy żal, bo złożył projekt w tej sprawie. Rządowi wyszło jednak z badań, że bardziej opłaca się udawać, że dają. To zresztą jest jednym wielkim kłamstwem, bo rozdają nie to, co jest ich. Najpierw zawsze trzeba komuś zabrać - powiedział w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". 

 

Witwicki ocenił, że tak będzie kręcić, dopóki nie nastanie kryzys, na który tak bardzo czekają wszyscy wolnorynkowcy.

 

- Nie czekamy na kryzys, ale on nadejdzie. Ze względu na bardzo duży udział wydatków sztywnych będzie olbrzymi problem, bo PiS nie wykorzystał czasu, gdy mógł reformować państwo. Powinno się korzystać z koniunktury, by naprawiać państwo, redukować biurokrację. Przez ostatnie cztery lata państwo nie było reformowane w żadnym aspekcie. Jarosław Kaczyński zapowiadał kiedyś likwidację niepotrzebnych instytucji, a sam zaczął tworzyć kolejne. Robi to tylko dlatego, by partia władzy mogła zatrudniać swoich kolejnych znajomych - wskazał w rozmowie z Piotrem Witwickim. 

msl/ "Rzeczpospolita"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze