Wjechał pod wiadukt i utknął. Wtedy wyszło na jaw, że jechał na magnesie

Moto
Wjechał pod wiadukt i utknął. Wtedy wyszło na jaw, że jechał na magnesie
GITD

Kierowca ciężarowego renaulta wielokrotnie przejeżdżał pod zbyt niskimi wiaduktami. Liczył, że "zmieści" się również pod tym na ul. Zuzanny w Sosnowcu. Jednak w poniedziałek utknął i musiał skorzystać z pomocy drogowej. Wówczas wyszło na jaw, że jechał z magnesem przyłożonym do impulsatora skrzyni biegów, fałszując zapisy tachografu. Przedsiębiorcy grozi kara do 12 tys. zł.

Dość niecodzienna sytuacja miała miejsce w poniedziałek pod wiaduktem na ul. Zuzanny w Sosnowcu. Patrol śląskiej inspekcji transportu drogowego przejeżdżał do innego punktu kontrolnego. Kiedy zobaczyli ciężarówkę, która nie była w stanie sama wyjechać spod wiaduktu, inspektorzy wezwali policję i pomoc drogową.


Kierowca, jednocześnie przedsiębiorca transportowy, do którego należała ciężarówka, tłumaczył, że już nie raz udawało mu się przejechać pod wiaduktami ograniczającymi wysokość pojazdów do 3,3 metra. Tym razem zaklinował się.

 

Magnes na skrzyni biegów i tachograf bez legalizacji


Oprócz mandatu za popełnione wykroczenie i kosztów wyciągania naczepy szef firmy transportowej musi spodziewać się poważniejszych konsekwencji. Jechał bowiem z magnesem przyłożonym do impulsatora skrzyni biegów, fałszując zapisy tachografu. W trakcie rzeczywistej jazdy rejestrował rzekomy odpoczynek.


Inspektorzy stwierdzili też kilka naruszeń norm czasu pracy w minionych dniach. Dodatkowo tachograf zainstalowany w ciężarówce od ponad miesiąca nie posiadał ważnej legalizacji.

 


Za wszystkie wykryte naruszenia transportowe przedsiębiorcy grozi 12 tysięcy złotych kary. ITD powiadomi również organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z fałszowaniem wskazań czasu pracy i przejechanej drogi przez pojazd.

grz/luq/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze