Autobus wjechał pod wiadukt i stracił dach. "Kierowca to młody człowiek"

Polska
Autobus wjechał pod wiadukt i stracił dach. "Kierowca to młody człowiek"
Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej w Tychach

Kierowca miejskiego autobusu spieszył się na przystanek i wjechał pod wiadukt. Okazało się jednak, że pojazd jest zbyt wysoki. Uderzenie zerwało z dachu butle z gazem CNG i część poszycia. Ulica została zablokowana. Pod wiaduktem nie przebiega trasa żadnej linii autobusowej. Kierowca, któremu nic się nie stało, wybrał skrót, bo spieszył się na przystanek, aby zabrać pierwszych pasażerów.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek po godzinie 6:00. Kierowca autobusu lini 131 zaklinował się pod wiaduktem, jadąc na przystanek, z którego tego dnia miał zabrać pierwszych pasażerów.

 

Z dachu spadły butle z gazem

 

Na skutek zderzenia została zerwana część dachu. Umieszczone na dachu pojazdu butle z gazem CNG służące do zasilania pojazdu zostały wyrwane z mocowań i wraz z fragmentem poszycia dachu spadły na ulicę.

 

Nie doszło do wycieku gazu ze zbiorników autobusu typu Urby o numerze bocznym 24.

 

Na miejsce przyjechały trzy zastępy straży pożarnej z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Tychach.

 

Na czas zabezpieczania leżących na asfalcie butli okolica wiaduktu kolejowego na ul. Glinczańskiej została zablokowana.

 

Po około godzinie uszkodzony pojazd został wyciągnięty spod wiaduktu. Następnie odholowała go pomoc drogowa.

 

Kierowca chciał skrócić sobie drogę

 

– Jest to młody człowiek, pracownik firmy zewnętrznej świadczącej usługi dla Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Tychach - powiedział polsatnews.pl Michał Kasperczyk, rzecznik prasowy miejskiego przewoźnika. Kierowca ma 28 lat, autobusy prowadzi od dwóch lat.

 

Wiadukt, pod który autobusem wjechał kierowca, jest niski. Zgodnie z oznakowaniem mogą go pokonywać pojazdy nie wyższe niż 2,4 metra.

 

- Najprawdopodobniej chciał sobie skrócić drogę i nie wiedział o istnieniu tego wiaduktu - dodał.

 

Uderzenie zerwało z pojazdu duży płat blachy przykrywającej instalacje.

 

Aby wydostać pojazd, konieczna była pomoc straży pożarnej. Ma miejsce przyjechały trzy wozy, pojawiła się także policja.

 

Utrudnienia w tym miejscu trwały około dwóch godzin.

 

Znaki drogowe informowały o niebezpieczeństwie

 

Jak dodaje Michał Kasperczyk, podobne sytuacje z udziałem innych pojazdów zdarzały się w tym samym miejscu już kilkakrotnie.

 

- Jest to newralgiczny punkt na mapie Tychów. Miasto lub zarządca, który są Polskie Koleje Państwowe, powinny się wreszcie zająć tym problemem - powiedział Kasperczyk polsatnews.pl.

 

Rzeczniczka prasowa Urzędu Miasta Tychy Ewa Grudniok ma na ten temat inne zdanie.

 

- Miejsce zostało wystarczająco dobrze oznakowane, dodatkowo bezpośrednio przed przejazdem półtora roku temu zamontowano bramownice, czyli urządzenie sprawdzające, czy pojazd będzie mógł bezpiecznie przejechać - powiedziała rzeczniczka.

 

- Nie rozumiem tego, że kierowcy nie zwracają uwagi na ostrzeżenia - powiedziała polsatnews.pl Grudniok.

 

emi/hlk/ Polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze