Girzyński: nie każdy, kto mieszka w Toruniu, jest kolegą ojca Tadeusza Rydzyka

Polska
Girzyński: nie każdy, kto mieszka w Toruniu, jest kolegą ojca Tadeusza Rydzyka
commons.wikimedia.org/Lukas Plewnia/CC BY-SA 2.0

Zbigniew Girzyński, były poseł Prawa i Sprawiedliwości, który odszedł po aferze z tzw. kilometrówkami, wraca do czynnej polityki. Historyk, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, znalazł się na toruńskiej liście swojej dawnej partii. "Jeśli wyborcy uznają, że mam zasiadać w Sejmie, znajdą mnie na liście" - mówi w wywiadzie Piotra Witwickiego dla "Rzeczpospolitej".

Kandydat PiS do Sejmu z listy w Toruniu powiedział w rozmowie z Piotrem Witwickim, że w Warszawie powinien stanąć łuk tryumfalny, który upamiętniłby setną rocznicę Bitwy Warszawskiej.

 

Łuk tryumfalny "Cudu nad Wisłą"

 

- Łuk byłby, jak w wielu miejscach na świecie, atrakcją turystyczną i godnym upamiętnieniem tego wydarzenia/ Najpierw trzeba podjąć decyzję polityczną - powiedział polityk w wywiadzie opublikowanym w sobotnim dodatku "Plus Minus" w "Rzeczpospolitej".


Stwierdził przy tym, że jest w stanie dogadać się w tej sprawie z władzami stolicy, w tym z wiceprezydentem Pawłem Rabiejem, mimo, że nie zgadza się z nim w kwestii wprowadzenia związków partnerskich i małżeństw dla homoseksualistów.


Zdaniem byłego polityka PiS, mimo, że tak duży pomnik ma niewielkie szanse na powstanie w 2020 roku, wystarczyłaby sama decyzja o budowie.

 

- Podejmijmy decyzję w tym roku i to będzie coś - powiedział w "Plusie Minusie" Girzyński. - Warto upamiętnić to wspaniałe pokolenie sprzed 100 lat, które stworzyło na tyle silne państwo w krótkim okresie niepodległości, a nawet jeszcze w czasach zaborów - stwierdził Girzyński. - Łuk tryumfalny należy się tym ludziom - dodał.

 

Jego zdaniem nie wystarczą pomniki Dmowskiego, Daszyńskiego i Witosa, które stoją w dobrych miejscach Warszawy.

 

Żaden lider nie lubi snucia planów za plecami


Piotr Witwicki przypomniał, że Girzyński został usunięty z partii, gdy okazało się, że aspiruje do funkcji prezesa PiS. Cztery lata temu w poprzednich wyborach startował już jako niezależny kandydat.

 

"Żaden lider nie lubi, jak mu się snuje takie plany za plecami" - stwierdził polityk. "Mogę mieć pretensje tylko do siebie. Z każdej lekcji, a zwłaszcza z własnych błędów, należy wyciągać wnioski na przyszłość" - dodał.

 

Przyznał, że mimo dobrego wyniku odniósł wtedy porażkę i nie dostał się do Senatu.

 

"Oznaczało to pożegnanie z polityką i się z tym pogodziłem. Wróciłem do pracy zawodowej, współorganizowałem wiele niezwykle ważnych konferencji naukowych. Przyniosło to sukcesy w postaci habilitacji i awansu na stanowisko profesora uniwersytetu " - powiedział Girzyński w "Plusie Minusie".

 

Wyborcy znajdą mnie na liście


Girzyński przyznał, że po raz pierwszy zaproponowano mu start z list PiS w ostatnich wyborach samorządowych, ale propozycji tej nie przyjął.

 

W tegorocznych wyborach do Europarlamentu Girzyński był na liście piąty, a uzyskał trzeci wynik. Mandatu nie uzyskał, ale poparcie było znaczące. Na liście w wyborach do Sejmu Girzyński ma teraz miejsce dziesiąte. Ostatnia - tuż za nim, jest szefowa struktur PiS w Toruniu.

 

"Jeśli wyborcy uznają, że mam zasiadać w Sejmie, znajdą mnie na liście, bez względu na to, które będę miał miejsce" powiedział polityk. Przyznał także, że nie ma w Toruniu wsparcia Radia Maryja, które "ma swoją posłankę od 22 lat" - mając na myśli Annę Sobecką.

 

- Nie każdy, kto mieszka w Toruniu, jest kolegą ojca Tadeusza Rydzyka - powiedział powracający do czynnej polityki Girzyński.

 

Przyznał przy tym, że pomagał w powstawaniu rozgłośni jeszcze jako student, ale wraz ze swoim środowiskiem został usunięty, przy okazji jednej z wielu reorganizacji.

 

"Zlikwidować Narodowy Fundusz Zdrowia"

 

Girzyński od 10 marca 2006 do 12 stycznia 2007 był członkiem Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw o zmianie ustawy i współautorem projektu przepisów, które miały ujawnić informacje o współpracy osób publicznych z organami bezpieczeństwa PRL.

 

"Poprawki (prezydenta Lecha Kaczyńskiego - red.) zniszczyły tę ustawę" - powiedział Girzyński, który miał wtedy 33 lata.

 

Zgodził się z opinią, że "był młodym wilkiem, któremu na końcu dorośli powiedzieli: my tylko mówimy o lustracji, ale przecież nie będziemy jej robić".

 

- Z zasady nie donoszę. Dlatego zajmowałem się lustracją. Instytucja ludzi, którzy donoszą, wywołuje u mnie sprzeciw. Nawet jak tworzy to Zbigniew Ziobro i nazywa "sygnalistami", nawet jeżeli donoszenie miałoby pozytywny aspekt społeczny - stwierdził.

 

Girzyński, który jako przykład sukcesu rządów PiS podał organizację Krajowej Administracji Skarbowej i likwidację dziury VAT-owskiej zapowiedział, że kolejne zmiany powinny nastąpić w służbie zdrowia. Według niego należy "zlikwidować NFZ i wprowadzić normalne budżetowe finansowanie" opieki zdrowotnej. "Niewydolne instytucje się likwiduje" - stwierdził.

 

Polityka nie jest na zawsze

 

Zdaniem Girzyńskiego wybory parlamentarne nie gwarantują nikomu sukcesu.

 

- Wielu moich kolegów sądzi, że to jest na zawsze. Staram się przekonywać, że tak nie jest - powiedział Girzyński.

 

W grudniu 2014 roku Girzyński zrezygnował z członkostwa w PiS - zarówno w partii jak i klubie. Media ujawniły wtedy, że Girzyński rozliczył w Kancelarii Sejmu wyjazd na posiedzenie Zgromadzenia Parlamentarnego Europy w Paryżu jako samochodowy, ale w rzeczywistości udał się tam samolotem.

 

Było to pokłosie tzw. afery madryckiej. Posłowie PiS: Adam Hofman, Mariusz Antoni Kamiński i Adam Rogacki mieli wraz z żonami udać się do Madrytu tanimi liniami lotniczymi. Jednak media ustaliły, że Kamiński i Hofman wzięli kilkanaście tysięcy złotych zaliczki na służbową podróż do Madrytu, przy czym zgłosili, że pojadą tam samochodem. Wszyscy trzej zostali najpierw zawieszeni, a następnie usunięci z partii.

hlk/ "Plus Minus" - "Rzeczpospolita"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze