Demokraci podzieleni ws. impeachmentu Trumpa

Świat
Demokraci podzieleni ws. impeachmentu Trumpa
PAP/EPA/JIM LO SCALZO

Stosunek do kwestii postawienia prezydenta Donalda Trumpa w stan oskarżenia (impeachmentu), podzielił Partię Demokratyczną. Część demokratów w Kongresie chce rozpoczęcia takiej procedury, inni, w tym przywódcy partii, są jej przeciwni w obawie, że demokraci będą postrzegani jako "partia impeachmentu".

"Demokraci obawiają się, że jeśli doprowadzą do impeachmentu, a prezydent Donald Trump przegra w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, mogą być oskarżani o zamach polityczny. Jeśli nie doprowadzą do impeachmentu a prezydent Trump wygra, obawiają się, że będą oskarżani przez swój elektorat, że nie zrobili wystarczająco dużo aby temu przeszkodzić' - tak lapidarnie przedstawili we wtorek dylemat przed którym stoi Partia Demokratyczna Anna Palmer i Jake Sherman dziennikarze internetowego "Politico".

 

Amerykanie przeciwni impeachmentowi


Przywódcy demokratów doskonale zdają sobie sprawę, że impeachment Donalda Trumpa, nie cieszy się poparciem większości Amerykanów. W sondażu miarodajnego ośrodka badania opinii publicznej The Monmouth University, którego wyniki zostały opublikowane 22 sierpnia, zdecydowana większość badanych – 58 procent - mimo niskiej popularności Trumpa, była przeciwna impeachmentowi obecnego prezydenta.

Dlatego - zdaniem wspomnianych dziennikarzy "Politico" - najlepszym rozwiązaniem dla demokratów byłoby, gdyby nie doszło do impeachmentu a mimo tego prezydent Trump przegrałby swoją batalię o wybór na następną, czteroletnią kadencję.

Mimo opozycji przywódców Partii Demokratycznej, w tym wpływowej przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, wobec impeachmentu Trumpa, demokraci nie mogą zignorować nacisku coraz bardziej zradykalizowanego i przeciwnego Trumpowi swojego elektoratu.

Nic dziwnego, że podczas ponad miesięcznej przerwy w pracach Kongresu, wzrosła liczba demokratów, którzy opowiadają się za rozpoczęciem impeachmentu prezydenta.

 

Izba Reprezentantów jest oskarżycielem


Jak wynika z obliczeń wortalu "Politico" obecnie za rozpoczęciem impeachmentu, bądź dochodzenia czy istnieją powody do jego rozpoczęcia, opowiada się 146 ustawodawców z Partii Demokratycznej, czyli więcej niż połowa przedstawicieli tej partii w Izbie Reprezentantów. Obecnie demokraci w 435-osobowej Izbie maja 235 przedstawicieli.

Przeciwnych impeachmentowi, bądź nie popierających takiego działania, jest 89 demokratów w Izbie. Konstytucja USA przewiduje, że to właśnie Izba Reprezentantów jest oskarżycielem, a więc inicjatorem procesu impeachmentu.

Oprócz przywódców Partii Demokratycznej przeciwna impeachmentowi, bądź do tej pory nie ujawniła swojego stanowiska, jest większość demokratycznych kongresmenów z okręgów w których zwyciężył Donald Trump w wyborach prezydenckich w 2016 roku.

Demokraci opowiadający się za impeachmentem prezydenta stanowią obecnie szeroką koalicję obejmującą, nie tylko jak dawniej przedstawicieli radykalnego, lewego skrzydła tej partii ale także ustawodawców umiarkowanych, w tym przewodniczących trzech komisji, które zdaniem komentatorów, w istocie wszczęły już dochodzenie mające na celu ustalenie czy można prezydentowi postawić zarzuty uzasadniające wszczęcie impeachmentu.

Najbardziej agresywna i zdecydowana w takich poczynaniach jest, zdominowana przez demokratów, Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów.

 

"Partyjna pyskówka"


Przewodniczący tej komisji, Jerrold Nadler, demokrata ze stanu Nowy Jork podczas przerwy wakacyjnej w obradach Kongresu wystąpił do sądu federalnego z wnioskiem o udostępnienie Komisji tajnych materiałów specjalnego prokuratora Roberta Muellera dotyczących ingerencji Rosji w wybory prezydenckie w 2016 r. oraz wezwał do złożenia zeznań przed komisją Dona McGahna, byłego doradcę prawnego Białego Domu. McGahn odmówił stawienia się przed Komisją.

Jerrold Nadler doprowadził jednak do tego, że we wtorek przed komisją wystąpił Corey Lewandowski, były szef sztabu wyborczego Trumpa, nadal blisko związany z obecnym prezydentem.

Wtorkowe posiedzenie komisji, w zamierzeniach demokratów, miało służyć pozyskaniu dodatkowych informacji uzasadniających wysunięcie przeciw prezydentowi zarzutów za jego poczynania, które nie zostały ujęte w raporcie specjalnego prokuratora Roberta Muellera.

Jednak zamiast badania materiałów dotychczas nieznanych opinii publicznej i członkom Komisji, posiedzenie zmieniło się w opinii mediów w "partyjną pyskówkę" po tym jak Lewandowski, zgodnie z instrukcjami Białego Domu, odmawiał odpowiedzi na najprostsze pytania i grał na zwłokę domagając się odczytania odpowiednich fragmentów raportu Muellera. W opinii Nadlera takie zachowanie Lewandowskiego "było całkowicie niedopuszczalne". Posiedzenie zakończyło się bez rezultatów.

dk/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze