Trump grozi odwetem za atak na rafinerie w Arabii Saudyjskiej

Świat
Trump grozi odwetem za atak na rafinerie w Arabii Saudyjskiej
PAP/EPA/YURI GRIPAS / POOL

Prezydent Donald Trump zagroził uderzeniem odwetowym sprawcy sobotniego ataku na rafinerie w Arabii Saudyjskiej, na skutek którego wydobycie saudyjskiej ropy zmniejszyło się o połowę, co z kolei może spowodować wzrost cen tego surowca na światowych rynkach. Rosyjskie MSZ uznało za niedopuszczalne mówienie o ewentualnym odwecie za ataki na saudyjskie rafinerie.

Trump nie sprecyzował, kogo USA uważają za sprawcę ataku na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej. "Możemy powiedzieć, że znamy winowajcę, jesteśmy gotowi do odwetu na podstawie weryfikacji, ale czekamy aż Królestwo (Arabia Saudyjska - red.) powie nam, kto to jest (...) i w jakiej formie będziemy musieli działać" - napisał w niedzielę prezydent USA na Twitterze.

 

Prezydent Donald Trump obiecał w poniedziałek, że Stany Zjednoczone pomogą swym sojusznikom na Bliskim Wschodzie po sobotnich atakach na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej, na skutek których wydobycie saudyjskiej ropy zmniejszyło się o połowę.

 

"Nie potrzebujemy ropy naftowej ani gazu z Bliskiego Wschodu i w rzeczywistości mamy tam bardzo niewiele tankowców, ale pomożemy naszym sojusznikom!" - czytamy we wpisie amerykańskiego prezydenta na Twitterze.

 

Trump wskazał, że "ponieważ USA w ostatnich latach tak dobrze radziły sobie z energią, są eksporterem energii netto, teraz największym producentem energii na świecie".

 

O ataki w Arabii Saudyjskiej Waszyngton oskarża Teheran.

 

"Pamiętacie, kiedy Iran zestrzelił drona, świadomie mówiąc, że znajdował się on w jego +przestrzeni arabskiej+, podczas gdy w rzeczywistości nie był nigdzie w pobliżu. Upierają się przy tej historii, wiedząc że jest to wielkie kłamstwo. Teraz mówią, że nie mają nic wspólnego z atakiem na Arabię Saudyjską. Zobaczymy?" - napisał Trump.

 

 

W niedzielę doradczyni Trumpa, Kellyanne Conway, powiedziała, że ministerstwo energetyki USA jest przygotowane, aby uruchomić Strategiczną Rezerwę Naftową (Strategic Petroleum Reserve - SPR) w celu ustabilizowania globalnego zaopatrzenia w energię po sobotnich atakach.

 

Pompeo oskarżył Iran

 

Już w sobotę szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo oskarżył Iran o atak na saudyjskie rafinerie. Władze w Teheranie zaprzeczyły, by miały z tym jakikolwiek związek.

 

 

Z kolei Donald Trump zaprzeczył w niedzielę na Twitterze, że gotów jest spotkać się z prezydentem Iranu bez żadnych warunków wstępnych. Agencja dpa przypomina, że jeszcze niedawno prezydent USA sam wspominał, że jest otwarty na właśnie takie spotkanie - bez warunków wstępnych.

 

Doradczyni prezydenta USA Donalda Trumpa, Kellyanne Conway nie wykluczyła ewentualnego spotkania Trumpa z prezydentem Iranu Hasanem Rowhanim w kuluarach sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, zastrzegając przy tym, że atak na saudyjską rafinerię "temu nie pomógł".

 

- Pozwolę prezydentowi ogłosić, czy spotkanie się odbędzie, czy nie - powiedziała Conway w programie "Fox News Sunday".

 

Zaznaczyła, że amerykańskie sankcje na Iran i polityka "maksymalnej presji" na ten kraj w związku z irańskim programem nuklearnym i rakietowym będą kontynuowane bez względu na to, czy przywódcy się spotkają. "Nie pomaga się swojej sprawie", atakując Arabię Saudyjską, obszary cywilne i krytyczną infrastrukturę, co wpływa na globalne rynki energii - wskazała.

 

USA: atak na saudyjskie rafinerie przeprowadzono z Iranu, a nie Jemenu

 

- Zakres i precyzja sobotniego ataku na saudyjskie obiekty naftowe wskazują, że został on przeprowadzony z Iranu, a nie Jemenu - powiedział w niedzielę agencji Reutera wysoki rangą urzędnik administracji waszyngtońskiej.

 

Celem ataku były dwie instalacje naftowe w mieście Bukajk (Abqaiq) i Churajs (Khurais) na wschodzie Arabii Saudyjskiej.

 

Do ataku przyznał się rebeliancki ruch Huti walczący w Jemenie z siłami rządowymi, wspieranymi przez koalicję pod przywództwem Arabii Saudyjskiej. Huti twierdzą, że do tego ataku użyli dronów.

 

Urzędnik, którego cytuje agencja Reutera, twierdzi, że ataku dokonano z kierunku północno-zachodniego, a nie z południa, z terytorium Jemenu. - Nie ma wątpliwości, że odpowiedzialny jest za to Iran - podkreślił pragnący zachować anonimowość urzędnik. Według niego do ataku mogły zostać użyte pociski rakietowe.

 

O możliwym ataku rakietowym, a nie dronów, mówią także saudyjskie służby bezpieczeństwa.

 

Chiny: nie można obwiniać nikogo o atak bez dowodów

 

Hua wezwała wszystkie zainteresowane strony, aby okazały wstrzemięźliwość.

 

Do ataku, wskutek którego dzienne wydobycie ropy w Arabii Saudyjskiej spadło o połowę, przyznali się bojownicy z działającego w Jemenie szyickiego ruchu Huti. Według sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo nie ma jednak dowodów, że atak przeprowadzono z Jemenu.

 

Pompeo oskarżył o ten atak Iran, którego relacje z USA są w ostatnich miesiącach coraz bardziej napięte. Władze w Teheranie zaprzeczyły, by miały cokolwiek wspólnego z atakiem.

 

Prezydent USA Donald Trump zagroził sprawcom ataku uderzeniem odwetowym. "Możemy powiedzieć, że znamy winowajcę" - napisał na Twitterze, ale nie ujawnił, kogo konkretnie władze USA podejrzewają.

 

Szef brytyjskiego MSZ: nie jest jasne, kto stoi za atakami w Arabii Saudyjskiej

 

Brytyjski minister spraw zagranicznych Dominic Raab potępił w poniedziałek ataki na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej i podkreślił, że nie jest jeszcze jasne, kto za nimi stał.

 

Atak był "nieusprawiedliwionym naruszeniem prawa międzynarodowego" - oświadczył Raab, dodając, że jego kraj zdecydowanie popiera Arabię Saudyjską.

 

- W kontekście tego, kto jest odpowiedzialny, obraz sprawy nie jest całkowicie jasny - zauważył brytyjski minister. "Chciałbym mieć bardzo jasny obraz; wkrótce będziemy go mieli".

 

- Był to bardzo poważny atak na Arabię Saudyjską i instalacje naftowe i ma to wpływ na globalne rynki i dostawy ropy naftowej - mówił Raab. - To poważny, oburzający akt i będziemy musieli go wyjaśnić i dać na niego możliwie najbardziej jednolitą odpowiedź międzynarodową - podkreślił szef brytyjskiej dyplomacji.

 

ropy zmniejszyło się o połowę, co spowodowało wzrost cen tego surowca. W niedzielę, po oszacowaniu strat, koncern ARAMCO zapowiedział, że do poniedziałkowego wieczoru będą w stanie jedynie częściowo przywrócić produkcję.

 

Rosyjskie MSZ: postulaty odwetu za atak na saudyjskie rafinerie niedopuszczalne

 

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych uznało w poniedziałek za niedopuszczalne mówienie o ewentualnym odwecie za ataki na saudyjskie rafinerie, a wykorzystywanie tego incydentu do nasilania napięcia wokół Iranu określiło jako szkodliwe.

 

- Uważamy, że wykorzystanie tego, co się wydarzyło, do podgrzewania emocji wokół Iranu zgodne z dobrze znaną polityką USA przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego – oznajmił rosyjski resort w oświadczeniu.

 

Ministerstwo dodało, że "propozycje siłowych działań odwetowych, które jakoby omawia się obecnie w Waszyngtonie, są jeszcze bardziej niedopuszczalne".

 

MSZ zaznaczył przy tym, że Rosja zdecydowanie potępia "ataki na niewojskowe cele, niszczenie infrastruktury społeczno-ekonomicznej i dowolne działania mogące zaburzyć równowagę popytu i podaży na nośniki energii i wywołać nową falę niestabilności na światowym rynku węglowodorowym".

 

Rosyjski MSZ ocenił, że wymiana ataków na cele cywilne jest bezpośrednim skutkiem kryzysu w Jemenie, który należy jak najszybciej uregulować pod egidą ONZ.

 

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział zaś w poniedziałek dziennikarzom, że Rosja wzywa kraje Bliskiego Wschodu oraz innych regionów, by nie wyciągały "pochopnych wniosków" dotyczących tego, kto zorganizował ataki na saudyjskie rafinerie.

 

Pieskow powiedział, że prezydent Rosji Władimir Putin nie zaoferował Arabii Saudyjskiej pomocy w likwidowaniu następstw ataku. Wyraził przekonanie, że atak nie będzie mieć wpływu na przygotowania do wizyty Putina w Arabii Saudyjskiej, którą zaplanowano na październik.

 

Wysłannik ONZ ds. Jemenu: nie jest jasne, kto odpowiada za ataki na saudyjskie rafinerie

 

Specjalny wysłannik ONZ ds. Jemenu Martin Griffiths oświadczył w poniedziałek na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, że "nie jest całkowicie jasne", kto stoi za sobotnimi atakami na dwie saudyjskie rafinerie. Wzrasta ryzyko konfliktu w regionie - zaznaczył.

 

- Nie jest całkowicie jasne, kto stoi za tymi atakami, ale sam fakt, że odpowiedzialność za nie wzięła na siebie Ansar Allah, jest i tak zły - ocenił Griffiths, używając oficjalnej nazwy jemeńskich rebeliantów Huti.

 

- Ten niezwykle poważny incydent sprawia, że znacznie wzrasta prawdopodobieństwo (wybuchu) regionalnego konfliktu - dodał.

 

Na tym samym posiedzeniu ambasador USA przy ONZ Kelly Craft powiedziała, że pojawiające się informacje w sprawie ataków "wskazują, że odpowiedzialność ponosi Iran" oraz że nie ma dowodów na to, że ataki przeprowadzono z Jemenu.

 

Z kolei ambasador Wielkiej Brytanii Karen Pierce przekazała, że jej kraj "nadal weryfikuje, co się stało i kto odpowiada za ataki". Po tych ustaleniach Londyn "omówi z partnerami, jak odpowiedzialnie postąpić" w tej sprawie - dodała.

 

Koalicja dowodzona przez Rijad: wykorzystano irańską broń

 

Ze wstępnych ustaleń wynika, że do ataków na dwie saudyjskie rafinerie wykorzystano irańską broń, a ataków nie przeprowadzono z terytorium Jemenu - poinformowała w poniedziałek dowodzona przez Arabię Saudyjską koalicja zaangażowana w jemeński konflikt zbrojny.

 

Rzecznik koalicji płk Turki al-Malki powiedział na konferencji prasowej w Rijadzie, że śledztwo wszczęte w sprawie sobotniego incydentu trwa oraz że prowadzone są próby ustalenia, skąd dokonano ataków.

 

Wcześniej do przeprowadzenia ataków na saudyjskie dwie instalacje naftowe przyznali się szyiccy rebelianci Huti, zwalczani przez saudyjską koalicję.

 

Al-Malki nie podał więcej szczegółów; zapowiedział jedynie, że rezultaty śledztwa zostaną podane do wiadomości publicznej po jego zamknięciu.

 

Odpowiedzialności Hutich zakwestionowały już wcześniej władze USA. Sekretarz stanu Mike Pompeo winę za ataki przypisał Iranowi, zaś prezydent Donald Trump na Twitterze zagroził uderzeniem odwetowym, nie precyzując, kogo USA uważają za sprawcę incydentu.

 

Celem sobotnich ataków były dwie instalacje naftowe koncernu Aramco w mieście Bukajk i Churajs na wschodzie Arabii Saudyjskiej. W rezultacie wydobycie saudyjskiej ropy zmniejszyło się o połowę (w skali produkcji światowej spadek o 5 proc.), co spowodowało wzrost cen tego surowca

las/ pgo/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze