"Szwedzi mają prawo czuć się zaniepokojeni". Kowalczyk o ściekach z Warszawy wpływających do Bałtyku

Polska

- Szwedzi mają prawo czuć się zaniepokojeni - stwierdził w programie "Punkt Widzenia" szef resortu środowiska Henryk Kowalczyk. Zastrzegł, że do Szwecji ścieki "w tym stężeniu nie dopłyną". - Bałtyk jest jednak ogromnym zasobnikiem wodnym - mówił Kowalczyk. Polska udzieliła w czwartek Komisji Ochrony Środowiska Morskiego Bałtyku (HELCOM) "obszernych informacji" ws. awarii rurociągu w Warszawie.

Minister środowiska Henryk Kowalczyk, gość Grzegorza Jankowskiego w programie "Punkt Widzenia", na początku rozmowy wyjaśniał, dlaczego do Wisły ponownie popłynęły w czwartek ścieki. - W tej chwili trwa instalacja dużych pomp, stąd musiała nastąpić przerwa w tłoczeniu (ścieków) przez tymczasowy kanał, tymczasowy kolektor, żeby zainstalować pompy o takiej wydajności, które bez problemu będą tłoczyły wszystkie ścieki wypływające z Warszawy - tłumaczył Kowalczyk. 


Szef resortu środowiska zapewniał, że to potrwa kilkanaście godzin.

 

"Mamy do czynienia z katastrofa ekologiczną"

 

Przekroczenie norm 75 proc. badanych parametrów wody w Wiśle - między Warszawą a Płockiem - (wg. informacji Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska), o co zapytał prowadzący program, minister nazwał "naturalną konsekwencją zrzutu ścieków". 

  
- Przez dwa tygodnie prawie, ścieki surowe w ilości ogromnej - już trzy miliony metrów sześciennych - wpłynęły do Wisły - przypomniał Henryk Kowalczyk. 


Zauważył, że ścieki te "zawierają związki chemiczne, osady, zawiesiny". - To wszystko znalazło się w Wiśle, trudno się dziwić, że parametry są przekroczone. Normalne zjawisko - mówił minister środowiska. 


Kowalczyk przypomniał również, że kiedy on mówił o katastrofie ekologicznej, to uspokajano, że woda się oczyści. - No nie oczyści się, bo mały stan wody w Wiśle to potęguje. Jakby była bardzo wysoka woda, to rozrzedzenie byłoby trochę większe - zdecydowanie podkreślił. Dodał, że "mamy do czynienia z katastrofa ekologiczną". 

 

O wodzie: nie jest pewnie smaczna, może jest mniej zdrowa, ale przynajmniej nie ma bakterii

 

Jednocześnie uspokajał mieszkańców Płocka. - Na szczęście mieszkańcy Płocka nie piją wody wprost z Wisły. Mają jeszcze ujęcia głębinowe - mówił minister i dodał, że woda z Wisły jest oczyszczana, uzdatniana.


Zapytany, czy mieszkaniec Płocka może bezpiecznie nalać wodę z kranu do czajnika, przegotować  i zrobić herbatę, Kowalczyk odparł: - Nie jest pewnie smaczna, może jest mniej zdrowa, ale przynajmniej nie ma bakterii i to jest najważniejsze. 


Odnosząc się do ostrzeżeń przed kąpielą w Bałtyku, bo w wodzie obecne są bakterie e-coli, szef resortu środowiska przyznał, że zanieczyszczenie dotarło już kilka dni temu do Bałtyku.

 

"Szwedzi mają prawo oczekiwać od nas pełnych informacji"


- Szwedzi mają prawo czuć się zaniepokojeni - przyznał Henryk Kowalczyk, choć zastrzegł, że do Szwecji ścieki "w tym stężeniu nie dopłyną". - Bałtyk jest jednak ogromnym zasobnikiem wodnym. Ale w trosce o czystość Morza Bałtyckiego mają prawo czuć się zaniepokojeni i mają prawo oczekiwać od nas pełnych informacji - dodał. 

 

W czwartek polska udzieliła Komisji Ochrony Środowiska Morskiego Bałtyku (HELCOM) "obszernych informacji" ws. awarii rurociągów odprowadzających ścieki z lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni Czajka - poinformował Dominik Littfass z sekretariatu HELCOM w Helsinkach. Dodał, że według strony polskiej zrzut ścieków do Wisły ustał, a skutki tej awarii dla ekosystemu Morza Bałtyckego mogą się okazać "nieznaczne".

 

Litffass przyznał, że zgodnie z konwencją HELCOM "nie może podejmować żadnych kroków prawnych przeciwko państwom członkowskim". Odpowiednie działania są wewnętrzną sprawą Polski i muszą być prowadzone zgodnie z przepisami unijnymi.


- Celem działań polskich władz powinno być jak najszybsze całkowite zatrzymanie zrzutu ścieków do Wisły - podkreślił szwedzki ekspert zajmujący się Morzem Bałtyckim z organizacji ekologicznej WWF Anders Alm.

 

Przedstawiciel WWF: Bałtyk powoli oczyści się i awaria polskiej oczyszczalni nie zagrozi wybrzeżom Szwecji


- Nie ma możliwości oczyszczenia wód, które już wpływają do Morza Bałtyckiego. Jeśli ścieki przestaną płynąć, Bałtyk powoli oczyści się i awaria polskiej oczyszczalni nie zagrozi wybrzeżom Szwecji - stwierdził.


Według ekologa mamy do czynienia przede wszystkim z katastrofą, która wpłynie na ekosystem Wisły i Zatoki Gdańskiej. - Tu chodzi o aspekt sanitarny. Przede wszystkim woda zaczyna brzydko pachnięć, staje się brudna. W takim przypadku mamy do czynienia z rozprzestrzenianiem się groźnych bakterii oraz śmiercią ryb - zaznaczył Alm.


Przypomniał, że Morze Bałtyckie boryka się z problemem dużej ilości substancji odżywczych, które są obecne m.in. w bogatych w fosfor ściekach. Jego zdaniem zrzut zanieczyszczonej wody z oczyszczalni w Warszawie może wpłynąć na zwiększenie martwych stref na dnie Morza Bałtyckiego.

grz/luq/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze