Tłok na szkolnych korytarzach. "Budowanie pomnika kosztem dzieci"

Polska

W mediach społecznościowych pojawiają się filmy i zdjęcia pokazujące tłok panujący na szkolnych korytarzach. Według Pauliny Piechny-Więckiewicz z Wiosny, która była gościem programu "Polityka na Ostro", "to jest kumulacja tego, czym była reforma edukacji w wydaniu pani minister Anny Zalewskiej i święcie nam panującego rządu".

W związku z reformą edukacji w pierwszych klasach szkół średnich jest w tym roku więcej uczniów niż w latach ubiegłych - tzw. podwójny rocznik, czyli ostatni rocznik absolwentów gimnazjów i pierwszy rocznik absolwentów 8-letnich szkół podstawowych. 

 

W mediach społecznościowych pojawiają się filmy, na których widać tłok panujący na szkolnych korytarzach.

 

 

"Nie zabezpieczono bezpieczeństwa uczniów"

 

O tych nagraniach dyskutowali goście Agnieszki Gozdyry w programie "Polityka na Ostro".

 

- Przepełnione szkoły, przepełnione klasy, przepełniony plan lekcji. Będzie teraz mowa, że to wina samorządów. Już minister edukacji to powiedział, że tak naprawdę jest to wina samorządów. Natomiast w początkowym okresie nie dano odpowiednich środków samorządom na to, żeby zabezpieczyć jakoś te potrzeby, nie zabezpieczono bezpieczeństwa uczniów - powiedziała w Polsat News Paulina Piechna-Więckiewicz z partii Wiosna.

 

Według niej reforma edukacji autorstwa PiS to "budowanie pomnika kosztem dzieci". 

 

Michał Kamiński (PSL-UED) zwrócił natomiast uwagę, że zapanowanie nad obecna sytuacja, "to jest rola wszystkich - ministerstwa, samorządów i odpowiednich służb".   

 

- Ludzi często nie interesuje wielka polityka, ich interesuje, że dzieci muszą wracać do domów później niż wracały do tej pory - powiedział polityk. 

 

"Ta reforma nie miała sensu"

 

Przypomniał, że sam jest ojcem dwóch córek w wieku licealnym. - Ja bym chciał usłyszeć w imię czego ten cały chaos został wprowadzony. Czemu służy ten chaos? (...) Czemu służy likwidacja gimnazjów? Chyba tylko temu, że w ramach takiego rewolucyjnego zapału, żeby coś zmienić, żeby pokazać, że jesteśmy inni, kosztem dzieci. Dzisiaj widać wyraźnie, że ta reforma nie miała sensu - dodał. 

 

Zgodził się z nim Adam Szejnfeld z Koalicji Obywatelskiej.

 

- Zrujnować, zniszczyć, zburzyć wszystko to, co stworzył poprzednik. To jest uzasadnienie własnego bytu, uzasadnienie własnego rządzenia - stwierdził.

 

- Nie spotkałem żadnego samorządowca, żadnego starosty, który by mi nie powiedział, że od lat brakuje mu pieniędzy na subwencję i musi dokładać z własnego budżetu. Z czego dokładają? Dokładają z dróg, ze służby zdrowia, z własnych pensji - stwierdził.

 

- Teraz od 1 września, oprócz tych milionów, których brakuje na subwencje co miesiąc, to jeszcze muszą zapewnić podwyżki dla nauczycieli i na to też pieniądze nie przyszły - dodał.

 

"Zdjęcia budzą mój niepokój"

 

Według niego sytuacja w szkolnictwie uzasadnia i tłumaczy "skąd nagle wziął się zrównoważony niby budżet".

 

- Okrada się szpitale, okrada się samorządy, okrada się inne instytucje z pieniędzy po to, żeby na papierze, rachunkowo, a nie faktycznie, zrównoważyć budżet - tłumaczył.


Sprawę skomentował również Daniel Milewski z PiS, którzy przyznał, że "te zdjęcia owszem, budzą mój niepokój".

 

- Przypominam jednak, że za organizację tego, jak wygląda sytuacja w szkole, jeśli chodzi o techniczne aspekty, odpowiada nikt inny jak dyrekcja i samorząd - powiedział.

 

- Dyrektor odpowiada za sytuację w placówce i za bezpieczeństwo uczniów. Jeżeli ma z tym problemu, bo ta reforma źle działa w jego szkole, bo nie potrafił jej odpowiednio wdrożyć, to niech się zgłosi do kuratorium a i ministerstwo na pewno pomoże - dodał.


- Jeżeli pytacie, dlaczego zlikwidowane zostały gimnazja, to dlatego, że Polacy zagłosowali na to w wyborach w 2015 roku - wytłumaczył Milewski.

dk/prz/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze