Marek Migalski kandydatem opozycji do Senatu. Wcześniej był związany z PiS

Polska
Marek Migalski kandydatem opozycji do Senatu. Wcześniej był związany z PiS
Polsat News

- Albo wybierzemy polityków otwartych, tolerancyjnych, proeuropejskich, sprawnych i szanujących poglądy innych, albo zafundujemy sobie aksamitny zamordyzm, pół-demokrację, hybrydową dyktaturę i ustrój, w którym inaczej myślących będzie można poniżać, obrażać, a w ostateczności bić - napisał politolog Marek Migalski, tłumacząc swoją decyzję o starcie w wyborach do Senatu z list opozycji.

- Chciałem potwierdzić, że przyjąłem zaproszenie liderów opozycji do walki o mandat senatora w okręgu nr 72, obejmującym mój rodziny Racibórz, Wodzisław Śląski, Jastrzębie Zdrój i Żory. Do zobaczenia na kampanijnym szlaku - powiedział podczas relacji na Instagramie Migalski. Na Facebooku wytłumaczył powody swojej decyzji.

 

"Pierwszy jest natury ogólnej. To okręg, w którym od 2015 roku systematycznie wygrywa PiS - wskazują na to wyniki elekcji do Sejmu i Senatu w 2015 roku oraz wyborów prezydenckich, a także wyborów samorządowych w ubiegłym roku oraz europejskich sprzed dwóch miesięcy. I dlatego właśnie uznałem, że bez mojego udziału ten mandat na pewno przypadnie partii Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza, posłanki Pawłowicz i prokuratora Piotrowicza" - stwierdził.

 

Jak dodał, "zaczynam raczej z gorszej pozycji, biorąc pod uwagę dotychczasowe głosowania w tym okręgu, ale właśnie dlatego zdecydowałem się na start. Do łatwych zadań niech idą inni. Swoje szanse na pokonanie kandydatki PiS oceniam obecnie na nie więcej, niż 40 proc. Warto jednak powalczyć, by mandat nie przypadł w udziale partii ograniczającej wolność i demokrację".

 

"Nie mogę stać z boku"

 

Migalski podkreślił, że "jestem człowiekiem zadowolonym ze swojego życia - wykładam na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, w tym roku uzyskałem stopień doktora habilitowanego, o który walczyłem od dekady; moje powieści »Wielki Finał« i »1989. Barwy zamienne« dobrze się sprzedają i mają pozytywne opinie recenzentów. Podobnie moje książki politologiczne - wydane w ostatnim czasie przez Liberte »Budowanie narodu« oraz »Mgła, emocje, paradoksy. Szkice o (polskiej) polityce«. Jestem częstym gościem programów publicystycznych, a poważne tytuły prasowe zamawiają u mnie artykuły na tematy polityczne. Mam także kochająca Mamę, dwie śliczne kotki oraz udane życie towarzyskie i uczuciowe".

 

"Dlaczego więc chcę to wszystko porzucić i stanąć do nierównej walki o tytuł senatora? Bo uważam, że wybory 13 października będą rodzajem referendum. Albo wybierzemy w nich polityków otwartych, tolerancyjnych, proeuropejskich, sprawnych i szanujących poglądy innych, albo zafundujemy sobie aksamitny zamordyzm, pół-demokrację, hybrydową dyktaturę i ustrój, w którym inaczej myślących będzie można poniżać, obrażać, a w ostateczności bić" - tłumaczył Migalski.

 

Politolog stwierdził także, że "w takiej chwili nie mogę stać z boku i bezczynnie przyglądać się temu starciu. Stąd moja decyzja i prośba do Państwa o głosy i poparcie mnie. Nie musicie Państwo w 100 proc. podzielać moich opinii i poglądów, ale ja właśnie będę walczył o to, byśmy po 13 października mogli się różnić, a nie żeby partia jednego wodza dyktowała nam jak mamy równo maszerować. To wybory podobne do tych z 4 czerwca 1989 roku - zdecydujemy nie o tym, kto ma rządzić, ale o tym, czy będziemy żyli w demokracji czy też w miękkim autorytaryzmie. Czują to także obywatele i dlatego zapewne frekwencja wyborcza osiągnie tę sprzed 30 lat, czyli przekroczy ponad 60%. Stawka tej elekcji jest ogromna, a ja nie chcę być w tym historycznym momencie jedynie obojętnym obserwatorem".

 

"Jak plunięcie w twarz"


"Jest i powód drugi, lokalny. Maksymalnie się wkurzyłem i właśnie wówczas podjąłem ostateczną decyzję o przyjęciu propozycji startu, gdy usłyszałem, że kandydatką do zaszczytnego stanowiska senatora z okręgu obejmującego Wodzisław Śląski, mój rodzinny Racibórz, Jastrzębie-Zdrój i Żory (oraz okoliczne gminy) jest ... żona obecnego senatora! Pan Kaczyński uznał, że wyborcy z naszego okręgu są jak chłopi pańszczyźniani, których mąż przekaże swoje żonie, bo sam zapragnął być teraz posłem" - tłumaczył Migalski.

 

"To było jak plunięcie w twarz mnie i tutejszym wyborcom - także tym popierającym PiS. Żona senatora Gawędy jest na pewno sympatyczną osobą, ma zakład fotograficzny i maturę; jestem przekonany, że jest zarówno dobrym człowiekiem, świetną żoną i dobrym fotografem, ale czy naprawdę mieszkańcy mojego Raciborza, a także Jastrzębia, Wodzisławia i Żor nie zasługują na los lepszy, niż bycie majątkiem Państwa Gawędów, który to »majątek ruchomy« mąż przekaże w darze żonie? To jednak krzycząca bezczelność - nie tyle ich samych, co prezesa PiS. Jeszcze nie jest za późno, by zastopować proces przyznawania przez Naczelnika Państwa ziem polskich, wraz z ich mieszkańcami, podległym sobie partyjniakom" - stwierdził były europoseł.

 

"Daję wyborcom alternatywę"

 

Jak wyjaśnił, "oto dwa powody, dla których zdecydowałem się na kandydowania. Od początku września będę intensywnie zabiegał o głosy mieszkańców okręgu numer 72".

 

"Co zrobią, kogo wybiorą, to już jest ich decyzja. Ja daję im alternatywę wobec tego, co zaproponowała im centrala PiS w Warszawie - od 20 lat jestem wykładowcą uniwersyteckim, skończyłem politologię o specjalizacji samorządowej, mówię trzema językami, byłem pierwszym dyrektorem Euroregionu Silesia oraz przez pięć lat pełniłem w Brukseli mandat eurodeputowanego. O ile wybory do Sejmu są bardzo upartyjnione, o tyle wybór kandydatów do Senatu jest sprawą decyzji personalnych" - podkreślił.

 

Jak dodał, "mam nadzieję, że nie tylko wyborcy Koalicji Obywatelskiej, PSL i Lewicy znajdą we mnie godnego reprezentanta swojego regionu, ale także część niezdecydowanych oraz - naprawdę w to wierzę - zwolennicy PiS. Nawet bowiem oni nie zasługują na to, jak potraktował ich Kaczyński".

 

 

Były europoseł PiS

 

To nie pierwsze wejście Migalskiego na listy wyborcze. W 2009 roku z listy Prawa i Sprawiedliwości w okręgu katowickim uzyskał mandat eurodeputowanego. We wrześniu 2010 roku, na wniosek europosłów Ryszarda Legutki i Tomasza Poręby, Komitet Polityczny PiS wykluczył politologa z grona członków delegacji PiS w PE.

 

Decyzję uzasadniono niezgodną z zasadami obowiązującymi w Prawie i Sprawiedliwości  postawą.

 

"Zachowanie deputowanego Marka Migalskiego wskazywało wyraźnie, że jego priorytetem jest działalność na rzecz własnej kariery, a nie dobro Prawa i Sprawiedliwości. Podstawowym celem działań polityków PiS nie może być własny interes i popularność, zwłaszcza kiedy odbywa się to kosztem całej formacji politycznej" - napisano.

 

Chodziło o list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego opublikowany na blogu Migalskiego. Politolog krytykował prezesa PiS za sposób zarządzania partią.

 

Tworzył PJN i Polskę Razem 

 

W listopadzie 2010 r. zaangażował się w tworzenie partii Polska Jest Najważniejsza, której jednym z wiceprezesów został. Wraz z PJN współtworzył również partię Polska Razem. Po nieudanej reelekcji do PE z jej list Migalski wycofał się z działalności politycznej.

ac/prz/ polsatnews.pl, wp.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze