Dramat po remoncie drogi. "Mieliśmy gejzery z Islandii"

Polska

- Studzienki strzelały na 2,5 metra. To było coś niesamowitego. Mieliśmy gejzery z Islandii albo z parku Yellowstone - mówił "Interwencji" jeden z mieszkańców ul. Bałtowskiej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Po ukończeniu remontu drogi wojewódzkiej nr 754 wszyscy mieli nadzieję, że zakończy to ich problemy z częstymi podtopieniami. Po remoncie jest jednak jeszcze gorzej.

- Ja jestem szereg lat twarzą w twarz z żywiołem, ale takiego dziadostwa, jakie jest obecnie, to jeszcze nie było. Oni nie potrafią tego robić. Same nieszczęścia! Ludziom zalewa wszystko po same uszy - powiedział "Interwencji" Sylwester Bień.

 

- Mieszkam przy ul. Hubalczyków i tam się tworzy jezioro, bo po prostu nie ma odprowadzenia wody. Jest teren zaniżony do ul. Bałtowskiej i mi wybija studzienką, która znajduje się przed garażem - mówił Marcin Kasza.

 

- Po remoncie dosłownie rzeka płynęła. Zalało mój garaż, warsztat stolarski i do piwnicy później. Było jakieś 15 cm wody na całym podwórku - dodał Jacek Kot.

 

Według innego mieszkańca, Jerzego Zyguli, wystarczy, by deszcz padał przez godzinę, półtorej i już jest zalane.

 

Powodem duże opady

 

Zarządca drogi twierdzi, iż czasem po prostu opady są tak duże, że żadna kanalizacja by sobie z nimi nie poradziła. Jednak mieszkańcy ulicy Bałtowskiej mają zupełnie inne zdanie na ten temat.

 

- Jeżeli dochodzi do nawałnicy, to żadna kanalizacja nie jest w stanie tego przyjąć - mówił Karol Rożek ze Świętokrzyskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich.

 

Reporter "Interwencji" zwrócił uwagę, że to było już wcześniej, zanim nawałnice się zaczęły.

 

- Nie, problemy zaczęły się po majowych nawałnicach i później czerwcowych. W tej chwili w Ostrowcu było kilka takich nawałnic, które powodowały różne rzeczy i to nie jest sytuacja tylko w Ostrowcu, bo taka sytuacja występuje w każdym mieście - wskazał Karol Rożek.

 

"Studzienki strzelały jak szampan"

 

- Wszystkie studzienki z tymi metalowymi lub betonowymi deklami strzelały do góry jak szampan w sylwestra. To było coś niesamowitego. Mieliśmy na ul. Bałtowskiej gejzery z Islandii albo z parku Yellowstone. To strzelało, i na 2,5 metra wybijało z tych studzienek – stwierdził mieszkaniec Zbigniew Cybulski.

 

- Prawdopodobnie doszło do blokady tego kanału. Po nawałnicach być może nagromadziły się elementy związane z takimi odpadami, które spowodowały zmniejszenie przepustowości kanału. No i to jesteśmy w stanie sprawdzić dopiero przy wideorejestracji, którą planujemy przeprowadzić, czyli będziemy wpuszczać tam sprzęt, który wykaże, czy gdzieś tam doszło do zamulenia tego kanału – wyjaśnił Rożek.

 

- Nie możemy się doprosić, żeby ktoś to po prostu udrożnił. No, niech ktoś to sprawdzi. Oni przyjechali, wypompowali wodę, ktoś tam wszedł, ale nie mógł się tam dostać i zamknęli. Od 4 dni spokój, nie ma znowu nikogo - dodaje Zenon Fojcik.

 

Inny mieszkaniec, Marcin Kasza zgłosił problem w urzędzie miejskim.

 

"Uszkodzenie lub zasypanie czynnej kanalizacji"

 

- Dzisiaj otrzymałem odpowiedź, że "w wyniku przeprowadzonego remontu ul. Bałtowskiej na wysokości skrzyżowania z ul. Hubalczyków prawdopodobnie doszło do uszkodzenia lub zasypania czynnej kanalizacji deszczowej odprowadzającej wody opadowe i roztopowe z ul. Hubalczyków do istniejącego kanału z ul. Bałtowskie”. Gmina napisała, że to jest wina zarządu dróg wojewódzkich – mówił w rozmowie z "Interwencją".

 

Zarząd dróg wojewódzkich obiecał rozwiązać problem na ul. Bałtowskiej możliwie jak najszybciej. Jednak zanim do tego dojdzie, mieszkańcy w dalszym ciągu na każdą chmurę na niebie muszą patrzeć z niepokojem.

msl/ "Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze