Okupacja lotniska w Hongkongu. Demonstranci zablokowali ruch samolotów

Świat
Okupacja lotniska w Hongkongu. Demonstranci zablokowali ruch samolotów
AP

Zarząd portu lotniczego w Hongkongu odwołał we wtorek po południu większość odlotów, gdy tysiące antyrządowych demonstrantów po raz kolejny rozpoczęły protesty na tym dużym międzynarodowym lotnisku, obsługującym zwykle ok. 800 rejsów dziennie.

Trwające od piątku protesty na lotnisku nasiliły się w związku z doniesieniami o brutalnych działaniach policji w czasie starć z demonstrantami na ulicach Hongkongu w niedzielę wieczorem. W poniedziałek po południu z powodu protestu odwołano ponad 300 lotów – podał hongkoński dziennik „South China Morning Post”.

 

We wtorek rano lotnisko wznowiło działalność, ale po południu znów przybyli na nie demonstranci. Co najmniej tysiąc ubranych na czarno osób zasiadło na podłodze w hali przylotów, a setki innych blokowały terminal i stanowiska odpraw. Zarząd lotniska ogłosił wstrzymanie odpraw na wszystkie odloty od godz. 16.30 (godz. 10.30 czasu polskiego). Według publicznej stacji RTHK protest nie wpływa jak dotąd na zaplanowane na wtorek przyloty.

 

Port lotniczy w Hongkongu należy do największych w świecie, w ubiegłym roku obsłużył ponad 74 miliony pasażerów.

 

Protestujący obawiają się, że Chiny ograniczą autonomię Hongkongu

 

Trwające od wielu tygodni protesty pogrążyły Hongkong w najbardziej politycznym kryzysie od jego przyłączenia do ChRL w 1997 roku. Są one skierowane przeciwko lokalnym władzom i zgłoszonemu przez nią projektowi nowelizacji prawa, która umożliwiłaby m.in. ekstradycję do Chin kontynentalnych.

 

Miejscowe władze twierdzą, że zmiana przepisów jest konieczna, by ścigać ukrywających się w regionie zbiegłych przestępców. Wielu mieszkańców uznaje jednak ten zawieszony obecnie projekt za zagrożenie dla praworządności, na której opiera się pozycja Hongkongu jako światowego centrum finansowego, i kolejny przejaw ograniczania autonomii tego specjalnego regionu administracyjnego ChRL przez rząd centralny w Pekinie.

 

Chiny: "oznaki terroryzmu" wśród protestujących

 

Pod presją wielkich demonstracji administracja bezterminowo zawiesiła prace nad projektem, ale nie wycofała go całkowicie, czego domagają się protestujący. Ponadto żądają oni niezależnego śledztwa w sprawie brutalności policji w czasie jednego z czerwcowych protestów, dymisji szefowej hongkońskich władz Carrie Lam oraz powszechnych, demokratycznych wyborów jej następcy.

 

Chińskie rządowe biuro ds. Hongkongu i Makau oceniło w poniedziałek, że w działaniach radykalnych protestujących w Hongkongu widoczne są "oznaki terroryzmu".

 

Rzecznik biura Yang Guang zapewnił przy tym o całkowitym poparciu rządu centralnego w Pekinie dla hongkońskich władz i tamtejszej policji oraz dla karania sprawców brutalnych przestępstw "żelazną ręką".

 

Szefowa administracji Hongkongu próbowała powstrzymać łzy

 

Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam oceniła, że antyrządowe protesty spychają region w przepaść, ale unikała odpowiedzi na pytanie, czy potrzebuje zgody Pekinu, by wycofać niepopularny projekt nowelizacji hongkońskiego prawa ekstradycyjnego.

 

Podczas spotkania z mediami oceniła, że w ciągu ostatniego tygodnia Hongkong znalazł się w bardzo "niebezpiecznej sytuacji". Jako niemożliwe do zaakceptowania określiła ataki protestujących na funkcjonariuszy policji, która jest według niej "filarem praworządności Hongkongu".

 

Carrie Lam, która wyglądała, jakby z trudem powstrzymywała łzy, zwróciła się również do opinii publicznej z apelem, aby zadała sobie pytanie, czy chce, aby Hongkong został zepchnięty w "głęboką przepaść", gdzie zostanie "rozbity na kawałki".

 

Sama nie odpowiedziała jednak na pytanie, zadawane wielokrotnie przez dziennikarza agencji Reutera, czy posiada wystarczającą autonomię decyzyjną, by wycofać projekt nowelizacji prawa ekstradycyjnego, czy też potrzebuje na to zgody Pekinu. - Już odpowiedziałam na to pytanie - twierdziła.

 

Lam nie odpowiedziała, czy według niej policja przekroczyła uprawnienia

 

Lam odmówiła również odpowiedzi na pytanie, czy w czasie niedzielnych starć policjanci przekroczyli swoje uprawnienia i użyli nadmiernej siły wobec protestujących, co zarzucało im wielu komentatorów.

 

Wątpliwości wzbudziło zaangażowanie w operacje funkcjonariuszy przebranych za demonstrantów, użycie gazu łzawiącego wewnątrz stacji metra oraz strzelanie z bliskiej odległości amunicją pieprzową.

 

- Operacje policji nie mogą być oceniane przez kogoś takiego jak ja, kto nie jest wewnątrz policji. Zwłaszcza, gdy policjanci muszą dokonywać szybkiej oceny, co będzie najlepsze dla bezpieczeństwa ludzi w konkretnej sytuacji - wyjaśniała Lam.

 

Dodała, że w policji obowiązują ścisłe reguły dotyczące użycia środków przymusu bezpośredniego.

 

"Financial Times": rząd Chin nie pozwolił Lam na dymisję

 

Zdecydowana większość protestujących ocenia, że jeśli rząd nie spełni ich postulatów, demonstracje powinny być kontynuowane - wynikło z ankiet przeprowadzonych przez badaczy z kilku hongkońskich uniwersytetów wśród uczestników 12 demonstracji od 9 czerwca. Za utrzymaniem obecnej skali protestów lub ich nasileniem opowiedziało się ok. 80 proc. spośród prawie 6,7 tys. respondentów tych ankiet.

 

Według lokalnych mediów w nocy przed ogłoszeniem decyzji o zawieszeniu prac nad projektem nowelizacji prawa ekstradycyjnego Lam spotkała się w chińskim mieście Shenzhen z urzędnikami z Pekinu.

 

Dziennik "Financial Times" podawał później, powołując się na anonimowe źródła, że z powodu kryzysu Lam chciała się podać do dymisji, ale rząd centralny kazał jej "zostać, by posprzątać bałagan, jakiego narobiła". Biuro Lam zaprzeczało, że chciała ona ustąpić ze stanowiska.

 

Hongkong a ChRL: jeden kraj, dwa systemy

 

Hongkong jako specjalny region autonomiczny ChRL zarządzany jest według zasady "jednego kraju, dwóch systemów", która zapewnia pełne zwierzchnictwo Pekinu, ale teoretycznie pozostawia byłej brytyjskiej kolonii szeroki zakres autonomii we wszystkich sprawach, za wyjątkiem polityki zagranicznej i obronności.

 

Hongkong posiada m.in. własną walutę, system prawny i wymiar sprawiedliwości oraz policję. Zdaniem hongkońskiej opozycji rząd centralny stopniowo ogranicza autonomię regionu i swobody jego mieszkańców.

 

W toku protestów do postulatu wycofania projektu nowelizacji prawa ekstradycyjnego dołączyło żądanie niezależnego śledztwa w sprawie działań policji oraz powszechnych, demokratycznych wyborów władz regionu. Według demokratów Lam, która wybrana została przez lojalny wobec Pekinu komitet elektorów, wykonuje polecenia rządu centralnego i nie kieruje się interesami Hongkończyków.

wka/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze