Masowe protesty w Hongkongu. Policja oskarżana jest o sabotaż

Świat
Masowe protesty w Hongkongu. Policja oskarżana jest o sabotaż
PAP/EPA/JEROME FAVRE
Protestujący okupują lotnisko Chek Lap Kok w Hongkongu

Hongkońscy policjanci brali udział w protestach, przebrani za "różne postacie", ale nie prowokowali demonstrantów do radykalnych zachowań – oświadczył w poniedziałek przedstawiciel policji Chris Tang pod naporem pytań związanych z niedzielnymi starciami.

Wątpliwości komentatorów wzbudziły publikowane przez lokalne media nagrania, na których widać pomagających policji mężczyzn przebranych za uczestników protestu. Mężczyźni w czarnych cywilnych ubraniach, maskach chirurgicznych i kaskach asystowali w zatrzymaniach, nie okazując legitymacji policyjnych, i nie odpowiadali dziennikarzom na pytania, czy są policjantami.

 

"Funkcjonariusze działający pod przykryciem"

 

Rzeczniczka antyrządowych protestów Catrina Ko oskarżyła w poniedziałek policję o prowokowanie demonstrantów i wrabianie ich w przestępstwa. Wyjaśnień w sprawie roli przebranych policjantów zażądał również założyciel organizacji praw człowieka Civil Rights Observer Icarus Wong.

 

"Mamy powody podejrzewać, że policja mogła używać działających pod przykryciem funkcjonariuszy w czasie wielu poprzednich protestów, by wszczynać brutalne konflikty i brać udział w nielegalnych działaniach, takich jak wytwarzanie i używanie koktajli Mołotowa, ataki na posterunki policji przy użyciu cegieł czy posiadanie bardzo ofensywnej broni, a następnie wrabiać protestujących w te przestępstwa" - powiedziała Ko na spotkaniu z mediami.

 

 

Przedstawiciel policji Tang potwierdził na konferencji prasowej, że podczas protestów obecni byli funkcjonariusze wcielający się w "różne postaci". Było to częścią operacji przeciwko "bardzo brutalnym uczestnikom zamieszek" - dodał i zapewnił, że przebrani policjanci nie prowokowali demonstrantów do radykalnych zachowań.

 

Inny wysokiej rangi przedstawiciel policji Terence Mak odniósł się do sprawy młodej kobiety, która według protestujących została postrzelona przez policję w twarz, prawdopodobnie rodzajem amunicji nieśmiercionośnej, w wyniku czego ma połamane kości twarzy i może stracić prawe oko. Tang oświadczył, że nie ma dowodów wskazujących w jaki sposób doszło do tego urazu.

 

 

Mak bronił policjantów przed oskarżeniami o użycie nadmiernej siły na stacji metra Tai Koo, gdzie – jak widać na nagraniach publikowanych przez media – funkcjonariusze strzelali z bliskiej odległości w plecy uciekającym demonstrantom i bili ich pałkami. Mak wyjaśnił, że strzelano z amunicji pieprzowej, która powoduje tylko podrażnienia.

 

Policjanci potwierdzili również, że na stacji metra Kwai Fong na hongkońskich Nowych Terytoriach wystrzelono w niedzielę jeden granat z gazem łzawiącym. Zwrócili przy tym uwagę, że stacja ma "budowę półotwartą" i w przeciwieństwie do wielu innych nie znajduje się pod ziemią.

 

Była to już 10. z rzędu niedziela protestów przeciw administracji Hongkongu i zgłoszonemu przez nią projektowi nowelizacji prawa ekstradycyjnego, która umożliwiłaby m.in. przekazywanie podejrzanych do Chin kontynentalnych. Z tygodnia na tydzień demonstracje stają się bardziej gwałtowne i regularnie przeradzają się w starcia między ich uczestnikami a policją.

las/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze