Wykonywałem tylko polecenia ojca. Maksymilian M. oskarżony w procesie dot. afery reprywatyzacyjnej

Polska
Wykonywałem tylko polecenia ojca. Maksymilian M. oskarżony w procesie dot. afery reprywatyzacyjnej
PAP/Tomasz Gzell

W tej sprawie wykonywałem tylko polecenia ojca; nie miałem powodów żeby mu nie ufać - powiedział w środę przed warszawskim sądem okręgowym Maksymilian M., oskarżony w procesie dot. "dzikiej reprywatyzacji" warszawskich nieruchomości.

Jak zeznał, swój udział w procesie reprywatyzacji - objętym aktem oskarżenia - traktował jako formę aktywizacji zawodowej po studiach.

 

- Poza tym, od kiedy byłem nastolatkiem, architektura była moim hobby. Mój dziadek był też z wykształcenia architektem - mówił M.

 

We wtorek przed Sądem Okręgowym w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa w tzw. pierwszym dużym procesie dotyczącym reprywatyzacji warszawskich nieruchomości, w którym siedem osób jest oskarżonych o łącznie 24 przestępstwa. Wartość wyrządzonych przez nich szkód to prawie 300 mln zł.

 

Zeznania przed sądem składał we wtorek Maksymilian M., syn tzw. handlarza roszczeń Macieja M. Jest on oskarżony o oszustwa przy notarialnym przeniesieniu praw i roszczeń wobec nieruchomości przy ul. Twardej 10 i Królewskiej 39. Jak podkreślili śledczy, działania oskarżonych pozwoliły m.in. na pozyskanie praw do tych nieruchomości za rażąco zaniżoną cenę.

 

Maksymilian M. nie przyznał się do winy.

 

- Nie uważam, że popełniłem jakiekolwiek przestępstwo. Ponieważ, prowadziliśmy wspólną działalność z moim ojcem, stawanie do aktów notarialnych było dla mnie czymś normalnym. Wykonywałem tylko polecenia od ojca - zapewnił.

 

Zaznaczył, że nie pamięta okoliczności sporządzania aktów notarialnych, dotyczących przeniesienia na niego własności do tych nieruchomości.

 

"Dostałem polecenie od ojca i nie kwestionowałem tego"

 

- Dostałem polecenie od ojca, aby się stawić w danym miejscu i nie kwestionowałem tego. Jako syn i młoda osoba po prostu wykonywałem polecenie ojca. Nie miałem nigdy powodów żeby nie ufać ojcu i podejrzewać, że może mnie narażać na jakieś niebezpieczeństwo - zeznał M.

 

Pytany przez sąd dlaczego brał udział w czynnościach związanych z reprywatyzacją Twardej 10 i Królewskiej 39 odparł, że była to forma jego aktywizacji zawodowej po studiach. "Po studiach rozmawialiśmy z ojcem o mojej przyszłości zawodowej. Miałem iść w stronę branży deweloperskiej. Poza tym od kiedy byłem nastolatkiem, architektura była moim hobby. Mój dziadek był też z wykształcenia architektem" - dodał oskarżony.

 

Zapewnił przy tym, że w okresie objętym aktem oskarżenia nie wiedział na czym polega proces reprywatyzacji i nie posiadał wiedzy o faktycznej wartości roszczeń.

 

Proces, w ramach którego Makymilian M. składał zeznania, ruszył przed stołecznym sądem w ubiegły wtorek. Akt oskarżenia został wysłany do sądu w marcu ub.r. Objął ojca i syna, zajmujących się skupowaniem roszczeń i praw do stołecznych nieruchomości - Macieja M. i Maksymiliana M., znanego warszawskiego adwokata Andrzeja M., dwoje adwokatów występujących jako kuratorzy - Grażynę K.-B. i Tomasza Ż. - oraz dwóch rzeczoznawców majątkowych - Michała Sz. i Jacka R.

 

Czyny zarzucane oskarżonym zostały popełnione w latach 2010-2015

 

Z informacji prokuratury wynika, że czyny zarzucane oskarżonym zostały popełnione w latach 2010-2015. "Dotyczą one, gdy chodzi o wątek reprywatyzacyjny, adresów przy ulicach: Siennej 29, Twardej 8, Twardej 10 i Królewskiej 39. Tutaj mieliśmy do czynienia z wyłudzeniem praw i roszczeń do nieruchomości metodą na tzw. kuratora" - przekazała prokuratura w marcu 2018 r.

 

Według prokuratury, oskarżeni odnajdywali osoby będące jednymi ze spadkobierców przedwojennych właścicieli nieruchomości. Następnie adwokat Andrzej M. - również oskarżony w tym procesie - miał występować do sądów z wnioskiem o ustanowienie kuratora dla osób nieznanych z miejsca pobytu lub kuratora spadku nieobjętego. Sądy akceptowały wskazane przez Andrzeja M. kandydatury i wyznaczały kuratorów dla osób, które w chwili podejmowania decyzji miałyby przeszło 100 lat.

 

Według prokuratury, na podstawie przedłożonych przez kuratorów (adwokatów Tomasza Ż. i Grażynę K.-B.) wniosków i operatów szacunkowych (sporządzanych przez oskarżonych rzeczoznawców Michała Sz. i Jacka R.) sądy wyrażały zgodę kuratorowi na zniesienie praw i roszczeń do nieruchomości za rażąco niską kwotę, w stosunku do jej wartości. W jednym przypadku, za ogół praw i roszczeń do nieruchomości wartej 45 mln 573 tys. zł, zapłacono 345 tys. zł. W innym za ogół praw i roszczeń do nieruchomości wartej 24 mln 263 tys. zł zapłacono 422 tys. 318 zł – podawała prokuratura.

dc/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze