Kolejny protest w Hongkongu. Policja znów użyła gazu łzawiącego

Świat
Kolejny protest w Hongkongu. Policja znów użyła gazu łzawiącego
PAP/EPA/RITCHIE B. TONGO

Hongkońska policja użyła w niedzielę gazu łzawiącego przeciwko uczestnikom antyrządowych demonstracji niedaleko przedstawicielstwa rządu centralnego Chin. To kolejny dzień masowych protestów przeciw lokalnym władzom i nowelizacji prawa ekstradycyjnego.

Funkcjonariusze zastosowali gaz łzawiący w ramach operacji rozpraszania "nieautoryzowanego zgromadzenia" m.in. na ulicach Des Voeux Road i Connaught Road West – napisano w komunikacie hongkońskiej policji. Ulice te leżą w pobliżu dzielnicy Sheung Wan, niedaleko biura łącznikowego centralnego rządu ludowego ChRL.

 

W osobnym komunikacie policja oskarżyła demonstrantów o podpalenia, m.in. o popchnięcie płonącego wózka z "rozmaitymi przedmiotami" w stronę kordonu policyjnego. Władze zaapelowały również do okolicznych mieszkańców, by "zwracali uwagę na swoje bezpieczeństwo".

 

Tymczasem ubrani na czarno demonstranci krzyczeli do mieszkańców, aby pozamykali okna – podała publiczna stacja radiowo-telewizyjna RTHK. Klientka okolicznej restauracji o imieniu Carrie powiedziała RTHK, że gaz łzawiący użyty przez policję wywołał duszności u ludzi jedzących w lokalu kolację, w tym u rodzin z dziećmi.

 

Media: policja zatrzymała co najmniej 12 protestujących

 

Drugi front starć pomiędzy protestującymi a policją utworzył się w okolicy Causeway Bay. Poszła tam część uczestników wcześniejszej, zaaprobowanej przez policję manifestacji przeciwko lokalnym władzom i zgłoszonemu przez nie projektowi nowelizacji prawa ekstradycyjnego.

 

Wieczorem RTHK podała, że starcia w Sheung Wan wciąż trwają i nie zanosi się, aby rychło się skończyły. Policja nie podała szacunków dotyczących liczby demonstrantów, a lokalne media piszą o tysiącach osób wciąż pozostających na ulicach. Według dziennika "South China Morning Post" policja zatrzymała w niedzielę co najmniej 12 protestujących.

 

Hongkongiem od ponad miesiąca wstrząsają masowe demonstracje przeciwko popieranemu przez Pekin projektowi nowelizacji prawa ekstradycyjnego, która umożliwiłaby m.in. transfer podejrzanych do Chin kontynentalnych. Wiele osób odbiera ten zawieszony obecnie projekt jako zagrożenie dla praworządności Hongkongu i kolejny przejaw ograniczania autonomii tego specjalnego regionu autonomicznego ChRL przez rząd centralny w Pekinie.

 

Brutalny atak w metrze

 

Demonstranci domagają się wycofania ustawy, śledztwa w sprawie brutalności policji w czasie jednego z czerwcowych protestów, dymisji szefowej lokalnej administracji Carrie Lam oraz powszechnych, demokratycznych wyborów jej następcy. Lam została wybrana przez lojalny wobec Pekinu komitet elektorów i według krytyków nie liczy się ze zdaniem Hongkończyków.

 

W sobotę hongkońska policja również użyła gazu łzawiącego, rozpraszając nieautoryzowaną demonstrację przeciwko przemocy w okolicy Yuen Long na Nowych Terytoriach – pomiędzy wyspą Hongkong a granicą z Chinami kontynentalnymi. W ubiegłym tygodniu grupa ubranych na biało osobników brutalnie zaatakowała tam uczestników antyrządowych protestów i przypadkowych podróżnych na stacji metra, raniąc co najmniej 45 osób.

 

Obóz demokratyczny zarzucał hongkońskiej policji, że nie zareagowała w porę na doniesienia o przemocy na stacji metra Yuen Long. Przedstawiciele policji bronili się, twierdząc, że duże siły były wówczas zaangażowane w radzenie sobie z innymi zdarzeniami. Jak dotąd w związku z atakiem na stację metra zatrzymano 12 osób, a część z nich jest według policji związana z triadami - hongkońskimi grupami przestępczymi. Policja poinformowała w niedzielę, że zatrzymano również organizatora sobotniego protestu w okolicy Yuen Long, który jest podejrzany o nawoływanie do nielegalnego zgromadzenia.

luq/ PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie