"Zrób coś!". Protesty podczas wizyty Trumpa w miastach, w których doszło do strzelanin

Świat
"Zrób coś!". Protesty podczas wizyty Trumpa w miastach, w których doszło do strzelanin
PAP/EPA/SHAWN THEW

Prezydent USA Donald Trump wraz z małżonką zakończył wizytę w El Paso w Teksasie i w Dayton w Ohio, gdzie w weekend w strzelaninach zginęło 31 osób. W obu miastach towarzyszyły im protesty osób oskarżających Trumpa o pogłębianie podziałów w społeczeństwie. Agencja AP zauważyła, że przez większość czasu w środę para prezydencka znajdowała się poza zasięgiem towarzyszących jej dziennikarzy.

Najpierw Trump z żoną Melanią udali się do Dayton, gdzie w jednym ze szpitali spotkali się z rannymi oraz podziękowali służbom ratunkowym i lekarzom za pomoc udzieloną ofiarom strzelaniny.

 

Przed szpitalem zebrała się grupa ok. 200 osób, zarzucających Trumpowi, że swoimi wypowiedziami sam wzniecał w amerykańskim społeczeństwie napięcia na tle politycznym i rasowym.

 

Wzdłuż kilku ulic w mieście ustawiło się kilkaset osób skandujących "Zrób coś!" pod adresem głowy państwa. Jak pisze AP, od niedzielnej strzelaniny hasło to stało się tam popularnym wezwaniem do władz o wprowadzenie przepisów ograniczających w kraju dostęp do broni palnej.

 

Trump krytykowany za "podżegający język w debacie publicznej"

 

W Dayton Trump spotkał się również z przedstawicielami lokalnych władz z Partii Demokratycznej. Rzeczniczka Białego Domu Stephanie Grisham scharakteryzowała spotkanie jako "bardzo ciepłe" oraz podkreśliła, że żadna z rannych osób, z którymi prezydent rozmawiał w szpitalu, w rozmowie z nim nie poruszyła tematu kontroli broni palnej.

 

Jednak po konferencji prasowej dwojga Demokratów, senatora Sherroda Browna i burmistrz Dayton Nan Whaley, na której oboje skrytykowali Trumpa za - ich zdaniem - podżegający język w debacie publicznej, a Brown dodatkowo zarzucił mu "wykorzystywanie w wypowiedziach podziałów na tle rasowym", Grisham oceniła ich wystąpienie jako "nieszczerą konferencję prasową (zwołaną) w imię partyjnej polityki".

 

Następnie Trump z pierwszą damą na pokładzie Air Force One udali się do El Paso. Podczas lotu prezydent opublikował na Twitterze zdjęcia przedstawiające ich oboje podczas wizyty w szpitalu w Dayton. "Ludzie, z którymi spotkałem się w Dayton, są najwspanialsi!" - napisał.

 

 

Prezydent USA odwiedził rannych

 

W El Paso przy zaostrzonych środkach bezpieczeństwa udał się do szpitala, gdzie przebywają ranni. Strzegący porządku funkcjonariusze wyposażeni byli w broń długą i sprzęt do tłumienia zamieszek.

 

Także w El Paso wzdłuż trasy przejazdy prezydenckiej kawalkady ustawili się ludzie, trzymający tablice z napisami "Wracaj do domu, rasisto". Około 200-osobowy tłum zebrał się przed szpitalem, domagając się przepisów ograniczających dostęp do broni palnej i walki ze zwolennikami teorii o wyższości białej rasy, a także oskarżając prezydenta o pogłębianie swoimi wypowiedziami podziałów społecznych.

 

Wcześniej w środę (czasu miejscowego) Biały Dom zaprosił firmy internetowe i koncerny technologiczne do udziału w zaplanowanej na piątek debacie na temat skłaniającemu się ku przemocy ekstremizmowi w sieci. Na razie nie wiadomo, jakie firmy zostały zaproszone. Obecność Trumpa na spotkaniu nie jest spodziewana.

 

Strzelaniny w Ohio i Teksasie

 

W sobotę 21-letni mężczyzna otworzył ogień do ludzi w centrum handlowym w El Paso; według władz zbrodnia była motywowana nienawiścią na tle rasowym - wśród zabitych są Meksykanie, a krótko przed atakiem w internecie pojawił się ksenofobiczny "manifest". Sprawcę ujęto, może mu grozić kara śmierci.

 

Kilkanaście godzin później 24-latek zaczął strzelać do przechodniów w śródmieściu Dayton; zginął zastrzelony przez policjantów patrolujących okolice.

 

W strzelaninach zginęło łącznie co najmniej 31 osób, w tym siostra jednego z napastników, a blisko 60 zostało rannych.

wka/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze