Wicemiss Polonia żyje w strachu. Twierdzi, że jest nękana przez byłego partnera

Polska

Była Wicemiss Polonia Aleksandra Szczęsna twierdzi, że jest nękana przez byłego partnera. Ten ma już dwa prawomocne wyroki: za znęcanie się nad nią oraz założenie podsłuchu w jej domu. Teraz kobieta oskarża go o uporczywe nękanie. Były partner twierdzi natomiast, że walczy jedynie o dziecko i swoje dobre imię. Zobacz materiał "Interwencji".

Aleksandra Szczęsna to Wicemiss Polonia z 2012 roku. W listopadzie 2016 roku rozstała się ze swoim partnerem, z którym ma 3-letniego syna. Według niej, powodem rozstania było psychiczne znęcanie się nad nią. Łukasz M. został za ten czyn skazany prawomocnym wyrokiem. Drugi otrzymał za zamontowanie w domu pani Aleksandry podsłuchu.

 

- Łukasz powiedział, że już widzi te tytuły w gazetach: "Miss Polonia porwała dziecko", że każdy się dowie, jaka jestem, że nie będę miała pracy, że będę jadła chleb ze smalcem, że zepsuje mi opinię w mediach - mówi Aleksandra Szczęsna. Według niej były partner współpracował z detektywem Krzysztofem Rutkowskim.

 

"Według detektywa miała zajmować się sutenerstwem"

 

- Aleksandra Sz., 26-letnia miss Polonia. Kobieta o twarzy o anioła, można powiedzieć, ma w ciele diabła - mówił Rutkowski na konferencji prasowej.

 

Były partner miss Łukasz M. twierdzi, że to on czuje się zaszczuty przez panią Aleksandrę. - Wyzywają mnie od sprawców przemocy, bo lecę na wyroku, który jest niesłuszny - zapewnia mężczyzna.

 

Sprawą Aleksandry Szczęsnej redakcja programu "Interwencja" zajmowała się w grudniu 2018 roku. Kilka miesięcy wcześniej kobieta została publicznie oskarżona przez Krzysztofa Rutkowskiego o udział w tzw. aferze dubajskiej.

 

- Miałam wtedy 14, 13 lat. Według detektywa miałam zajmować się sutenerstwem - mówi była wicemiss.

 

- Owszem, dotarły do mnie jakieś informacje, które były bardziej złośliwe pod kątem pani Aleksandry, aniżeli realnym udziałem jakoby miałaby kogokolwiek wysyłać do Dubaju. Jeżeli pani Aleksandra poczuła się w jakikolwiek sposób dotknięta, mogę powiedzieć "przepraszam" - zapewnia Rutkowski.

 

Policjanci pozorowali interwencję, próbowali dostać się do domu

 

Pani Aleksandra informuje reporterów "Interwencji", że od ich ostatniego spotkania niewiele się zmieniło i wciąż jest prześladowana.

 

- Ostatnio była taka sytuacja, że policjanci przyjechali do mnie pozorując czynności służbowe. Podjechałam pod moją posesję, a dwóch panów szarpało za furtkę, za bramę. Próbowali się dostać na posesję. Zajechałam i zapytałam, w czym mogę pomóc. Oznajmili, że szukają pani Aleksandry Szczęsnej, że są z donosu - relacjonuje była wicemiss.

 

- Jeden się wylegitymował, drugi schował legitymację. Byli poddenerwowani, jeden z nich cały czas odchodził i rozmawiał przez telefon. Stwierdziliśmy z moim partnerem, że trzeba zadzwonić na policję i sprawdzić zasadność tej interwencji. Oni twierdzili, że przyjechali z Komendy Stołecznej Policji z Warszawy. Zdziwiłam się, bo mieszkam w Radomiu. Bardzo chcieli wejść do mojego samochodu. Ja się oczywiście nie zgodziłam - dodaje pani Aleksandra.

 

Po krótkiej chwili policjanci zostali zatrzymani. Okazało się, że rzeczywiście są oni z Komendy Stołecznej Policji, ale żadne doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez panią Aleksandrę nigdy do nich nie wpłynęło.

 

- Przyjeżdżając do Radomia i nie mając ku temu kompetencji, pozorowali czynności służbowe informując pokrzywdzoną, że wpłynęło doniesienie o popełnieniu przestępstwa i że podejmują działania w związku z tym. Zadawali pytania z życia prywatnego. Domagali się wejścia do jej samochodu, do domu. Prokurator uznał, że działali na szkodę pokrzywdzonej, a dodatkowo w celu osiągnięcia korzyści majątkowej - mówi Beata Galas z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

 

"Sytuacja, jak z kryminału"

 

- Sytuacja wręcz niebywała, powiedziałbym, że z jakiegoś kryminału. Autentyczni policjanci, jeden z bronią palną, byli na tam na skutek określonego zlecenia. Są tutaj pewne podejrzenia, prokuratura je wyjaśnia. Powiem nieoficjalnie, że jest to związane z pewnymi działaniami najsłynniejszego detektywa bez licencji - Krzysztofa R. Mam nadzieję, że te powiązania zostaną ujawnione - mówi mecenas Rafał Rogalski, pełnomocnik Aleksandry Szczęsnej.

 

Redkacja "Interwencji" skontaktowała się z Krzysztofem Rutkowskim. Zaprzeczył, że miał cokolwiek wspólnego z interwencją policjantów z Komendy Stołecznej Policji. Reporterzy próbowali też skontaktować się z samymi funkcjonariuszami, którzy na czas trwania postępowania zostali zawieszeni. Żadnego z nich nie zastali w miejscu zamieszkania. Rzecznik Komendy Stołecznej Policji nie chciał komentować sprawy.

 

Sytuacją Aleksandry Szczęsnej zainteresowała się też pani Katarzyna Dacyszyn, która pomaga ofiarom nękania. Wcześniej sama przez 10 lat zmagała się ze stalkerem, a jej sytuacja była wielokrotnie bagatelizowana. W 2017 roku prześladowca oblał ją w sądzie kwasem. Trafił na 25 lat do więzienia.

 

- Ola ma problem ze stalkerem, tylko że ona ma też problem z wymiarem sprawiedliwości, problem z funkcjonowaniem naszego systemu, tak naprawdę - mówi pani Katarzyna.

 

- Przy braku konsekwencji w przypadku kar, które powinny być egzekwowane, eskalacja działań czy ich brutalności będzie się zwiększać. O tym muszą wiedzieć organy sądownictwa w Polsce - dodaje Katarzyna Dacyszyn.

 

- Interwencja policjantów na pewno miała na celu mnie nastraszyć. Przypuszczam, na czyje zlecenie działali ci panowie. Myślę, że jest to niekończąca się historia - mówi pani Aleksandra.

bas/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze