Z wraku "Wilhelma Gustloffa" wydobyto zwłoki Roberta S. - poszukiwanego płetwonurka

Polska
Z wraku "Wilhelma Gustloffa" wydobyto zwłoki Roberta S. - poszukiwanego płetwonurka
Bundesarchiv, Bild 183-H27992 / Sönnke, Hans / CC-BY-SA 3.0

To ciało poszukiwanego od lipca 2012 r. Roberta S., płetwonurka z Poznania, zostało ujawnione i wydobyte z wraku "Wilhelma Gustloffa". Tożsamość mężczyzny została potwierdzona na podstawie odcisku linii papilarnych - poinformował prokurator rejonowy w Lęborku Patryk Wegner. Znajomym mężczyzny może teraz grozić odpowiedzialność karna, bo zaprzeczali, by nurkowali na wrak "Wilhelma Gustloffa".

- Mamy potwierdzoną tożsamość osoby, której ciało zostało ujawnione 6 czerwca we wraku statku "Wilhelm Gustloff" i wydobyte 25 czerwca - poinformował w środę prokurator Wegner.

 

Dodał, że to Robert S., którego zaginięcie zgłoszono w lipcu 2012 r. i w sprawie tej prowadzone było postępowanie.

 

Wegner zaznaczył, że tożsamość mężczyzny została potwierdzona "na podstawie odcisku linii papilarnych po sprawdzeniu w systemie policji". - To pewna metoda identyfikacja. Zlecone badania DNA nie są jeszcze wykonane przez Zakład Medycyny Sądowej w Gdańsku - podkreślił.

 

Prokuratura czeka na opinie biegłych

 

Identyfikacja zwłok pozwoliła na prowadzenie śledztwa już w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci Roberta S., a nie jak dotąd osoby nieznanej.

 

Wegner powiedział, że we wtorek policja poinformowała rodzinę Roberta S. o identyfikacji ujawnionych zwłok.

 

Prokuratura obecnie oczekuje na opinie powołanych w sprawie biegłych, czyli biegłego patomorfologa, biegłego z dziedziny badania wypadków nurkowych oraz biegłego, który wyda opinię na temat komputera nurkowego, który został znaleziony przy ciele płetwonurka.

 

Wegner poinformował, że dla dobra prowadzonego postępowania, prokuratura nie udziela informacji, co do dalszych czynności procesowych, w tym przesłuchania świadków.

 

Zeznali, że nurkowali na "Terrze"

 

W prowadzonym w 2012 r. śledztwie dotyczącym zaginięcia Roberta S. świadkowie, którzy mieli z płetwonurkiem schodzić pod wodę, zeznali, że nurkowali na tankowcu "Terra", a nie na "Wilhelmie Gustloffie", co bez zgody Urzędu Morskiego w Gdyni, byłoby nielegalne.

 

Teraz może im grozić odpowiedzialność karna. Oprócz zarzutów o nieudzieleniu pomocy i składaniu fałszywych zeznań, niewykluczone, że mogą też usłyszeć zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. 

 

6 czerwca br. pracownicy "Baltictech" wykonujący legalnie dokumentację stanu wraku statku "Wilhelm Gustloff", który został zatopiony zimą 1945 r. na wysokości Łeby, natrafili na ciało nurka. Jak ocenili, stan zwłok wskazuje na to, że pozostawały one w tym miejscu od kilku lat. O znalezisku powiadomiono policję i prokuraturę. Miejsce odnalezienia zwłok zostało oznakowane bojką.

 

Ciało płetwonurka 25 czerwca wydobyła z wraku statku załoga jednostki Marynarki Wojennej ORP Lech z Gdyni.

 

Zginęło kilka tysięcy osób

 

30 stycznia 1945 r. płynący z Gdyni statek "Wilhelm Gustloff" został storpedowany przez radziecki okręt podwodny i zatonął na wysokości Łeby. "Gustloffem" płynęło, według różnych źródeł, od ponad 6 do 10 tys. osób - głównie niemieckich cywilów. Z katastrofy uratowano ok. 1200 rozbitków.

 

Wrak leży na dnie morza, na głębokości 45 m, kilkanaście mil na północny wschód od Łeby. Statek był wielokrotnie przeszukiwany przez wyspecjalizowane jednostki, które dostarczyły informacji na temat m.in. jego zniszczeń. Był też wielokrotnie nielegalnie plądrowany i grabiony. W 1994 r. Polska uznała wrak "Wilhelma Gustloffa" za mogiłę wojenną, co wiąże się z zakazem nurkowania nie tylko na sam statek, ale też w promieniu 500 m od niego.

bas/grz/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze