Spadł z około 30 metrów. Życie uratowała mu poduszka powietrzna [WIDEO]

Polska

39-latek, który podczas skoku na bungee w gdyńskim parku zsunął się z uprzęży, leży w szpitalu. Skoczek ma urazy kręgosłupa szyjnego, barku i obrażenia wewnętrzne. Policja wszczęła postępowanie i zabezpieczyła linę, uprząż oraz inne elementy użyte w czasie skoku. Sprawdzą je biegli. [WIDEO]

- Wypadek miał miejsce w niedzielę około godz. 18 w Parku Rady Europy, gdzie od jakiegoś czasu stoi wysoki na około 90 metrów dźwig, z którego chętni mogą skoczyć na bungee - poinformował as. szt. Jarosław Biały, p. o. oficera prasowego Komendy Miejskiej Policji w Gdyni.

 

W czasie skoku, korzystający z tej atrakcji mężczyzna, spadł na rozłożoną na ziemi poduszkę powietrzną, odbił się od niej, po czym zsunął się z niej na ziemię. Biały poinformował, że do upadku doszło w momencie, gdy mężczyzna miał do przebycia mniej więcej jedną trzecią odległości dzielącej go od ziemi.

 

 

"Dzięki naszej zapobiegliwości nie doszło do tragedii"

 

- Spadł nie na środek tej poduszki, tylko z mojej perspektywy było tak, że otarł się o tę poduszkę i wylądował na ziemi - powiedziała "Wydarzeniom" Nikola Borowiec, świadek zdarzenia. 

 

Po upadku mężczyzna był przytomny.

 

- Trafił do szpitala, w którym nadal przebywa. Doznał m. in. urazu kręgosłupa szyjnego, barku, a także śledziony - powiedział Biały.

 

Lokalne media początkowo informowały, że mężczyzna ma złamany kręgosłup. Doniesienia te zdementowała na Facebooku firma Bungeeclub - organizator atrakcji.

 

 

W komunikacie firma poinformowała, że jako jedyna w Polsce używa profesjonalnego skokochronu - rodzaju poduszki powietrznej. "Właśnie dzięki niej i naszej zapobiegliwości nie doszło do tragedii" - zapewniają przedstawiciele firmy.

 

Organizatorzy skoków wyjaśnili, że działają zgodnie z procedurami, a sprzęt był wysokiej jakości i został należycie sprawdzony.

 

- Mam pretensje do siebie, że doszło do takiego zdarzenia. Nie przewidziałem tego, nie byłem w stanie tego przewidzieć - powiedział w rozmowie z "Wydarzeniami" Krzysztof Mazur, instruktor skoków na bungee.

 

Policja zabezpieczyła linę

 

Biały przekazał, że policjanci, którzy w niedzielę udali się na miejsce zdarzenia, przesłuchali zarówno świadków wypadku, jak i pracowników firmy organizującej skoki.

 

Wyjaśnił, że funkcjonariusze zabezpieczyli też linę, uprzęż i inne elementy użyte w czasie skoku. Mają one zostać przekazane biegłym, którzy spróbują określić, jak doszło do wypadku, w tym czy doszło do zerwania liny czy też zawiódł inny element oprzyrządowania. Według wstępnych informacji lina nośna nie została zerwana. Organizatorzy twierdzą, że to właśnie ona zawiodła.

 

Oficer zaznaczył, że postępowanie w tej sprawie prowadzone jest pod kątem art. 160 Kodeksu Karnego dotyczącego narażenia człowieka na utratę życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

 

Od niedzielnego wieczora bungee w Parku Rady Europy nie działa: o zawieszeniu działalności zdecydowała firma Bungeeclub.

bas/hlk/ PAP, Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze