Po pięciu miesiącach wyszedł z aresztu. Schudł 25 kg, pozywa Vegę

Polska

- Skupiałbym się na skończeniu studiów za granicą - powiedział były rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz pytany w "Wydarzeniach i Opiniach", czy zmieniłby coś w sowim życiu. Przyznał, że schudł 25 kg i "chciałby szybciej osiągnąć dzisiejszą wagę". Misiewicz w areszcie spędził 5 miesięcy, miał działać na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej, spółka miała stracić ok. 0,5 mln zł.

- Czuję się lepiej, myślę, że wyglądam korzystniej - powiedział Bartłomiej Misiewicz w rozmowie z Bogdanem Rymanowski. Przyznał, że w areszcie schudł 25 kg. - To chyba jedyna pozytywna rzecz z tych 5 miesięcy w izolacji - dodał. 

 

Mówiąc o tym, czy zmieniłby coś w swoim życiu stwierdził, że "skupiałby się na skończeniu studiów za granicą". - Ale jestem dumny, że ukończyłem licencjat, robiłem studia magisterskie, robiłem studia podyplomowe. No niestety, na dzisiaj jestem rok w plecy - przyznał Misiewicz. 

 

- Ale czy czegoś by pan nie zrobił? - sprecyzował Bogdan Rymanowski. 

 

Misiewicz: moja sprawa jest dziwna

 

- Czy czegoś żałuję? Przed pewnymi rzeczami bym się bronił - powiedział były rzecznik MON po namyśle. - Ale z zadań, które otrzymywałem, jestem dumny - że mój przełożony, że kierownictwo miało do mnie na tyle duże zaufanie, że te zadania wykonam - uzupełnił zapewniając, że "podjąłby się ich jeszcze raz". Wskazał m.in. na Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO. 

 

- Troszkę jest za wcześnie, żebym mógł to w ten sposób oceniać i się wypowiadać - powiedział Misiewicz pytany, czy ma poczucie żalu za areszt. Jego zdaniem "sprawa jest dziwna". 

 

Dopytywany, co jest dziwnego w jego sprawie odparł, że nie może w tej chwili o tym mówić. - Nie chcę dać prokuraturze satysfakcji zagarnięcia, przejęcia tych 100 tys. zł kaucji, nie chciałby się narazić na odpowiedzialność karną ujawniając informacje ze śledztwa - wyjaśniał.  

 

"Czuję się niewinny. I wiem, że jestem niewinny"

 

- Czuję się niewinny - podkreślił Bartłomiej Misiewicz. - I wiem, że jestem niewinny - dodał szybko. 

 

- W aresztach i w więzieniach - tam wszyscy czują się niewinni - zauważył Bogdan Rymanowski. 

 

- Tego nie wiem, bo nie miałem styku z innymi osadzonymi - zapewniał były rzecznik MON. - Wiem tylko, że dotychczasowe doświadczenie pokazuje, że jak ktoś jest winny i są na niego dowody, to wychodzi z aresztu szybko i szybko sprawa trafia do sądu - przekonywał. 

 

Bartłomiej Misiewicz powiedział, że nie wie, dlaczego usłyszał zarzuty. - W przypadku tych dwóch zarzutów, które mam postawione, jako podejrzany, ze strony prokuratury - powtarzam raz jeszcze: jestem niewinny i będę chciał to przed sądem udowodnić - powiedział. 

 

"Noszę ogromną miłość do bliźnich"

 

Gość "Wydarzeń i Opinii" skomentował ocenę komisji powołanej przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, która stwierdziła, że nie miał on (Misiewicz) żadnych kompetencji do zajmowania stanowisk, na które go powołano. - Nie noszę w sobie żadnego żalu. Za to noszę ogromną miłość do bliźnich, w przeciwieństwie do wielu osób publicznych - powiedział były rzecznik resortu obrony. 

 

Misiewicz wyjasniał, że nie wie, jak zachowałby się na miejscu kierownictwa partii "w sytuacji takiego silnego ataku, którego nie można odeprzeć na argumenty merytoryczne". 

 

- Końcowe oświadczenie publiczne wygłoszone przez członków tej komisji (powołanej przez prezesa PiS) budzi moje zdziwienie - przyznał ostatecznie. - Ale to nie jest kwestia żalu, złości - mówił.   

 

"13 lat zajmowałem się działalnością polityczną"

 

Bogdan Rymanowski zapytał również, czy dotknęły go sceny z filmu Patryka Vegi "Polityka", które zostały ujawnione, a w których występuje postać rzecznika MON. - 13 lat zajmowałem się działalnością polityczną, dość długo też pracowałem z mediami, więc to nie jest na zasadzie, że coś mnie dotyka - mówił były rzecznik resortu obrony. - Natomiast mnie oburza, bulwersuje, ale też dziwi, że dzisiaj, już będąc dwa lata poza działalnością polityczną, publiczną, zainteresowanie moją osobą w ogóle nie gaśnie - mówił. 

 

- Trzy tygodnie jestem na wolności, codziennie czytam inny artykuł na swój temat. Jestem zdziwiony. Nikt z dziennikarzy o nic mnie nie pyta, a sami sugerują, lepiej wiedzą w czym chodzę ubrany, z kim się spotykam, kto na mnie czeka, co planuję w przyszłości. To robi na mnie ogromne wrażenie - ironizował. 

 

"Granica między twórczością artystyczną a ludzką godnością" 

 

- Naprawdę lubię dobre, mocne kino. Obejrzałem pierwszego "Pitbulla" - mówił nawiązując do jego postaci w filmie Patryka Vegi. - Ale nikt, nawet twórca dzieł artystycznych, nie ma prawa naruszać czyjejś godności, czy kogoś obrażać. Pan Vega tego własnie się dopuścił - sprecyzował powód skierowania pozwu przeciwko reżyserowi - domaga się 1 mln zł odszkodowania.  

 

- Sąd będzie mógł ocenić, gdzie jest granica między twórczością artystyczną a ludzką godnością - uznał Misiewicz.  

 

Opinię samego reżysera, który niedawno uznał, że wypuszczenie z aresztu Misiewicza zostało zaaranżowane, by jego rękami zablokować premierę filmu, bo politykom PiS nie wypadało tego zrobić, były rzecznik MON skomentował: - Teza skandaliczna, absurdalna. Na wolność wyszedłem, bo tak zdecydował niezawisły sąd. 

 

Przy okazji podziękował Rzecznikowi Praw Obywatelskich, za to, że "stanął w mojej obronie, w obronie moich praw konstytucyjnych". Przypomniał, że jego rodzice wpłacili kaucję, a prokuratura nadal stosowała areszt. - Gdyby nie Rzeczni, gdyby nie media - dziwne, że media prawicowe zaspały - zapewne dalej byłbym w areszcie - wyjaśniał.    

 

Zwrócił natomiast uwagę na inną część wypowiedzi Vegi, który zapowiedział, że jeśli sąd zablokuje premierę filmu "Polityka", to wyemituje go z chińskich serwerów. - Pan Vega pokazuje, że w ogóle nie liczy się z opinią sądu - ocenił Bartłomiejowi Misiewiczowi. - Mam nadzieję, że sąd z tą wypowiedzią się zapozna - dodał. 

 

"Sceny są skandaliczne, nie poparte niczym"

 

- Sceny są skandaliczne, nie poparte niczym - skomentował fragmenty filmu, w których postać wzorowana na jego osobie, bierze kokainę i ma romans z kimś, kto przypomina Antoniego Macierewicza.  

 

- Ja mam 29 lat, ja chcę skończyć studia, założyć rodzinę, chcę żyć w tym kraju i nie chciałbym, żeby moje dzieci, moje wnuki kiedykolwiek w internecie musiały odszukiwać taką fantastyczną twórczość - tak Misiewicz wyjaśniał powód skierowania pozwu przeciwko Vedze. 

 

Dotychczasowe odcinki "Wydarzeń i Opinii" można oglądać tutaj.

grz/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze