Remont drogi, który uderzył w mieszkańców. "Biorę leki nasenne, muszę się wysypiać, a nie mogę"

Polska

W Lipkach Wielkich (woj. lubuskie) drogowcy przenieśli przystanek pod sam dom niepełnosprawnej kobiety, skazując ją na życie w hałasie i utrudniając dojście do chodnika. Trotuar dodatkowo podniesiono, przez co deszczówka spływa wprost do domów innych mieszkańców. Materiał "Interwencji".

W tym roku przeprowadzono remont drogi biegnącej przez Lipki Wielkie. Część mieszkańców nie jest zadowolona z efektów. Twierdzą, że wprowadzone zmiany są nieprzemyślane.

 

"Do korytarza wpływała woda"

 

- Stary chodnik był niżej. Po podłączeniu rury odwadniającej chodnik został podniesiony o 1,2 m. Spad został zrobiony bez kratki. Jak burza była, to do korytarza wpływała woda – powiedział dziennikarzom "Interwencji" Andrzej Kozłowski.

 

- Mam syna niepełnosprawnego. Kiedy się zbliżam do budynku, wózek mi samoczynnie zjeżdża. Nie mamy wyjścia z furtki, bo jest wysoka górka, więc wychodzimy przez bramę – dodała Monika Kozłowska.

 

- Wiem, że jakieś poprawki zostały wykonane, będziemy badać sytuację, jeśli dalej będzie występować, będziemy robić wszystko, żeby tę uciążliwość zlikwidować – zapewnił Paweł Tonder, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Zielonej Górze.

 

Dom odcięty przez przystanek

 

Pani Małgorzata jest osobą niepełnosprawną od urodzenia. Ma problem z samodzielnym poruszaniem się. Potrzebuje pomocy drugiej osoby. Uważa, że remont drogi znacznie utrudnił jej życie.

 

- Zawsze miałam problemy z poruszaniem się, jestem po dwóch operacjach, a w styczniu złamałam nogę i teraz chodzę o chodziku, tylko z czyjąś pomocą – opowiadała pani Małgorzata. Posesja kobiety została odcięta od chodnika przez przystanek, który tam przeniesiono. Uciążliwości z tym związanych jest więcej.

 

- Od godziny 5:00 niemalże do samego wieczora, co godzinę stają autobusy. Ja jestem na lekach uspokajających, biorę leki nasenne, muszę się wysypiać, a nie mogę. Od rana warkot, rozmowy – wyliczyła pani Małgorzata.

 

Lokalizacja przystanku "zgodna z rozporządzeniem"

 

Przed remontem przystanek znajdował się kilkaset metrów dalej i nikomu nie przeszkadzał. Mieszkańcy nie potrafią zrozumieć, dlaczego jego lokalizacja została zmieniona. O pomoc poprosili wójta gminy Santok.

 

- Gmina nie jest właścicielem drogi wojewódzkiej, właścicielem jest marszałek, zarządza zarząd. To jest adres właściwy, żeby rozmawiać na temat ewentualnych zmian i polepszenia warunków dla mieszkańców – odpowiedział Paweł Pisarek, wójt gminy Santok.

 

- Zgodnie z przepisami przystanki muszą być wykonane w tzw. szyku przeciwstawnym, w związku z czym to była lokalizacja, która umożliwiała nam zgodnie z rozporządzeniem wykonanie tej zatoki autobusowej – tłumaczył Paweł Tonder, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Zielonej Górze.

 

Konsultacje były osiem lat temu

 

 Mieszkańcy pisali do zarządu dróg w Zielonej Górze. Zgłaszali skargi. Zarząd twierdzi, że wszystko zostało wykonane zgodnie z projektem i przepisami, a mieszkańcy muszą przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Twierdzi też, że odbyły się konsultacje społeczne.

 

- Nikt się z nami nie konsultował. Siostra dostała odpowiedź z Zielonej Góry, że konsultacje były 8 lat temu i nikt nie miał sprzeciwu, że przystanek ma być koło naszego domu. 8 lat temu, to nie wiadomo gdzie ja byłam, może za granicą, może w szpitalu. Wszystko zgodnie z planem, nic nie mamy do gadania – skomentowała Eulalia Sobczak.

 

- Wszelkie możliwe utrudnienia staraliśmy się zlikwidować, żeby mieszkańcy mieli dobry dostęp do infrastruktury i tak to zostało wykonane. Nie ma możliwości przeniesienia tego przystanku – mówił Paweł Tonder, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Zielonej Górze

wka/ "Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze