Poprawili wjazd, który zniszczyli drogowcy. Dostali 60 000 zł kary

Polska

- Chyba droższego wjazdu w Europie nie ma nikt. 60 000 zł za 16 metrów kwadratowych. Tam się w głowie komuś pomieszało - mówi reporterce "Interwencji" Andrzej Olczak o wysokości kary nałożonej za wyremontowanie wjazdu na posesję. Mężczyzna ma pozwolenie na wjazd, ale według urzędników nie miał zgody na zajęcia pasa drogowego. Poprzedni wjazd zniszczyli Olczakom drogowcy podczas remontu drogi.

To miało być spełnienie marzeń państwa Olczaków. Po latach życia w bloku, 70-letni dziś pan Andrzej i jego trzy lata młodsza żona zamarzyli o maleńkim domku pod miastem. W 2003 roku kupili więc działkę w miejscowości Mazury koło Bełchatowa.

 

Państwo Olczakowie twierdzą, że wraz z pozwoleniem na budowę domu, uzyskali pozwolenie na budowę zjazdu z drogi. Na początek go utwardzili. Wszystko było dobrze aż do 2016 r., kiedy przed ich domem prowadzono roboty drogowe.

 

"Sam go robiłem"

 

- Przed rozkopaniem we wjeździe był asfalt, który sam go robiłem. Przywiezioną zrywkę rozpuszczałem palnikiem do klejenia papy na gorąco i walcem równałem. Cały wjazd rozwalili - opowiada Andrzej Olczak.

 

- Później nasypali ziemię, byle jakiej jakości żwir, który się rozlasował i zrobiło się błoto za parę miesięcy – mówi Elżbieta Olczak.

 

- Zdecydowaliśmy się położyć w tym miejscu kostkę. Żeby był asfalt zrobiony tak, jak był poprzednio, to bym tam za bramą nie ruszał, a kostkę założył tylko do bramy - opowiada pan Andrzej.

 

W maju 2018 roku państwo Olczakowie położyli kostkę. Nowym zjazdem długo się nie nacieszyli. W grudniu 2018 r. Powiatowy Zarząd Dróg nałożył na nich karę prawie 60 000 zł.

 

- Karę nałożono, bo tak przewiduje prawo. Państwo Olczakowie wybudowali zjazd bez wymaganych przez zarządcę drogi zezwoleń – tłumaczy Jerzy Michalak z Powiatowego Zarządu Dróg w Bełchatowie.

 

"Wulgarny sposób"

 

- Byłem pewny, że jestem na prawie, że miałem wjazd, więc wolno mi go wyremontować. Jak można zabronić tego komuś, komu zniszczyli wjazd drogowcy – dziwi się pan Andrzej.

 

Okazuje się, że państwo Olczakowie mieli pozwolenie na budowę zjazdu, ale nie wystąpili o zezwolenie na zajęcie pasa drogowego. Starsi państwo mają do urzędników żal, że ich nie poinformowali podczas kontroli. Ci bronią się, że przyszli do Olczaków po donosie jednego z sąsiadów, a Olczakowie współpracować nie chcieli.

 

- Państwo Olczakowie nie uczynili na etapie postępowania nic, żeby dać sobie pomóc. W sposób bardzo niegrzeczny, wręcz wulgarny, wypraszali pracowników ze swojej posesji – twierdzi Jerzy Michalak z Powiatowego Zarządu Dróg w Bełchatowie.

 

- Myśmy tylko chcieli, żeby nam wygodnie i ładnie było, od drogi też. Bo jak się jedzie, to jest ładnie – tłumaczy pani Elżbieta.

 

Kara i zgoda na przebudowę 

 

Dziś zjazd państwa Olczaków jest w pełni legalny, bo prócz kary dostali także… zgodę na jego przebudowę. Ale karę zapłacić muszą. Tyle że na to emeryci pieniędzy nie mają.

 

- Byłbym w stanie to zrozumieć, gdyby ktoś zajął pas drogowy na przykład urządzając tam komis samochodowy. Tutaj bez wątpienia państwo Olczakowie żadnej korzyści nie odnieśli, nie zarobili na tym ani grosza, co więcej - działali w kierunku takim, aby naprawić to, co zostało zniszczone podczas budowy drogi powiatowej - komentuje Przemysław Sasin, adwokat, pełnomocnik państwa Olczaków.

 

- Te niedopełnione przez państwa Olczaków procedury powodują teraz takie, a nie inne efekty. Nas oczywiście nie cieszy w żaden sposób ta kara, to jest pierwszy przypadek w historii istnienia Powiatowego Zarządu Dróg, nie jesteśmy organem represyjnym i od karania - mówi Krzysztof Borowski ze Starostwa Powiatowego w Bełchatowie.

 

"Kara musi być dotkliwa" 

 

- No, niech by było 1000, 2000 zł kary czy coś, ale nie 60 000 zł. Ludzie, gdzie my żyjemy? To są kary z kosmosu - ocenia pan Andrzej.

 

- Gdyby kara była bardzo łagodna i niewspółmierna do obciążeń, to wówczas nie byłoby tej kary, czyli tak ustanowiono, że kara musi być dotkliwa – odpowiada Jerzy Michalak z Powiatowego Zarządu Dróg w Bełchatowie.

 

- Kary nie zapłacę, nie mam skąd. Przyślą komornika, czy urząd skarbowy, zlicytują, a ja pójdę mieszkać pod most – podsumowuje pan Andrzej.

 

ZOBACZ TEŻ - "Interwencja": pomagał w usuwaniu skutków nawałnicy. Dziś sam ma poważne kłopoty

 

maw/ml/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze