"Dysponujemy paszportem 5-letniego Dawida. Wątek wschodniej granicy jest mało prawdopodobny"

Polska

Służby sprawdzają, czy 5-letni Dawid Żukowski z Grodziska Mazowieckiego, który zaginął w środę, nie został wywieziony za granicę. Dziecko ma podwójne obywatelstwo: polskie i rosyjskie.

Poszukiwania 5-letniego Dawida trwają już ponad 30 godzin. Policjantów wspierają strażacy i żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej.

 

Rzecznik KGP Mariusz Ciarka poinformował na antenie Polsat News, że chociaż policja dysponuje paszportem zaginionego chłopca, sprawdzane są wszystkie możliwe wersje, także te zakładające, że dziecko mogło być wywiezione za granicę.

 

- Współpracujemy ze Strażą Graniczną. Dysponujemy paszportem tego chłopca, więc wątek, że dziecko mogło zostać wywiezione za wschodnią granicę jest bardzo mało prawdopodobny. Jest to jednocześnie granica zewnętrzna Unii Europejskiej, gdzie są jeszcze kontrole graniczne, a więc ta granica jest bardzo szczelna – powiedział Ciarka.

 

Psy tropiące nie podjęły tropu

 

Policjant przekazał również, że w związku z doniesieniami, że chłopiec przed zaginięciem mógł być z ojcem na lotnisku Okęcie, sprawdzono również, czy nie wyleciał gdzieś samolotem.

 

Ciarka poinformował, że poszukiwania prowadzone są głównie na terenie Grodziska Mazowieckiego i warszawskiego Okęcia. Przeszukano m.in. teren przy torowisku, gdzie zginął ojciec Dawida, jak i miejsce, gdzie znaleziono porzucony samochód. Pracowały tam wyszkolone do poszukiwań psy. Żaden z nich nie podjął tropu.  

 

- Użyto kilku psów, bo tak zawsze działamy, że jeżeli jeden pies nie podejmie tropu, to być może inny pies będzie bardziej skuteczny. Jak zaznaczył, policja współpracuje ze wszystkimi służbami, wykorzystując wszystkie możliwości i sprzęt, aby zrealizować cel, którym jest jak najszybsze odszukanie chłopca.

 

Policjant potwierdził również, że rodzina dziecka przebywa na terenie polski od ponad 20 lat, a zaginiony 5-latek, chociaż urodził się w Polsce, to ma podwójne obywatelstwo. - Ta rodzina wiele lat temu przyjechała do Polski i tak naprawdę chłopiec posiada podwójne obywatelstwo - polskie i rosyjskie - powiedział. - Obywatelstwo rosyjskie ma pewnie po mamie, która cały czas je posiada - dodał.

 

Policjant zapewnił, że poszukiwań chłopca nie przerwano "nawet na minutę". Według niego, gdy część policjantów musiała przerwać w nocy poszukiwania, aby odpocząć, Dawida szukali inni policjanci ze specjalistycznym sprzętem.

 

Chłopca szukają policjanci w całym kraju

 

Mimo, że akcja poszukiwawcza prowadzona jest głównie w okolicach Warszawy, o zaginięciu chłopca zostali poinformowali policjanci w całym kraju.

 

- Wszystkie nasze informacje wskazują, że trzeba się skupić na tym obszarze, co nie wyklucza, że policjanci w innych częściach kraju oczywiście też muszą zwracać uwagę - przekazał rzecznik.

 

Jak dodał, o sprawie zaginięcia dziecka został poinformowany "każdy policjant pełniący służbę".   

  

- Zawsze kiedy mamy do czynienia z zaginięciem i nie tylko z tym, ale z każdym zaginięciem, do każdej jednostki w kraju przez system informatyczny przekazywany jest komunikat - powiedział Ciarka. Jak dodał, informacja ta została wysłana do każdej jednostki w kraju jeszcze zanim o sprawie zostały poinformowane media.

 

Mimo zaangażowania służb w sprawę, do tej pory nie nastąpił przełom. Dlatego policja apeluje do wszystkich, którzy mają jakieś informacje o zaginięciu dziecka o kontakt.

 

- Ostatnie osoby, które widziały chłopca to byli sąsiedzi i rodzina, którzy widzieli chłopca jak wsiada z ojcem do samochodu. Później świadków bezpośrednich, którzy widzieli chłopca niestety brakuje, stąd też apel aby osoby, które mogą cokolwiek wnieść do sprawy zgłaszały się do nas - zaapelował na antenie Polsat News.   

 

- Sprawdzamy każdy trop. Nie ma możliwości, żebyśmy powiedzieli komuś, że czegoś nie sprawdzimy, że coś dla nas jest niewiarygodne. Każdą nawet najmniej wiarygodną informację my bardzo dokładnie sprawdzamy. Wolimy tych czynności wykonać więcej, niż cokolwiek przegapić - dodał. 

 

"Przeszukujemy sektor po sektorze"

 

Policjant zaapelował również do kierowców samochodów.  

 

- Warto przejrzeć kamerki samochodowe, czy nie zarejestrowały samochodu, którym poruszał się ojciec dziecka. Coraz częściej kierujący mają samochody wyposażone w te urządzenia rejestrujące - powiedział.

 

- Ten samochód nie musiał się poruszać. On mógł stać gdzieś na poboczu, mógł stać gdzieś przy parkingu leśnym - dodał. 

 

Ciarka zwrócił uwagę, że apel ten jest szczególnie skierowany do kierowców, którzy w środę po południu poruszali się trasą Okęcie - Grodzisk Mazowiecki. Z informacji policji wynika, że właśnie na tej trasie logował się telefon ojca chłopca.   

 

- Ale nie sugerujmy się tylko tą trasą. Generalnie też wokół Warszawy i w kierunku na Raszyn - dodał. Jak wyjaśnił, z policyjnych doświadczeń wynika, że chociaż lokalizacje telefonu są zazwyczaj bardzo dokładne, to czasami zdarzają się błędy. - Z tym zasięgiem też bywa różnie. Być może telefon utracił zasięg, nie logował się w danym momencie. My przeszukujemy sektor po sektorze praktycznie każdy teren, gdzie się tylko ten mężczyzna pojawiał - dodał. 

dk/luq/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze