Trump: uzgodniliśmy z Kimem, że powołamy zespoły do negocjacji; sankcje pozostaną

Świat

USA i Korea Płn. powołają zespoły, które w ciągu 2-3 tygodni zaczną negocjacje ws. szczegółów - poinformował w niedzielę prezydent USA Donald Trump po spotkaniu z przywódcą Korei Płn. Kim Dzong Unem. Trump zastrzegł, że amerykańskie sankcje przeciwko Korei Płn. pozostaną w mocy.

To Trump, w sobotę, zaproponował Kimowi krótkie spotkanie i uścisk dłoni. Pjongjang określił to jako "bardzo interesującą propozycję ". Spotkanie w Panmundżom to trzecia rozmowa twarzą w twarz pomiędzy Trumpem a Kimem.

 

Trump na chwilę przekroczył granicę i uścisnął dłoń Kim Dzong Unowi, staąc się pierwszym urzędującym amerykańskim prezydentem, który postawi stopę na północnokoreańskiej ziemi. Gdy znaleźli się po południowej stronie, Kim podkreślił, że Trump jest "pierwszym prezydentem USA, który odwiedził nasz kraj" i ocenił to jako przykład "odwagi i determinacji". Po wypowiedziach dla prasy obaj przywódcy rozpoczęli rozmowy dwustronne za zamkniętymi drzwiami.

 

Trump podkreślił w rozmowie z dziennikarzami, że tempo negocjacji nie jest dla niego najważniejsze, lecz zależy mu na "wszechstronnej, dobrej umowie" z Koreą Płn. - W pewnym momencie to się wszystko wydarzy (...) Nie ma pośpiechu - ocenił.

 

Spotkanie za zamkniętymi drzwiami Trumpa z Kimem odbyło się w południowokoreańskiej części wspólnej strefy bezpieczeństwa przy granicy pomiędzy obiema Koreami; przywódcy rozmawiali około 50 minut.

 

Komentatorzy podzieleni

 

Niespodziewana oferta spotkania w strefie zdemilitaryzowane podzieliła komentatorów. Część oceniła, że takie spontaniczne spotkanie bez wcześniejszego przygotowania może pomóc we wznowieniu dwustronnego dialogu, który załamał się po fiasku lutowego szczytu z udziałem Trumpa i Kima w stolicy Wietnamu, Hanoi.

 

Inni sądzą jednak, że brak przygotowań czyni z tego wydarzenia wyłącznie medialny pokaz i okazję do zrobienia zdjęcia z myślą o wyborach prezydenckich w USA w 2020 roku. To "bezcelowy teatr" - ocenił na Twitterze politolog z Massachusetts Institute of Technology (MIT) Vipin Narang jeszcze przed uściśnięciem sobie dłoni przez obu przywódców.

 

Według agencji AP taki spektakl będzie natomiast cennym osiągnięciem propagandowym dla Kima i jego rodziny, która od dawna bezskutecznie stara się o uznanie na arenie międzynarodowej.

 

- Uścisk dłoni faktycznie wiele znaczy. Przydaje wiele prestiżu i wiarygodności komuś, kto zrobił niewiele albo nic, żeby na nie zasłużyć. Normalizuje (status) reżimu Kimów i sprawia, że utrzymanie go pod presją międzynarodową będzie dla USA o wiele trudniejsze - ocenił analityk z firmy Silvercrest Asset Management i pracownik Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, Patrick Chovanec.

  

Obietnice denuklearyzacji

 

Kim wielokrotnie wyrażał gotowość do rezygnacji z broni jądrowej, ale konkretny harmonogram likwidacji północnokoreańskiego programu nuklearnego nie został ogłoszony. Pjongjang domaga się zniesienia międzynarodowych sankcji gospodarczych, ale Waszyngton wyklucza ustępstwa, dopóki nie zostaną podjęte konkretne kroki w kierunku "całkowitej, możliwej do zweryfikowania i nieodwracalnej denuklearyzacji".

 

W czerwcu Trump informował, że otrzymał list od Kima, oceniając tę korespondencję jako "bardzo ciepłą" i "cudowną". Później osobisty list od Trumpa dostał Kim, który wyraził satysfakcję z jego "doskonałej treści" i zapewnił, że poważnie się nad nią zastanowi. Nie ujawniono więcej szczegółów dotyczących treści tej korespondencji.

 

Strefę zdemilitaryzowaną na granicy pomiędzy dwiema Koreami odwiedzali wszyscy amerykańscy prezydenci od czasu Ronalda Reagana, za wyjątkiem George’a W. Busha, który pojechał tam jako wiceprezydent. Wizyty w strefie, gdzie przywódcy USA fotografowani byli w wojskowych kurtkach, patrzący przez lornetki, były okazją do podkreślania sojuszu USA z Koreą Południową. Agencja AP ocenia, że showman Trump chce przez spotkanie z Kimem przebić swoich poprzedników.

jm/ml/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze