Brakuje miejsc na cmentarzach. Sprawę komplikują przepisy sprzed ponad pół wieku

Polska

Coraz więcej miast zmaga się z problemem braku miejsc na cmentarzach. Samorządowcy apelują by zmienić przepisy dotyczące urn z prochami. Tego rodzaju pochówek jest coraz popularniejszy i zajmuje mniej miejsca, ale przeszkodą jest prawo sprzed 60 lat.

Na nekropoliach powoli zaczyna brakować miejsc, a w przestrzeni miejskiej nie ma możliwości poszerzenia istniejących lub budowy nowych cmentarzy.

 

Z problemem zmagają się nie tylko największe polskie miasta, dotyczy to również mniejszych miejscowości. Tak jest m.in. w 3,5-tysięcznym Kowalu w woj. zachodniopomorskim.

 

Rozwiązaniem mogłyby być kolumbaria, czyli zbiorowe grobowce z niszami na urny z prochami zmarłych. 

 

"Nie należy traktować tak samo kolumbariów jak cmentarzy"

 

Burmistrz Kowala, Eugeniusz Gołembiewski w rozmowie z Polsat News wyjaśnia, że miasto rozbudowało cmentarz i chciało postawić kolumbarium.

 

Jednak na przeszkodzie stanęły archaiczne przepisy, według których od grobu czy kolumbarium do najbliższego budynku powinno być nie mniej niż 150 metrów.  

 

Przepisy uznają urny z popiołem za takie same niebezpieczeństwo, jak ludzkie zwłoki grzebane w ziemi.

 

W Kowalu okazało się, że teren wydzielony na kolumbarium jest za blisko domów, więc w tym miejscu zawsze będzie trawnik, a nigdy nie będzie miejsc grzebalnych.

 

Burmistrz Kowala twierdzi, ze to absurd, bo jak przekonuje, "nie należy traktować tak samo kolumbariów jak cmentarzy".

 

"To jest zupełnie inny świat"

 

Podobnie uważają inni samorządowcy, którzy apelują do Ministerstwa Zdrowia o nowelizację przepisów z 1959 roku dotyczących cmentarzy i chowania zmarłych. 

 

- Ta ustawa ma 60 lat, to jest zupełnie inny świat - przekonuje Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

 

Związek wysłał do Ministerstwa Zdrowia projekt zmian przepisów, ułatwiający budowę kolumbariów, zmniejszający minimalną odległość od domostw do 20 metrów. 

 

Samorządowcy podkreślają, że przepisy dotyczące pochówku pochodzą z epoki, gdy rocznie umierało o 80-procent mniej Polaków niż teraz, a Kościół nie wyrażał zgody na kremację.

 

Tymczasem w dzisiejszych czasach, kremacje są na tyle popularne, że np. w Krakowie już 40 procent pochówków odbywa się w urnach, a w Poznaniu 25 procent.

dk/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze