Rosyjski dziennikarz Iwan Gołunow wyszedł na wolność

Świat
Rosyjski dziennikarz Iwan Gołunow wyszedł na wolność
EPA

Rosyjski dziennikarz śledczy Iwan Gołunow wyszedł na wolność. Reporter dziennikarz we wtorek wieczorem opuścił budynek głównego zarządu śledczego policji w Moskwie. Gołunow podziękował wszystkim za poparcie i powiedział, że musi teraz dojść do siebie.

- Dziękuję za wsparcie. Z trudem jeszcze zdaję sobie sprawę z tego, co się dzieje - przyznał Gołunow. W rozmowie z mediami mówił także, że "sprawiedliwość zwyciężyła", bowiem umorzono wobec niego sprawę karną.

 

Adwokat dziennikarza Siergiej Badamszyn zapowiedział, że obrońcy będą nalegać na zbadanie sprawy dotyczącej działań wobec niego i na ukaraniu winnych.

 

- Mam nadzieję, że śledztwo będzie trwać dalej i nikt już nie znajdzie się w takiej sytuacji, w jakiej znalazłem się ja - mówił Gołunow. Powiedział także, że "najlepszym odszkodowaniem za straty moralne" będzie dla niego to, aby "coś takiego nie działo się już z nikim innym w tym kraju". Kilkakrotnie podczas rozmowy z mediami miał łzy w oczach.

 

"Nie będę badał sprawy"

 

Przed budynkiem policji czekało na niego około stu osób, w tym liczne media. Wyjście Gołunowa na wolność transmitowała na żywo rosyjska telewizja państwowa.

 

Dziennikarz zapowiedział, że będzie kontynuował swoje materiały śledcze. Zastrzegł jednak, że nie będzie badał sprawy związanej ze swoim aresztowaniem, ponieważ byłoby to konfliktem interesów.

 

Gołunow skomentował także zapowiadaną na środę demonstrację w Moskwie; do wtorku inicjatorzy tej akcji zapowiadali wielotysięczny pochód z żądaniem jego uwolnienia. Gołunow powiedział, że mało wie o tej demonstracji, ale "lepiej jest poświęcić czas bliskim", niż iść na pochód. Zapowiedział też, że on sam chce teraz "dojść do siebie".

 

Zwolniony z aresztu 

 

Na zwolnienie Gołunowa zgromadzeni przed budynkiem czekali kilka godzin. Po wyjściu dziennikarz wyjaśnił, że na policji trwało podpisywanie licznych dokumentów. Według agencji TASS Gołunow został zaznajomiony z postanowieniem o umorzeniu sprawy karnej i zwolnieniu go z aresztu domowego. Następnie funkcjonariusz służby więziennej zdjął z niego elektroniczną "bransoletkę".

 

Sprawa Gołunowa przybrała nieoczekiwany obrót we wtorek. Minister spraw wewnętrznych Rosji Władimir Kołokolcew poinformował tego dnia, że sprawa karna zostaje umorzona, ponieważ nie udowodniono, że Gołunow popełnił przestępstwo. Dziennikarz był oskarżony o próbę obrotu narkotykami, za co grozi kara do 20 lat więzienia. Decyzja o umorzeniu sprawy karnej zapadła po zakończeniu ekspertyz.

 

Według adwokata Gołunowa na żadnym z przedmiotów skonfiskowanych w mieszkaniu przez policję nie było jego odcisków palców, a na torebkach z narkotykami wykryto DNA kilku osób.

 

"Zamówienie kręgu biznesów" 

 

36-letni dziennikarz śledczy, określany jako jeden z najlepszych w Rosji, został zatrzymany w czwartek, a policja ogłosiła, że miał przy sobie narkotyki i że znaleziono je również u niego w domu. Szybko okazało się, że osiem z dziewięciu zdjęć opublikowanych przez policję nie pochodzi w rzeczywistości z mieszkania Gołunowa. Dziennikarz nie przyznał się do winy, adwokaci zapewnili, że narkotyki, które jakoby znaleziono w jego plecaku, zostały mu podrzucone.

 

Dość powszechnie oceniono, że powodem działań wobec dziennikarza jest jego działalność zawodowa. Według źródeł dziennika "RBK" wiele osób badających tę sprawę skłania się do opinii, że kryje się za nią "zamówienie" z kręgów biznesu, ze strony osoby, której interesów dotyczyły artykuły Gołunowa.

 

Gołunow pracuje dla niezależnego portalu informacyjnego Meduza, którego redakcja mieści się na Łotwie. W swych materiałach badał domniemane transakcje korupcyjne w moskiewskim merostwie i działania nielegalnego biznesu. W przeszłości pracował w czołowych rosyjskich mediach: dziennikach gospodarczych "Wiedomosti" i "RBK", rosyjskiej edycji magazynu "Forbes" i niezależnej telewizji Dożd.

 

W ciągu zaledwie kilku dni sprawa zatrzymania Gołunowa zyskała ogromny rozgłos. W poniedziałek trzy najważniejsze dzienniki: "RBK", "Kommiersant" i "Wiedomosti" ukazały się z wielkimi napisami na okładkach: "Ja/My - to Iwan Gołunow". W obronie dziennikarza wypowiedzieli się przedstawiciele mediów - od opozycyjnych do tych lojalnych wobec władz i osoby publiczne - od celebrytów do opozycjonistów.

mls/hlk/maw/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze