Płonące samochody. Przez wadę fabryczną stracili swoje auta

Moto

Pan Robert i pan Stanisław stracili swoje BMW w wyniku pożarów. Oba auta zapaliły się w trakcie jazdy z powodu wady fabrycznej silnika. Jedno około miesiąca wcześniej korzystało z akcji serwisowej BMW. Właściciel drugiego twierdzi, że akcja go… nie objęła. Ubezpieczyciele odmawiają wypłaty odszkodowań twierdząc, iż wada fabryczna wyłącza ich odpowiedzialności. Zobacz materiał "Interwencji".

- Podczas jazdy autostradą samochód wyświetlił komunikat, że jest problem z napędem i ograniczył moc. Zobaczyłem w lusterku, że z samochodu się dymi, więc zatrzymałem się na pasie awaryjnym. No i z samochodu buchnął taki płomień, że jak wziąłem gaśnicę, to więcej pary było niż gaszenia tego ogniska. Pożar nastąpił od zaworu EGR, bo przy lewym kielichu pojazdu pojawiło się źródło ognia – wspomina Stanisław Pietrzko, właściciel spalonego BMW.

 

- Wyjazd służbowy do Włoch, autostrada A2, 50 km za Wiedniem auto traci moc. Parkuję na pasie awaryjnym i ewakuuję się z samochodu, ponieważ poszedł dym z rury wydechowej zza auta. Już nie było szans, żeby auto ratować - dym, a później buchające płomienie spod maski. Kwestia kilkunastu minut i samochód wygląda tak, jak wygląda – relacjonuje Robert Gieroń, którego BMW również spłonęło.

 

"Ze strony BMW nikt się do mnie nie zgłosił"

 

- Mamy zawór EGR i chłodnicę spalin. Jeśli zawór EGR działa nieprawidłowo, jest uchylony, to dosyć dużo nagaru osadza się na samej chłodnicy, która ma za zadanie schłodzenie tych spalin. Jeśli chłodnica nie działa tak jak należy, bardzo wysoka temperatura spalin dostaje się do kolektora ssącego i zapala nagar, który tam się znajduje – tłumaczy Sebastian Kubat z nieautoryzowanego serwisu BMW.

 

W odpowiedzi na pytania dziennikarzy "Interwencji" koncern BMW potwierdził, iż rzeczywiście w pewnej  grupie silników Diesla może istnieć niewielkie ryzyko powstania pożaru. Producent informuje również, że w związku z tym prowadzona jest akcja techniczna.

 

"…Bezpieczeństwo naszych klientów jest dla nas najważniejsze, a akcje techniczne są narzędziem rozwiązywania problemów, gdy tylko zostaną wykryte. (…) Właściciele objętych akcją techniczną aut są informowani i zapraszani do warsztatu na kontrolę, gdzie w przypadku wykrycia wadliwych komponentów zostaną one wymienione…"

 

- O akcji serwisowej dowiedziałem się z mediów, natomiast nikt ze strony BMW się do mnie nie zgłosił z tym tematem. Gdybym sam nie szukał na stronie BMW, sprawdzając po numerze VIN, to bym się nie dowiedział, że auto jest objęte akcją serwisową. Więc wpisałem VIN i zostałem wezwany na akcję serwisową. Trwało to 6 czy 7 godzin i doradca serwisowy poinformował mnie, że zawór EGR został wymieniony. Samochód spłonął miesiąc, może trzy tygodnie później. Przejechane 2 do 3 tys. km od wymiany zaworu. Generalnie miał przebieg około 100 tys. w momencie zdarzenia – tłumaczy Robert Gieroń.

 

"Kuriozalna sytuacja"

 

- Po pożarze sprawdzałem, moje auto nie było objęte akcją serwisową. Warte było z 70-80 tys. zł. Ubezpieczyciel nie chce wypłacać z polisy AC za pożar, ponieważ wie, że BMW posiadają wadę ukrytą w postaci tego niesprawnego zaworu EGR i chłodnicy EGR, od których się samochody zapalają – twierdzi Stanisław Pietrzko.

 

Podobnych zdarzeń w całej Polsce było już kilkanaście. W większości z nich ubezpieczyciele odmawiają wypłaty odszkodowań twierdząc, iż wada fabryczna wyłącza ich odpowiedzialność. Koncern BMW proponuje pokrzywdzonym różne formy zadośćuczynienia, jednak mimo to, wiele osób swoich racji zamierza dochodzić przed sądem.   

 

- Skierowanie pozwu zbiorowego jest utrudnione, gdyż polskie ustawodawstwo nie przewiduje skierowania go w przypadku naruszenia dóbr osobistych. Mówimy tu o dobrze osobistym, jakim jest naruszenie zdrowia i życia. Każdy z klientów indywidualnie będzie musiał dochodzić swoich roszczeń. W chwili obecnej jestem pełnomocnikiem klienta w prowadzonej sprawie karnej związanej z art. 160 KK, a więc narażenia na utratę życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – informuje Tomasz Warchoł, adwokat.

 

- Moim zdaniem jest to sytuacja kuriozalna. Mogłem zginąć, mogłem być osobą niepełnosprawną z nie swojej winy i niczego złego nie robiąc – podsumowuje pan Stanisław.

bas/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze