Bryczka nad Morskie Oko z kasą fiskalną. "Trzeba koni pilnować, a kasę trzymać w ręku"

Polska

Zgodnie z rozporządzeniem ministra finansów, od 1 czerwca firmy świadczące usługi transportowe z wykorzystaniem zwierząt lub siły ludzkich mięśni, muszą mieć kasy fiskalne. W rezultacie fiakrzy spod Morskiego Oka muszą zaopatrzyć się w niezbędne urządzenia. Z nowych regulacji zadowoleni są obrońcy zwierząt.

- Im mniej opłacalny ten biznes, im więcej trzeba od niego odprowadzić podatków, tym mniej będzie chętnych do pracy tutaj. Będzie mniej koni i mniej cierpienia - tłumaczy Anna Plaszczyk z Międzynarodowego Ruchu na Rzecz Zwierząt "VIVA".

 

Według rozporządzenia Ministra Finansów z 28 grudnia 2018 r., kasy fiskalne od 1 czerwca, oprócz fiakrów, posiadać muszą także flisacy i rikszarze. Zwolnione z tego obowiązku są osoby, które w ciągu roku nie przekroczą limitu 20 tys. złotych.

 

- W momencie, gdy jest kasa fiskalna, jest obowiązek wydania paragonu, prawdopodobieństwo, że ta sprzedaż nie zostanie zaewidencjonowana i że podatek nie zostanie zapłacony, jest mniejsze - mówi przewodniczący Grupy VAT w Konfederacji Lewiatan Jerzy Martini.

 

"To nie jest dla nas wygodne"

 

Przewoźnicy spod Morskiego Oka już pierwszego dnia wskazują, że obowiązek rejestrowania transakcji utrudnia im pracę.

 

- Trzeba koni pilnować, trzeba kasę trzymać w ręku. To nie jest wygodne dla nas - przekonuje Stanisław Chowaniec ze Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka.

 

Dorożkarze z Warszawy liczą natomiast, że nie przekroczą limitu. - My się wykończymy przez te kasy. Na każdy kurs musielibyśmy wydać kwitek i będzie uzasadnione, że tyle kursów zrobiliśmy - przekonuje Zbigniew Wiśniewski, dorożkaż z Warszawy.

bas/luq/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze