Podejrzewali narkotyki, przeoczyli rozległy wylew. Pacjentka w śpiączce po obustronnej trepanacji

Polska
Podejrzewali narkotyki, przeoczyli rozległy wylew. Pacjentka w śpiączce po obustronnej trepanacji
Zdj. ilustracyjne/Polsat News

Prokuratura Warszawa-Praga prowadzi dochodzenie w sprawie ewentualnego błędu medycznego i narażenia pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia w jednym ze szpitali w Otwocku. Według męża kobiety lecznica miała skupić się na szukaniu śladów substancji odurzających, gdy pacjentka przeszła rozległy wylew spowodowany naczyniakiem. Dopiero w innym szpitalu przeszła trepanację czaszki.

- Zawiadomienie złożył mąż pokrzywdzonej. Z jego treści wynika, że w jednym z zakładów opieki zdrowotnej w Otwocku kobieta, która została tam przywieziona przez załogę pogotowia ratunkowego, została niewłaściwe zdiagnozowana. Skutkiem tego było pogorszenie się jej stanu zdrowia - poinformował w czwartek rzecznik prasowy praskiej prokuratury okręgowej prokurator Marcin Saduś.

 

"Mroczki" przed oczami, skurcz karku


Mąż 27-letniej kobiety, Jacek Król powiedział, że 23 marca wieczorem jego żona wróciła ze spaceru z córką, twierdząc, że nie czuje się dobrze.

 

- Skarżyła się na ból głowy, że ma "mroczki" przed oczami, skurcz karku. Zadzwoniliśmy po pogotowie. Żona jeszcze była w stanie rozmawiać i wytłumaczyła dyspozytorowi, jakie ma objawy - opowiada.

 

Sanitariusze zabrali kobietę do najbliższego szpitala, czyli Powiatowego Centrum Zdrowia w Otwocku.

 

- Zaświecili żonie latarką po oczach i stwierdzili, że oczy uciekają jej w bok, a źrenice są powiększone. Zapytali, czy Sylwia brała jakiejś narkotyki - relacjonuje Król.

 

Twierdzi, że zaprzeczył, ponieważ oboje są odpowiedzialnymi rodzicami, mają małe dzieci: 11-latkę, trzylatka i półtoraroczną dziewczynkę.

 

Kiedy przyjechał do szpitala około godz. 21:30, żona leżała w jednej z sal, wspólnie czekali na wyniki badań.

 

Lekarz zlecił badania toksykologiczne


Z jego relacji wynika, że lekarz na dyżurze zlecił ogólne badania, w tym toksykologiczne, i podał leki, m.in. paracetamol. Wstępnie miał też stwierdzić, że doszło do zatrucia narkotykami niewiadomego pochodzenia.

 

- Mnie się wydaje, że zrobił to na podstawie tego, co mu ratownicy przekazali - opowiada mąż 27-latki.

Twierdzi, że gdy około godz. 2 w nocy dostawali wypis, żona słaniała się na nogach, "nie potrafiła złożyć zdania w logiczną całość".

 

- Lekarz coś jej podał strzykawką. Stwierdził, że jest jeszcze słaba, żeby godzinę się jeszcze przespała. Pojechałem, więc do domu, żeby zająć się dziećmi - mówi Król. Dodaje, że gdy napisał do żony sms i około godz. 10 rano próbował się do niej dodzwonić, jej telefon nie odpowiadał.

Zadzwonił na izbę przyjęć, gdzie się dowiedział, że żona została przewieziona do szpitala w Międzylesiu, a stamtąd po kilku godzinach do szpitala przy ul. Banacha w Warszawie. Trafiła tam na stół operacyjny. Lekarze poinformowali Króla, że miała rozległy wylew krwi do mózgu, prawdopodobnie z powodu naczyniaka.

 

- Była w stanie krytycznym i przeszła operację, podczas której przeprowadzono obustronną trepanację czaszki. Mam wyniki toksykologiczne, które nie wykazały żadnej obecności narkotyków. Jak to możliwe, że doszło do takiej sytuacji? - pyta Król.

 

Dyrektor szpitala powołał komisję


Jego żona leży na OIOM-ie w szpitalu Międzylesiu. Jest w śpiączce.

Król pod koniec marca zawiadomił Prokuraturę Rejonową w Otwocku o nieumyślnym narażeniu żony na utratę zdrowia i życia. Sprawę przekazano do Prokuratury Warszawa-Praga.

 

- Zostały przekazane materiały celem rozważenia do dalszego prowadzenia postępowania w sprawie ewentualnego błędu medycznego i narażenia pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. W tej sprawie na chwilę obecną jest prowadzone dochodzenie w kierunku czynu z art. 160 par. 2 KK (artykuł mówi o narażeniu na niebezpieczeństwo, a par. 2 że jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega każe pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat pięciu - red.). W sprawie jest prowadzone postępowanie. Zostali przesłuchani pierwsi świadkowie - poinformował rzecznik prokuratury.

 

- Została zabezpieczona dokumentacja medyczna dotycząca pokrzywdzonej. Na chwilę obecną jest za wcześnie, abyśmy w oparciu o ten materiał dowodowy występowali o jakiekolwiek wnioski w zakresie rozstrzygnięć procesowych. Wszczęcie postępowania miało miejsce 2 kwietnia 2019 roku - mówi prokurator Saduś.

Dyrektor ds. medycznych Powiatowego Centrum Zdrowia w Otwocku Tomasz Sławomir Koper poinformował w czwartek, że w szpitalu powołano komisję, która ma zbadać okoliczności przyjęcia pacjentki, hospitalizacji, diagnostyki i terapii. Pierwszych wniosków komisji spodziewa się we wtorek.

dk/hlk/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze