W kantorku z klamerkami na ustach. Prokuratura zbada "metody wychowawcze" przedszkola w Chojnicach

Polska

- Nie widzę możliwości, by czteroletnie dzieci postanowiły zemścić się na przedszkolance i ułożyć wspólną wersję wydarzeń - mówiła Polsat News mama jednego z przedszkolaków. Nauczycielki z placówki w Chojnicach (Pomorskie) miały zamykać wychowanków w ciemnym pomieszczeniu lub rzucać w nich przedmiotami. Wśród ofiar mogły być także dzieci niepełnosprawne. Sprawę zgłoszono do prokuratury.

Sygnały o tym, że może dziać się coś złego wyszły od samych przedszkolaków. - Pani zdejmowała laczki i rzucała nimi w dzieci w momencie, kiedy te były za głośno - mówiła Polsat News Katarzyna Pankowska, mama jednego z dzieci. 

 

"Za karę chłopcy są zamykani w kantorku"

 

Niegrzecznym i zbyt głośnym dzieciom miały być zakładane na usta klamerki. - Po prostu zapytałam: Jasiu do czego w przedszkolu jest kantorek? Powiedział mi, że za karę chłopcy są tam zamykani - mówiła mama innego przedszkolaka. 

 

Do przedszkola chodzą także dzieci autystyczne, które często nie są w stanie powiedzieć o tym, że dzieje się im krzywda.

 

- Jest do dla nas tym bardziej ciężkie, bo ja nie mam gdzie przenieść tych dzieci, chociaż powinienem to zrobić od razu - przyznał ojciec jednego z uczniów. Rodzice o wszystkim poinformowali miejskich urzędników, jednak chojnickie przedszkole jest prywatne.

 

"Mamy związane ręce"

 

- Mamy troszeczkę związane ręce, możemy występować do odpowiednich organów ścigania, czy organu pedagogicznego - wyjaśnił Polsat News Grzegorz Czarnowski z Urzędu Miasta w Chojnicach. 

 

Urząd miasta zawiadomił prokuraturę, Rzecznika Praw Dziecka i kuratorium oświaty. Dyrektor przedszkola odmówiła komentarza przed kamerą, zapewniła jednak, że dwie przedszkolanki zostały odsunięte od pracy z dziećmi.

msl/luq/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze