Biedroń odpiera zarzuty, że znęcał się nad rodziną: zostaliśmy zmuszeni do nieprawdziwych zeznań

Polska
Biedroń odpiera zarzuty, że znęcał się nad rodziną: zostaliśmy zmuszeni do nieprawdziwych zeznań
Polsat News

"Nigdy nie doszło do żadnych aktów przemocy między nami. (...) Jedynym sprawcą przemocy w naszym domu był nasz mąż i ojciec" - napisali w oświadczeniu Robert Biedroń i jego matka Helena. W ten sposób odnieśli się do publikacji "Super Expressu", że 19 lat temu matka oskarżyła Biedronia, iż znęcał się nad nią i swoim bratem. Spotkali się w sądzie, ale w wyniku ugody sprawę umorzono.

Sprawa, o której napisał "Super Express", trafiła do Sądu Okręgowego w Krośnie w 2000 roku. Robert Biedroń miał być oskarżony o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu oraz znęcanie się nad swoją matką i młodszym o 6 lat swoim bratem Krzysztofem. 

 

Za te czyny Biedroniowi groziło do 5 lat pozbawienia wolności. - Podczas rozprawy matka Biedronia wybaczyła synowi i nie chciała wyciągania konsekwencji prawnych. To pozwoliło na umorzenie sprawy - napisał dziennik.

 

Te doniesienia trudno potwierdzić, bo akta sprawy zaginęły.

 

"Doświadczyliśmy przemocy domowej"

 

W czwartek w związku z publikacją "SE" Robert Biedroń i jego matka Helena wydali oświadczenie. Jak napisali, cała ich rodzina wielokrotnie była zmuszana do ukrywania zachowań ojca dzisiejszego lidera Wiosny przed innymi ludźmi, a "w skrajnych przypadkach także przed organami ścigania".

 

"Robiliśmy to ze strachu. Tak było i w przypadku, o którym mowa, kiedy zostaliśmy przez niego zmuszeni do złożenia nieprawdziwych zeznań. Mogą to zrozumieć pewnie tylko osoby, które doświadczyły przemocy w rodzinie" - stwierdzili w oświadczeniu.

 

"Jesteśmy jedną z wielu rodzin w Polsce, która doświadczyła, czym jest przemoc domowa. Podobnie jak miliony ludzi w Polsce, przez lata robiliśmy wiele, by o tych doświadczeniach zapomnieć. To bardzo trudne i być może nigdy nam się w pełni nie uda. Dlatego apelujemy do Państwa - dziennikarzy, polityków i innych osób o uszanowanie naszej prywatności" - dodali Biedroniowie.

 

Biedroniowie składają pozew

 

W ich ocenie, wyciągnięcie zdarzeń sprzed lat wykorzystywane jest przez niektórych, by formułować "bardzo dotkliwe oskarżenia i wnioski bez żadnych podstaw". Zasugerowali też, że "cała historia jest inspirowana politycznie" i "wychodzi na światło dzienne na chwilę przed wyborami". 

 

O sprawie napisała w czwartek m.in. "Warszawska Gazeta", która zamieściła doniesienia o rzekomych aktach fizycznej przemocy, jakich miał dopuścić się przed laty lider Robert Biedroń.

 

W oświadczeniu lider Wiosny oraz jego matka poinformowali, że zdecydowali się złożyć pozew o naruszenie dóbr osobistych przeciw wydawcy tego tytułu. 

 

O swoich problemach w domu rodzinnym Biedroń wspominał już w 2017, gdy był prezydentem Słupska. 

 

- To nie było łatwe życie. Poza tym, że byłem gejem i ateistą, miałem ojca, który był przemocowcem i alkoholikiem, a tabu wokół alkoholizmu i przemocy było w Polsce, zwłaszcza na Podkarpaciu, bardzo silne. Na szczęście udało mi się z tego wyzwolić - mówił wówczas dla portalu Krosno24.pl.

 

Piotrowicz: okoliczności przestępstwa nie budziły wątpliwości

 

"Super Express" wskazał, że informacje o procesie Biedronia miał ujawnić znany adwokat związany ze środowiskiem Platformy Obywatelskiej i Koalicji Europejskiej.

 

Na komentarze w mediach społecznościowych, że być może chodzi o Romana Giertycha, odpowiedział sam Giertych. "Nic mnie nie łączy ze sprawą dziennikarskiego śledztwa w spr. Biedronia. Nie znam Mittera i nie znoszę g. warszawskiej. Sprawa jest o tyle interesująca, że pokazuje obłudę RB i dziwną rolę Piotrowicza" - napisał adwokat na Twitterze.  

Stanisław Piotrowicz, obecny poseł PiS, 19 lat temu kierował prokuraturą w Krośnie. Jak powiedział portalowi tvp.info, z zarządzanego przez niego urzędu na pewno wyszedł akt oskarżenia przeciw osobie nazywającej się Robert Biedroń.

 

- Warunkowe umorzenie postępowania mogło nastąpić tylko kiedy doszło do pojednania między stronami, a czyn nie był zagrożony karą powyżej pięciu lat więzienia - wskazał Piotrowicz.

 

Według posła PiS, okoliczności przestępstwa nie budziły wątpliwości i prokurator musiał wystąpić z aktem oskarżenia. Piotrowicz podkreślił, że nie wykonywał w tej sprawie żadnych czynności.  

wka/dro/ PAP, se.pl, tvp.info, krosno24.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze