Ulicami Gniezna przeszedł zakazany przez prezydenta miasta marsz równości. W tle kontrmanifestacja

Polska

- Według policji w marszu wzięło udział ok. 400 osób. Funkcjonariusze tonowali nastroje niektórych kontrmanifestantów, których w kulminacyjnym momencie było ok. 500 - informuje reporter Polsat News Szymon Kiepel. Wcześniej prezydent Gniezna Tomasz Budasz zakazał marszu, ale sąd uchylił jego decyzję. Policja zatrzymała dziewięciu przeciwników zgromadzenia pt. "Gniezno - pierwsza stolica równości".

W pewnym momencie w stronę policjantów poleciały m.in. butelki. By uspokoić nastroje między grupami, policjanci podjęli decyzję o oddaniu salwy ostrzegawczej z broni.

 

Sobotni marsz równości był pierwszym, który przeszedł przez Gniezno. - W naszej ocenie zabezpieczenie tego wydarzenia przebiegło spokojnie, aczkolwiek nie obyło się bez incydentów" - wskazała podinsp. Iwona Liszczyńska z wielkopolskiej policji.

 

Nie obyło się bez incydentów

 

Jak tłumaczyła, "w ostatniej fazie zabezpieczania przemarszu marszu równości - ze względu na panujące nastroje od początku obydwu zgromadzeń - przypuszczaliśmy, że może nastąpić ze strony kontrmanifestantów próba zablokowania wejścia marszu równości na rynek".

 

- Dlatego też, kiedy marsz równości wracał już na płytę rynku, zapadły decyzje, ze względów bezpieczeństwa i po uzgodnieniu z organizatorem marszu, żeby zmienić trasę przemarszu na ostatnich 100-150 metrach, co też się stało - mówiła. 

 

Liszczyńska podkreśliła, że "policjanci, mając już wiedzę, że kontrmanifestanci przemieścili się i blokują wejście marszu od wcześniej ustalonej trasy, wraz z przedstawicielem prezydenta miasta podjęli decyzję o rozmowie z kontrmanifestantami, aby umożliwić wejście uczestnikom marszu równości".

 

- Te osoby nie chciały z policjantami rozmawiać, nie reagowały na te prośby, wręcz przeciwnie - pojawiły się agresywne zachowania, w kierunku policjantów poleciały butelki, jajka i inne przedmioty. Dlatego też, po wezwaniu tych osób do zachowania zgodnego z prawem i aby te nastroje uspokoić - policjanci podjęli decyzję o oddaniu salwy ostrzegawczej z broni gładkolufowej - powiedziała Liszczyńska.

 

Dodała, że funkcjonariusze zatrzymali również 7 osób, które doprowadzone zostały do komendy powiatowej policji w Gnieźnie.

 

"Chcę czuć się bezpieczna"

 

- Chciałabym, żeby Polska była w każdym miejscu kolorowa, tolerancyjna i w pełni praw dla wszystkich oraz żeby miała możliwości dać wszystkim przestrzeń swobodnego życia w codzienności - powiedziała w rozmowie z Polsat News jedna z uczestniczek marszu. Zaznaczyła również, że jako lesbijka nie chce być chroniona przez policję, jedynie w przypadku organizacji parad.

 

- Chciałabym tego bezpieczeństwa w codzienności i wszyscy, którzy są tutaj zgromadzeni będą właśnie w tym celu działać - podsumowała.

 

Odnośnie potencjalnych prowokacji uczestników marszu wypowiedział się drugi z uczestników, który zapewniał, że jest tu "w obronie wartości, na których opiera się społeczeństwo".

 

- Nie przeszkadzają mi ci ludzie, ale przeszkadza mi ideologia, którą ze sobą niosą, w związku z seks-edukacją, czy możliwością zawierania homoseksualnych małżeństw. Stoję tutaj w obronie podstawowych wartości, na których Polska się budowała przez wieki - dodał.

 

Decyzje prezydenta o zakazie zgromadzeń

 

Na początku tygodnia prezydent miasta Tomasz Budasz (PO) poinformował, że wydał zakaz organizowania wszystkich kilkunastu zgromadzeń planowanych na sobotę. Wskazał, że organizatorzy zaplanowali te wydarzenia w tym samym czasie w centrum miasta; ponadto, większość z nich ma odbywać się w tych samych lokalizacjach. Budasz podkreślił, że "należy założyć, że w jednym miejscu i czasie spotkają się ze sobą bardzo zantagonizowani przedstawiciele różnych grup społecznych, m.in. zwolennicy środowisk LGBT, a także grupy radykalno-prawicowe, kibicowskie i tym podobne".

 

Decyzję wydaną przez prezydenta Budasza zaskarżyli organizatorzy planowanych na sobotę zgromadzeń; w czwartek poznański sąd zdecydował, że większość z nich, w tym marsz równości, może się odbyć. W piątek Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpatrzył zażalenia prezydenta Gniezna na decyzję sądu okręgowego i zdecydował, że marsz przejdzie przez miasto.

 

"Sytuacja z marszem równości to duża lekcja demokracji"

 

Liderka wielkopolskiej listy Wiosny do PE Sylwia Spurek mówiła w sobotę, że "sytuacja związana z marszem równości w Gnieźnie to duża lekcja demokracji, lekcja o wolności zgromadzeń i o równości".

 

Na konferencji prasowej w Gnieźnie Wiosna przypomniała swoje propozycje programowe, tzw. "piątkę" Wiosny dla osób LGBT. Wśród tych postulatów znalazła się m.in. możliwość legalizacji związków partnerskich, zapewnienie prawa do zawierania małżeństw przez pary jednopłciowe, nowelizacja Kodeksu karnego dot. przestępstw z nienawiści, tak aby uwzględnił on przestępstwa motywowane orientacją seksualną ofiary, nowe regulacje w zakresie "uzgodnienia płci" oraz edukacja antydyskryminacyjna.

 

Jak wskazała Spurek, "ważne jest żeby przypominać, jaki jest stan przestrzegania praw człowieka osób LGBT w Polsce - w 2019 roku, w środku Europy".

 

- Trzeba o tym mówić tak, żeby wszyscy wiedzieli, że orientacja seksualna to jest taka sama cecha, jak kolor oczu. Mówimy o tym, że osoby atakowane ze względu na swoją orientację seksualną muszą być tak samo chronione, jak osoby atakowane ze względu na pochodzenie narodowe, etniczne, na religię, czy rasę - podkreśliła.

 

- Mówimy bardzo wyraźnie, że to nie są kwestie światopoglądowe, obyczajowe, tylko kwestie praw człowieka - dodała.

 

Wiosna stworzyła "mapę hańby" 

 

W Gnieźnie Wiosna zaprezentowała "mapę hańby", czyli mapę, na której umieszczone zostały miasta, w których prezydenci od 2004 roku zakazywali organizacji marszu równości, czy demonstracji osób LGBT. Wśród wymienionych miast i włodarzy znalazł się: Lech Kaczyński, który zakazał marszu w Warszawie, Ryszard Grobelny - poprzedni prezydent Poznania, prezydent Lublina Krzysztof Żuk, a także Tomasz Budasz - który - jak wskazano - "do ostatniej chwili walczył w sądzie, by sobotni marsz równości w Gnieźnie się nie odbył".

 

- Ta mapa hańby bardzo wyraźnie pokazuje wynik 3:1 dla PO, bo trzech z tych prezydentów to byli prezydenci PO lub popierani przez Platformę Obywatelską. Przy okazji marszu równości chcemy też mówić o wolności zgromadzeń i o tym, że ona nie może być ograniczana przez argumenty natury infrastrukturalnej, czy organizacyjnej. Ograniczenie wolności zgromadzeń nie może być uzasadniane układem architektonicznym miasta, szerokością ulic, czy rodzajem ich nawierzchni, albo wzmożonym ruchem przedświątecznym - mówiła Spurek.

 

Podkreśliła, że wolność zgromadzeń jest jedną z najważniejszych wolności i praw człowieka zagwarantowanych w konstytucji, a także w aktach prawa międzynarodowego. - Szczególnie w przypadku osób, które są dyskryminowane, czy wykluczane - ma ona ogromne znaczenie, bo te osoby muszą mieć prawo głośno mówić o swoich postulatach, o swoich prawach, o tym jaka jest ich sytuacja. Dlatego też dziwi nas bardzo to, że prezydent Tomasz Budasz walczył do końca o możliwość ograniczenia tej wolności zgromadzeń, że złożył zażalenie od postanowienia sądu pierwszej instancji. Na szczęście sąd orzekł na rzecz wolności, na rzecz praw człowieka, na rzecz równości - mówiła.

 

"Zmieniamy się jako społeczeństwo"

 

Spurek dodała, że udział członków Wiosny w sobotnim marszu równości w Gnieźnie jest wyrazem sprzeciwu dla prób zakazów takich zgromadzeń przez prezydentów miast, i równocześnie jest wyrazem wsparcia dla organizatorów marszu w Gnieźnie, a co za tym idzie - wyrazem wsparcia dla równości, wolności zgromadzeń i praw człowieka.

 

Odnosząc się do obecnej sytuacji osób LGBT w Polsce powiedziała, że "na pewno nie jest jeszcze tak, jak być powinno, ale obserwuję od lat rosnące poparcie np. dla związków partnerskich, oraz dla równości małżeńskiej".

 

- Wszystkie badania opinii publicznej pokazują, że się zmieniamy jako społeczeństwo, że jesteśmy bardziej otwarci, bardziej progresywni i tym bardziej dziwi mnie ta decyzja prezydenta Gniezna (...) Mam wrażenie, że prezydent nie wyciągnął wniosków, nie nauczył się niczego na podstawie doświadczeń swojego kolegi z Lublina z października 2018 roku. Wtedy też pan prezydent Żuk w podobny sposób argumentował swoją chęć ograniczenia wolności zgromadzeń i w bardzo podobny sposób sąd uzasadniał uchylenie tych decyzji. Mam wrażenie, że społeczeństwo jest dużo bardziej otwarte, niż ci prezydenci - wskazała.

msl/rob/ PAP, Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze