Księża w Gdańsku spalili książki i symbole innych kultur. "Jesteśmy posłuszni Słowu"

Polska

Kilku duchownych i ks. Rafał Jarosiewicz, prezes fundacji "SMS z nieba" spaliło przed jednym z kościołów w Gdańsku kilkadziesiąt książek, przedmiotów i symboli innych wierzeń i kultur. Organizatory akcji powoływali się na "posłuszeństwo Słowu", Dekalog i katechizm. - Sytuacja miała miejsce w trakcie rekolekcji, jej forma była dyskusyjna - mówi polsatnews.pl ks. Wojciech Parfianowicz.

Wśród spalonych przed kościołem pw. NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej książek były m.in. jeden z tomów cyklu o Harrym Potterze oraz powieść fantasy "Zmierzch" i "Tajemnice starodawnej medycyny i magii". Do paleniska trafiła również różowa parasolka z japońskiej bajki "Hello Kitty", figurki słonia (według hinduskiej tradycji mającego przynosić szczęście) i Dharmy (jeden z symboli hinduizmu).

 

Duchowni, którzy zorganizowali tę akcję, mówią, że motywacją do ich działania była interpretacja fragmentu Księgi Powtórzonego Prawa ("Posągi ich bogów spalisz") oraz Dziejów Apostolskich ("Duża liczba uprawiających magię przynosiła swe księgi i palił je wobec wszystkich"). Profil fundacji przytacza również wypowiedzi ks.  Gabriela Amortha i Michała Olszewskiego - egzorcystów, przestrzegających przed czytaniem publikacji, które mogą wpływać na postrzeganie świata przez człowieka.

 

 

Ks. Rafał Jarosiewicz, prezes fundacji "SMS z nieba", zasłynął już pomysłem wypożyczenia krzyża z Giewontu. W prośbie do Tatrzańskiego Parku Narodowego sugerował jego zdemontowanie i przeniesienie na Stadion Narodowy, gdzie osoby niepełnosprawne uczestniczące w spotkaniu "Stadion Młodych", miały doświadczyć "dotknięcia krzyża". Był też pomysłodawcą zamontowania konfesjonału w dostawczym mercedesie i ewangelizowania w terenie. 

 

"Działania jak w hitlerowskich Niemczech"

 

Wielu internautow porównało palenie książek to tego, co robiono w hitlerowskich Niemczech.

 

Przypomniano też, że za obrazę uczuć religijnych, w tym przypadku np. wyznawców religii hinduistycznej, grozi nawet więzienie, a za palenie plastikowych przedmiotów - kara grzywny do 5 tys. zł.

 

O zdarzenie zapytaliśmy kurię archidiecezji gdańskiej. Odpowiedziano nam, że kuria nie ma żadnych informacji w tej sprawie.

 

Na nasze pytania odpowiedział natomiast ks. Wojciech Parfianowicz, rzecznik diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, na terenie której swoją siedzibę ma fundacja "SMS do nieba".

 

"Są takie publikacje dot. okultyzmu, które szkodzą ludziom"

 

- Zdecydowanie forma tego, co się stało, jest dyskusyjna i ja bym tak jej nie przedstawił - powiedział polsatnews.pl ks. Parfianowicz.

 

Zapewnił też, że "są takie publikacje dotyczące okultyzmu, które szkodzą ludziom i czynią zło".

 

- Sytuacja miała miejsce w trakcie rekolekcji. Ksiądz też nie przewidział, co ludzie przyniosą. Inaczej jest, jak odbiorcy zobaczą w mediach społecznościowych tylko zdjęcie ze zdarzenia z odpowiednim nagłówkiem bez znajomości całego kontekstu, a inaczej, kiedy uczestniczą w zdarzeniu -  dodał. 

 

 

Ks. Wojciech Parfianowicz przyznał w rozmowie z reporterem Polsat News, że "walka z okultyzmem, z tymi zagrożeniami duchowymi, o których Kościół mówi od zawsze, oczywiście jest". - To co się wydarzyło na tych rekolekcjach – rozmawiamy o zdjęciach, które pojawiły się w internecie, natomiast trzeba byłoby być tam, przeżyć to, usłyszeć ten komentarz i być może mielibyśmy inne zdanie - powiedział.

 

Wieczorem sprawę skomentował minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. 

 

 

rob/dro/ wiadomosci.dziennik.pl, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze